Wiele osób stoi obecnie przed widmem utraty pracy, mając małe szanse na znalezienie nowego zajęcia w swoim zawodzie. Nawet jeśli są gotowi do zmiany profesji, to pracodawcy wymagają często potwierdzenia określonych umiejętności i bogatego CV. Okazuje się jednak, że są zawody, na które jest wciąż spory popyt, a do których można dosyć łatwo się przebranżowić.

„Rzeczpospolita" jako pierwsza publikuje listę takich profesji wraz z prognozą zarobków – przygotowaną przez szkołę programowania online Kodilla.com na bazie danych firm rekrutacyjnych Randstad i Devire. Na pierwszym miejscu raport wymienia pracownika magazynowego, gdzie zarobki nowicjuszy sięgają przeciętnie 3,5 tys. zł brutto. Zapotrzebowanie na magazynierów rośnie, bo pandemia przyspieszyła rozwój szeroko pojętego e-commerce. Plusem tego zawodu, jak wyjaśnia Mateusz Żydek, ekspert w Randstad, jest to, że od kandydatów, częściej niż doświadczenia, wymaga się skrupulatności w wykonywaniu zadań, niekiedy też sprawności fizycznej i manualnej czy gotowości do pracy w systemie zmianowym. Płace na starcie są poniżej średniej krajowej, ale pracownikom zwykle przysługują premie (m.in. za frekwencję, pracę w weekendy czy dobre wyniki). W wielu przypadkach mają też możliwość rozwoju.

Na liście propozycji dla osób szukających nowej pracy eksperci wymieniają też specjalista ds. aktywnego pozyskiwania klientów (czyli handlowców). Ich początkowe płace wahają się od 4 do 6 tys. zł brutto i są skorelowane z systemem premiowym, uzależnionym od osiąganych wyników. Ok. 4,5 tys. zł brutto może zarobić pracownik telefonicznej obsługi klienta. Zdaniem rekruterów praca w scentralizowanych działach obsługi klienta to dobry start w tej specjalizacji. Podjąć się jej mogą również studenci czy osoby ze średnim wykształceniem, a centra obsługi skierowane na Polskę nie wymagają biegłej znajomości języków obcych. Od pracowników nie wymaga się też raczej znajomości branży, gdyż pracodawcy sami organizują szkolenia.

Znajomości języków obcych, zwłaszcza angielskiego i niemieckiego (ale często też innych), wymaga się od pracowników wspierających klientów zagranicznych. Jednak takie umiejętności są premiowane wyższym wynagrodzeniem.

Podobnie ma się sprawa z pracownikami helpdesku IT, gdzie na start można dostać 4,8 tys. zł brutto. Rozwijające się w Polsce firmy coraz częściej potrzebują bardziej scentralizowanego wsparcia informatycznego. Problemy rozwiązywane przez pracowników helpdesku, czyli pierwszej linii pomocy, na ogół nie należą do skomplikowanych, dlatego od kandydatów często nie wymaga się zaawansowanej wiedzy informatycznej. Jednocześnie helpdesk może otworzyć drzwi do rozwoju w innych dziedzinach IT.

Junior IT może dostać 4,8 tys. zł brutto. – Ale już po pięciu latach ma szansę na kilkakrotnie wyższe wynagrodzenie – zaznacza Dorota Hechner z Devire. Nic dziwnego, że zainteresowanie branżą IT nie maleje. Według danych Kodilla.com największą gotowość do przekwalifikowania się na stanowisko programisty wykazują przedstawiciele takich branż, jak: gastronomia, budownictwo, edukacja, logistyka, marketing, finanse i inżynieria. – Wystartować w branży chcą zarówno osoby techniczne, np. analitycy danych lub graficy, jak i osoby, które z IT wcześniej miały niewiele wspólnego – dodaje Magdalena Rogóż, ekspertka Kodilla.com.

Dalej na liście zawodów niewymagających na starcie dużych umiejętności znalazł się specjalista od contentu, czyli osoba czuwająca nad firmowymi stronami internetowymi, dbająca o publikowane tam treści (zarobki to ok. 5 tys. zł brutto). Więcej (9 tys. zł brutto) może zarobić Junior Property Manager, czyli agent nieruchomości. Od kandydatów nie wymaga się wyższego wykształcenia kierunkowego ani państwowego egzaminu zawodowego, ale tutaj konkurencja na rynku jest duża.