Jak zauważa Reuters, mimo że przepisy te jeszcze nie weszły w życie, mieszkańcy Hongkongu już zaczęli przeciwko nim protestować organizując marsz, którego uczestnicy zasłaniali twarze maskami.
Zakaz ma wejść w życie o północy czasu lokalnego.
Nie jest jasne jak władze chcą wprowadzić zakaz w mieście, w którym wiele osób nosi maseczki, aby uchronić się przed zarażeniem grypą i innymi chorobami układu oddechowego, zwłaszcza od czasu wybuchu epidemii SARS w 2003 roku.
W piątek protestujący przemaszerowali przez jedną z najbardziej luksusowych dzielnic miasta krzycząc: "pięć żądań, ani jednego mniej". Wielu z nich miało na sobie maski przeciwgazowe i kaski zasłaniające twarz.
Antyrządowe protesty trwające od miesięcy doprowadziły do najpoważniejszego od dziesięcioleci kryzysu w Hongkongu i stanowią poważne wyzwanie dla prezydenta Chin Xi Jinpinga. Demonstranci domagają się obecnie prodemokratycznych reform w mieście.
W Hongkongu od czerwca trwają protesty, zainicjowane przez opór wobec projektu ustawy ws. ekstradycji, która pozwoliłaby na sądzenie obywateli Hongkongu przed podległymi Komunistycznej Partii Chin sądami w Chinach. Mieszkańcy Hongkongu uznali to za cios w swobody zagwarantowane im przez Chiny w związku z przekazaniem kontroli nad Hongkongiem Państwu Środka przez Wielką Brytanię w 1997 roku.
Szefowa administracji Hongkongu Carrie Lam zawiesiła sporne przepisy, ale protestujący zaczęli domagać się całkowitego wycofania się z nich (co ostatecznie nastąpiło na początku września), dymisji Lam i zwolnienia z aresztów zatrzymanych uczestników protestów, a także wycofania zarzutów przeciwko nim.
Hongkong funkcjonuje w ramach Chin zgodnie z zasadą "jedno państwo - dwa systemy". Oznacza to w praktyce znaczną autonomię miasta, którego mieszkańcy mają m.in. prawo do organizowania demonstracji, a sądy w Hongkongu pozostają niezależne.
5 sierpnia w Hongkongu doszło do strajku generalnego, który zakłócił m.in. funkcjonowanie międzynarodowego lotniska w byłej brytyjskiej prowincji. Szefowa administracji Hongkongu, Carrie Lam oświadczyła, że fala protestów jaka przetacza się przez byłą brytyjską kolonię sprawia, że miasto znajduje się na krawędzi "ekstremalnie groźnej sytuacji" i jest wyzwaniem dla suwerenności Chin nad Hongkongiem.
W sierpniu zaczęły pojawiać się obawy, że Chiny mogą użyć wojska do stłumienia protestów w Hongkongu. 30 sierpnia "China Daily", dzień po dokonaniu rotacji chińskiego garnizonu w Hongkongu w artykule wstępnym napisał, że "chińscy żołnierze stacjonujący w Hongkongu nie są tam jedynie z przyczyn symbolicznych i nie ma powodu, by siedzieli z założonymi rękoma, gdy sytuacja w mieście się pogorszy".