W sobotę 1 czerwca tysiące lekarzy, pacjentów i przedstawicieli zawodów medycznych przeszło w manifestacji pod hasłem „6,8 proc. PKB na ochronę zdrowia". Hasła na transparentach niewiele różniły się od tych sprzed trzech lat, kiedy Porozumienie Rezydentów zorganizowało pierwszą manifestację. Naprawdę od tego czasu nic się nie zmieniło?

Damian Patecki: Protest polegający na wypowiadaniu klauzuli opt-out z przełomu 2017 i 2018 r. zakończyło porozumienie z ministrem zdrowia z 8 lutego 2018 r. Przerwaliśmy protest pod warunkiem spełnienia naszych postulatów. Resort wywiązał się tylko z części zobowiązań. Owszem, lekarze rezydenci i specjaliści dostali ustawowe podwyżki, ale wzrost nakładów wynika głównie z większego spływu składki zdrowotnej. Tymczasem to ten postulat był dla nas najważniejszy, bo bez zwiększenia nakładów ani nie skrócimy kolejek do leczenia, ani nie poprawimy warunków pracy lekarzy, która przekłada się na bezpieczeństwo pacjentów.

Czytaj też:

1 czerwca zaprotestują lekarze

Lekarze czują się oszukani

Od lipca podwyżki płacy minimalnej w szpitalach

Lekarze krytykują ministerstwo coraz ostrzej, co widać było choćby na transparentach: „Jeśli zabraknie medyków, zostaną tylko grabarze", „Rząd okłamał pacjentów oraz lekarzy", „Stop śmierci w kolejkach". Czy sobotnia manifestacja jest ostatnim ostrzeżeniem dla resortu?

Ostatnim ostrzeżeniem jest stan ochrony zdrowia w Polsce i liczba szpitali zamykających się z powodu niedoborów kadrowych. Dobrze ilustruje to hasło: „Lepsze jutro było wczoraj". Chcieliśmy pokazać, że bez koniecznych zmian niedługo w Polsce nie będzie miał kto leczyć. Z dofinansowaniem służby zdrowia nie można czekać kolejnych paru lat i nie wystarczą środki, które chce na to przeznaczyć ministerstwo. Recepta jest prosta: trzeba dofinansować służbę zdrowia, zdjąć z lekarzy obowiązki biurokratyczne i przestać wysyłać ich do więzienia za błędy medyczne, co przewiduje nowelizacja kodeksu karnego.

Resort zdrowia twierdzi, że pracuje z resortem sprawiedliwości nad zmianą sankcji za nieumyślne spowodowanie śmierci.

Autopromocja
Historia Uważam Rze

Teraz z darmową dostawą i e‑wydaniem gratis!

ZAMÓW

Ale to nie wystarczy. Od dawna mówimy o potrzebie wprowadzenia systemu, na wzór działającego na Zachodzie systemu „no-fault". Tam ofiary błędów medycznych czy zdarzeń niepożądanych mają prawo do szybkiego i godziwego odszkodowania, a zamiast, jak u nas, szukać kozła ofiarnego, każde zdarzenie się omawia i analizuje, żeby nie powtarzać błędów w przyszłości. Bardzo mi się nie podobały wypowiedzi byłego ministra zdrowia Konstantego Radziwiłła, który przy okazji głośnych spraw za każdym razem twierdził, że w grę wchodzi czynnik ludzki. Może i wchodzi ,ale minister zdrowia powinien raczej mówić o swojej odpowiedzialności za niedostatki systemu i poczuwać się do odpowiedzialności, a nie szukać winy w lekarzach.

Podczas manifestacji mówił Pan też, że amerykański szpital polowy jest lepszy od polskiego stacjonarnego.

Chodzi o organizację. Amerykańskie szpitale, które składają się z kontenerów, mają lepszy sprzęt i są dużo lepiej zorganizowane niż większość szpitali w Polsce.

Ochronę zdrowia zabija brak organizacji?

Zabijają ją przede wszystkim biedaaoszczędności i to, że brak pieniędzy wyklucza myślenie przyszłościowe. Wymusza na dyrektorach rolowanie długów i kombinowanie, co by tu zrobić, by szpital nie wpadł w sidła komornika. Większość ekonomistów wie, że żeby wyjść z zadłużenia, trzeba czasami zainwestować – w nowy sprzęt, w nowe procedury, w lekarzy, pielęgniarki i w młodych, po to, by chcieli wiązać swoje życie ze szpitalem. Bez tego okazuje się, że mamy oddziały, gdzie średnia wieku wynosi 60 lat i trzeba zamknąć oddział, bo jeden z lekarzy poszedł na emeryturę. Podejście, które koncentruje się na tym, by przeżyć kolejny dzień, wynika głównie z biedy. Tymczasem trzeba działać już, natychmiast. Na manifestację, oprócz lekarzy z Porozumienia Rezydentów, przyjechali specjaliści w wieku 50-60 lat. Oni również są świadomi sytuacji w ochronie zdrowia i tego, że za kilka- kilkanaście lat mogą nie mieć już siły pracować.