Czy Beata Kempa powinna przeprosić za obrażenie partnera Roberta Biedronia w trakcie konwencji Solidarnej Polski?

Jeżeli padło coś niestosownego. Ja nie mam problemu z przeprosinami. Uważam, że przesada w przeprosinach jest lepsza niż ich brak.

Nazwała Krzysztofa Śmiszka „kandydatką na pierwszą damę".

Nie czuję się mentorem od etyki. Z ubolewaniem mówię na temat dramatycznej nieobecności słowa „przepraszam" w polskiej polityce. To jest jej decyzja, nie będę kogoś namawiał. Mogę jedynie sugerować. Istnieje wyższa szkoła przeprosin – kiedy ja nie czuję, że zrobiłem coś złego. Ja nie czuję, żebym cię obraził, ale skoro płaczesz albo jesteś wściekły, to przepraszam. To nic nie kosztuje.

A pan przeprasza za Beatę Kempę?

Nie tylko za Beatę. W przeszłości nie miałem problemu z przeprosinami. Nikt nie jest święty, a w tej chwili jest bardzo napięta atmosfera, kampania wyborcza. Uważam, że niedobre i naganne jest powoływanie się dla usprawiedliwienia swojej dzisiejszej postawy na błędy czy grzechy przeciwników z przeszłości.

Czy PiS ma prawo do tego, żeby żądać przeprosin za zakłócenie wypowiedzi Andrzeja Dudy w sytuacji, kiedy samo zakłócało wypowiedzi i sprzyjało takim zachowaniom, kiedy to Bronisław Komorowski był prezydentem?

Jest coś takiego jak moralne prawo do krytyki. Mają to prawo ci, którzy sami są „correct".

PiS jest i był „correct" wobec Bronisława Komorowskiego?

Autopromocja
Historia Uważam Rze

Odkrywaj karty historii i pogłębiaj swoją wiedzę od starożytności po nowoczesność

ZAMÓW

Jestem przeciwnikiem używania zbiorowej odpowiedzialności. Mówię za siebie, moich kolegów, pojedyncze przypadki. W każdym środowisku są różni ludzie. Tak samo jak nie ma dobrych i złych narodów, są dobrzy i źli ludzie. Nie będę bronił przegranych pozycji, jeśli padły słowa złe. Nawet jeżeli padły bez złych intencji, ale kogoś to zabolało i dotknęło.

A czy Małgorzata Kidawa-Błońska powinna przeprosić za tych, którzy zakłócali uroczystości Andrzeja Dudy?

Byłoby to bardzo eleganckie z jej strony. Byłoby to wzorem dla adwersarza i głównego przeciwnika.

Nie należy obrażać prezydenta, ale Kidawa-Błońska nie namawiała do ataków na prezydenta.

Kto ma dać przykład? Mamy ten mandat i mówi się o nas najgorsze rzeczy. Polityk w takiej sytuacji powinien do kamery powiedzieć: Proszę państwa, bardzo proszę o opanowanie emocji, nie używajmy takich słów. Nie musimy patrzeć na Moskwę czy Berlin, sami potrafimy się wykończyć, jeśli jako naród nie będziemy się trzymać razem i siebie szanować. Walka polityczna to jedno, ale to woda na młyn dla przeciwników – tych, którzy chcą słabej Polski. Polska jest silna i może być potężna, ale polityka wywołuje negatywne emocje.

Anna Paluch, posłanka PiS, zorganizowała w Nowym Targu spotkanie przeciwko prezydentowi Bronisławowi Komorowskiemu – były gwizdy, krzyki. Nie przypominam sobie, żeby wtedy pan stanął w obronie honoru głowy państwa.

Konferencji nie zrobiłem, wyrażam oburzenie postawą.

Andrzej Duda też nie przeprosił za koleżankę, mimo że nie podobała mu się manifestacja.

Były momenty złe, niewłaściwie. Nigdy nie będę bronił czegoś, co jest naganne.

Kiedy PO była u władzy i Komorowski był prezydentem, wygwizdywano go na cmentarzu. Ryszard Czarnecki pisał, że są to „obywatelskie gwizdy", prof. Piotr Gliński mówił: „zmieńcie sobie państwo społeczeństwo, to będziecie mieli wytrenowanych uczestników", Jacek Sasin mówił o „spontanicznym zachowaniu ludzi, którzy emocjonalnie przeżywają to, co się dzieje w Polsce", Zbigniew Kuźmiuk usprawiedliwiał gwizdy.

Czy było to inspirowane, organizowane, spontaniczne, czy było tak jak w Pucku, że osoby przyjeżdżają z Warszawy? Czy my byliśmy lepsi czy gorsi? Nie będę w to wchodził, mówię generalnie. Jeżeli było coś złego – przepraszam. Do pani Kidawy mogę powiedzieć, że byłoby to bardzo miłe, ale nie mam prawa żądać tego od niej, bo ona powie „a wy co?". To jest na zasadzie, kto w kogo pierwszy.

PiS żąda od Kidawy-Błońskiej, żeby przeprosiła, a za słowa Beaty Kempy nikt nie przeprosił. Czy prezydent ma przepraszać za Beatę Kempę?

Nie. Nie da się takich zachowań wyeliminować ze świata. Natomiast można i należy robić wszystko, żeby z tym walczyć i to ograniczyć. Apeluję do swoich i do „tamtych".

Andrzejowi Dudzie zaszkodzi kwestia zaostrzenia kursu w sprawie praworządności?

Nie wiem, czy można mówić o zaostrzaniu. To trudny temat. Wiem, co będę mówił na spotkaniach z wyborcami o tej całej sytuacji. Sędziami będą ci, którzy staną z kartami przy urnach. Podkreślam w całej sprawie sądownictwa kwestię, która jest ważna, a mało się o niej mówi, nie wyolbrzymiając jej ponad miarę: znaczenie werdyktu wyborczego. Odwołuję się do wypowiedzi senatora Kazimierza Ujazdowskiego. Ze smutkiem przyznał, że musimy kilka lat poczekać, żeby to wszystko zmienić i naprawić. Te słowa są znamienne. Przemawiają przez nie doświadczenie i respekt dla demokracji. Miliony ludzi na to patrzy, ale nie wszyscy rozumieją kwestię Sądu Najwyższego od strony prawnej. My bez wątpienia to robimy. Mamy mandat, ale za chwilę są wybory prezydenckie. Jeżeli taki straszny jest prezydent Duda, odwróci się od niego społeczeństwo i wybiorą innego, panią Kidawę. Znaczenie werdyktu wyborczego jest ogromne.

Czy te zmiany, teraz przeprowadzane, nie zaszkodzą w kampanii prezydenta?

Mam nadzieję, że nie. Prezydent udowodnił – o czym zapomina się mówiąc, że jest „PiS-owskim prezydentem", a to jest kłamstwo – znamienny moment, kiedy zawetował ustawy o sądach. Co o nim mówili nasi czołowi politycy? On nie ma łatwo.

Później przedstawił równie drastyczne propozycje, a ostatecznie podpisał się pod zmianami, które idą jeszcze dalej.

To wszystko podlega ocenie. Żeby dobrze ocenić prezydenta Dudę, należy sobie postawić pytanie: co zamiast tego, co aprobują prezydent i obecny obóz władzy? Zachęcam do wysłuchania wystąpienia pani Lidii Staroń. Można krytykować to, co robimy, ale jedna rzecz zostanie nam zapisana jako chwała. Mieliśmy odwagę.

Nie cofniecie się w tej kwestii?

Co do istoty tych zmian – chcemy społecznego nadzoru nad bezkarnością. Poprzez nas i następców. A niezawisłości będziemy bronili jak źrenicy w oku, bo musi być ona absolutnie przestrzegana. Ale nie może być tak, żeby opisane przez Lidię Staroń skandaliczne przykłady, również pana Juszczyszyna, były kompletnie nieruszone. Jeżeli społeczeństwo powie „nie macie racji", to niech wybiera liberałów. Osiem lat biedy i nędzy w Polsce, ja socjalista to wiem. Myśmy czekali- raz żeśmy się oblizali, drugi raz-, na swoją minutę, godzinę, i dostaliśmy mandat do zmian. Mówię o sprawach społecznych.

A czy Andrzej Duda powinien w przyszłości podpisać ustawę o związkach partnerskich?

Pytanie dużej wagi. Prezydent zaskoczył mnie tą wypowiedzią, bo – jak się dowiedziałem od prawników – na gruncie prawa cywilnego istnieje możliwość zabezpieczenia tych kwestii, które leżą na sercu inaczej kochającym. Jest tu delikatna sprawa gasnącej, słabnącej kondycji rodziny.

Zagalopował się Andrzej Duda?

On jest otwartym politykiem.

Przez pięć lat nic w temacie związków partnerskich nie zrobił, mimo że ma inicjatywę ustawodawczą.

A tamci, którzy mają to w swoim herbie? Ja znam program Dudy i dlatego jest to zaskoczenie. On nie ślubował ludziom, że będzie za tymi wartościami, które miała PO. Gdybym ja był jego doradcą, radziłbym się poważnie zastanowić. Mam duży dystans do tego i nie wiem, czy to było fortunne.

—współpraca Ada Michalak