O tym, że w organizmie Nawalnego wykryto groźną substancję, informował współpracownik Nawalnego Iwan Żdanin, który tę wiadomość otrzymał od jednego z policjantów w szpitalu w Omsku.

Współpracownicy Nawalnego robią wszystko, by opozycjonistę wywieźć z Rosji do Niemiec, skąd przyleciała po niego lotnicza karetka.

Lekarze jednak nie zgadzają się na transport, tłumacząc to niestabilnym stanem polityka.

Tymczasem przedstawiciel szpitala w Omsku przed niespełna godziną poinformował, że ani we krwi, ani w moczu nawalnego nie wykryto śladów żadnej trucizny.

"Godzinę temu mówią nam o śmiertelnej truciźnie, niebezpiecznej dla innych, a teraz, że nie znaleziono żadnych toksyn. Co się z nimi dzieje?" - napisała w mediach społecznościowych rzeczniczka Nawalnego, Kira Jarmysz.

Nawalny od wczoraj przebywa w szpitalu w Omsku. Przyczyną jest utrata przytomności na pokładzie samolotu, którym wracał z Tomska do Moskwy. Samolot awaryjnie lądował w Omsku, gdzie Nawalnego przetransportowano na oddział intensywnej terapii tamtejszego szpitala.

Nawalny jest w śpiączce. Jego stan określany jest jako ciężki.