W ostatnich tygodniach zapadły dwa kolejne orzeczenia sądów w sprawie studentów Collegium Humanum, którzy domagali się odszkodowania za niewywiązanie się uczelni z usług edukacyjnych. Co orzekły sądy?

Orzeczenia są nieprawomocne, nie dysponujemy jeszcze pisemnymi uzasadnieniami. Oba wyroki zapadły na początku czerwca. Studenci domagali się w nich zwrotu kosztów kształcenia, które ponieśli w związku ze studiami na Uczelni Biznesu i Nauk Stosowanych „Varsovia”, dawniej Collegium Humanum. Sądy przyznały im rację w całości. Uczelnia nie wywiązała się ze swoich obowiązków. Nie przeprowadziła egzaminów. Nie wydała dyplomów tym, którzy powinni je uzyskać.

W obu wyrokach sądy wskazywały, że uczelnia była zobowiązana do przeprowadzenia egzaminu oraz do wydania dyplomu, w przypadku, gdy student spełnił wszystkie wymogi formalne. Nieorganizowanie egzaminu albo niewydawanie dyplomu w ich przypadkach stanowiło zwłokę w świadczeniu.

Uczelnia próbowała usprawiedliwiać opóźnienia toczącym się śledztwem prokuratorskim, ale sąd jasno wskazał, że winę za konieczność przeprowadzenia śledztwa ponosi sama uczelnia i to ona przyczyniła się do niemożliwości wykonania swoich zobowiązań.

Dodatkowo jeden z sądów zauważył, że w obliczu poważnych zarzutów wobec byłego rektora uczelni, istnieją poważne wątpliwości, czy uczelnia wciąż daje rękojmię wykonywania zadań publicznych, m.in. wychowywania studentów w zgodzie z wartościami i normami etycznymi określonymi w ustawie Prawo o szkolnictwie wyższym.

Czytaj więcej

Szymon Hołownia: W sprawie Collegium Humanum uważam się za pokrzywdzonego

Jak wielu studentów domaga się zwrotu kosztów od uczelni?

W sądzie toczy się kilka tego typu spraw. Wciąż formułuje się też grupa studentów, którzy zamierzają złożyć pozew grupowy. Nasza kancelaria reprezentuje setki studentów – prowadzimy negocjacje z uczelnią. Próbujemy wypracować porozumienie z obecną rektor uczelni. Łącznie liczba studentów poszkodowanych w tej sprawie sięga prawdopodobnie kilku tysięcy.

Jakie są ich szanse na odzyskanie pieniędzy?

Oceniam je wysoko. W dotychczasowych wyrokach sądy jasno opowiadają się po stronie studentów. Obowiązkiem uczelni jest świadczenie usługi kształcenia, przeprowadzenie egzaminów oraz wydanie dyplomów tym studentom, którzy są do tego uprawnieni. Niewywiązanie się z tych obowiązków daje podstawę do żądania zwrotu kosztów.

Odzyskanie pieniędzy nie zwróci przecież straconego czasu. Domyślam się, że byli studenci Collegium Humanum chcieliby dokończyć studia. Czy mogą liczyć na rekompensatę za zmarnowany czas?

Postępowania, które prowadzimy dotyczą zwrotu kosztów kształcenia, a nie dodatkowego odszkodowania za stracony czas. Jednak tego typu odszkodowanie również, jak najbardziej, przysługuje. Trzeba jednak wykazać zaistnienie i rozmiar poniesionej szkody. To kwestia indywidualna dla każdego studenta. Wiele zależy od tego, czy oceny z Collegium Humanum można przepisać i kontynuować studia na innej uczelni, czy też będzie trzeba je podjąć zupełnie od zera – od pierwszego roku.

Przepisanie ocen uzyskanych na tego typu uczelni jest w ogóle możliwe?

Wrócę do ustnych motywów rozstrzygnięcia. Sądy zwróciły uwagę, że nawet gdyby student został dopuszczony do egzaminu i uzyskał dyplom na Collegium Humanum, to nie przedstawiałby on wielkiej wartości. Nie chodzi jedynie o subiektywne odczucia studenta, ale również obiektywną wartość. To następstwa tzw. afery Collegium Humanum, która na trwałe zapisała się w opinii publicznej. Przypomnijmy, że spółki Skarbu Państwa wprost zakazały zasiadania w swoich radach nadzorczych albo zarządach osobom z dyplomami tej uczelni. Oznacza to, że te dyplomy są tak naprawdę bezwartościowe. Na to zwracają uwagę sądy. Z dostępnych nam informacji wynika, że studenci w związku z powyższym mają realne problemy z przepisaniem ocen na innych uczelniach.

Czytaj więcej

Jacek Sutryk: Nie zrezygnuję. W sprawie Collegium Humanum czuję się ofiarą systemu

Skoro dyplomy są bezwartościowe, to tym bardziej wydaje się zasadne chyba, żeby ci, którzy je zdobyli, uzyskali jakieś odszkodowanie. Stracili w końcu czas i pieniądze, a uzyskali świstek papieru, który nie ma żadnej wartości.

To prawda. Należy jednak rozróżnić dwie sytuacje. Sprawa wydaje się oczywista w przypadku dyplomów MBA, które często stanowią wymóg do zasiadania w radach nadzorczych i zarządach spółek. Ich posiadacze wyrzucili pieniądze w błoto.

W przypadku absolwentów studiów licencjackich i magisterskich sprawa wygląda inaczej, bo nie wydano żadnych oficjalnych komunikatów, które zabraniałyby zatrudniania takich osób. Nie można więc mówić wprost o ich nierównych szansach na rynku pracy. W praktyce jednak widzimy również i w tych przypadkach możliwość tego, żeby takich roszczeń dochodzić ze względu na to, że dyplomy Collegium Humanum nie przedstawiają wielkiej wartości rynkowej. Dyplom taki może wręcz odnieść odwrotny skutek i zdecydować o porażce rekrutacyjnej poszukującego pracy.

Czytaj więcej

Studenci d. Collegium Humanum mogą spać spokojnie? Nowe informacje z KRD

Jaka byłaby podstawa takiego roszczenia?

Jeżeli dyplom ukończenia studiów nie przedstawia oczekiwanej wartości, to mamy do czynienia z odpowiedzialnością kontraktową lub deliktową uczelni. Uczelnia wykonała swoje zobowiązanie nienależycie albo nie wykonała go wcale. Przede wszystkim dlatego, że produkt, który oferowała studentom koniec końców nie spełnia oczekiwań, które uczelnia na samym początku przedstawiała. Dyplomy, jak i jakość studiów znacząco odbiegają od standardów jakości, co potwierdzała niejednokrotnie Polska Komisja Akredytacyjna.

Z uwagi na liczbę klientów – w sprawy zaangażowani są i działają jako pełnomocnicy: Patryk Grochowski, Michał Jabłoński z Jabłoński Koźmiński i Wspólnicy oraz Wojciech Kiełbasiński i Barbara Pietrzyk-Tobiasz z Kancelarii dla Nauki.