W piątek sąd odesłał Adamowi Bielanowi wniosek, w którym ten domagał się wpisania zmian we władzach Porozumienia – twierdząc, że pan nie jest już prezesem partii. Jak pan interpretuje decyzję sądu?

Są jeszcze sądy w Warszawie (śmiech). Ale już na serio: konsekwentnie nie wypowiadałem się i nie wypowiadam na temat tego groteskowego puczu. Po pierwsze: jako wicepremier i minister odpowiedzialny za gospodarkę i pracę mam naprawdę ważniejsze sprawy na głowie. Po drugie: komentarz może być tylko jeden. Ci ludzie w szczycie pandemii, gdy powinniśmy koncentrować się na ratowaniu życia, zdrowia i miejsc pracy Polaków – zabawili się w huśtanie rządowym okrętem.

To niemoralne. Kropka.

Ma pan na myśli Adama Bielana i posłów, którzy go poparli?

Grupka ludzi, o którą pan pyta – już nigdy nie zetrze z siebie odium skrajnej nieodpowiedzialności.

Czy to, co pan nazywa puczem, było ich inicjatywą, czy działo się za wiedzą kierownictwa Prawa i Sprawiedliwości?

Na ten temat odbyłem kilka rozmów z premierem Jarosławem Kaczyńskim. I jasno wyraziłem moją ocenę tej sytuacji, ale niech te rozmowy pozostaną między nim a mną. Trudno nie zauważyć silnego wsparcia, jakie ta grupka przegranych polityków otrzymała ze strony mediów publicznych. A najlepszym dowodem na poważną chorobę, która trapi te media – jest fakt, że jako minister odpowiedzialny za gospodarkę, czyli ratowanie tysięcy miejsc pracy, mam od miesięcy zamknięte drzwi zarówno do publicznego radia, jak i telewizji.

Telewizja publiczna ostatnio dużo miejsca poświęciła związkom polityka Porozumienia Roberta Anackiego ze słowackimi biznesmenami, co ujawnił najpierw tygodnik „Sieci".

To pseudodziennikarstwo. Uczciwiej jest uprawiać politykę wprost, niż robić to, udając dziennikarzy. Atak na Roberta Anackiego traktuję jako próbę chwytania się brzytwy przez tych, którzy skompromitowali się próbą rozbicia Porozumienia.

Autopromocja
LOGISTYKA.RP.PL

Branża, która napędza polską gospodarkę

CZYTAJ WIĘCEJ

Pan do radnego Anackiego ma pełne zaufanie?

O swoich działaniach w sprawach opisywanych przez „Sieci" i „Wiadomości" Robert Anacki rok temu poinformował nie tylko mnie, ale też odpowiednie organy państwa. Jestem spokojny o tę sprawę.

Może pan powiedzieć coś więcej o działaniach służb w tej sprawie?

Jestem zobowiązany do zachowania poufności.

Jednym z zarzutów, które pojawiały się wobec pana przy okazji zamieszania w Porozumieniu, były rzekomo tajne spotkania z Donaldem Tuskiem. Widział się pan z nim ostatnio?

(śmiech) Ze wszystkich wyssanych z palca kłamstw, którymi próbowano skłócić Porozumienie z PiS, to jest najbardziej absurdalne. Ostatni raz widziałem się z Donaldem Tuskiem w roku 2013.

Czy Zjednoczona Prawica jeszcze istnieje?

Od zawarcia w marcu nowej umowy koalicyjnej pojawiło się dużo rozbieżności. Mniejsi koalicjanci są często zaskakiwani nieuzgodnionymi inicjatywami – jak piątka dla zwierząt czy podatek od reklam. Na to nakłada się fundamentalny spór między PiS i Porozumieniem a Solidarną Polską o politykę energetyczno-klimatyczną. Gdy jednak w 2019 roku wygraliśmy wybory – zobowiązaliśmy się, że Zjednoczona Prawica będzie rządzić całą kadencję. W interesie Polski wciąż leży dotrzymanie tego zobowiązania.

Czy przy tak dużych rozbieżnościach można mówić o zaufaniu w koalicji?

Zaufanie w polityce zawsze i wszędzie jest towarem deficytowym. Wewnętrzna solidarność naszego obozu została w ostatnich miesiącach nadwątlona – między innymi działaniami, o które pytał pan na początku. Sprawa jest jasna: albo odbudujemy niezbędne do wspólnego rządzenia minimum zaufania, albo prawica zostanie odsunięta od władzy na wiele długich lat.

Do odsunięcia prawicy od władzy nieustannie zachęca pana opozycja. Borys Budka apeluje, by się pan zdecydował, czy idzie dalej z PiS, czy doprowadza do zmiany władzy z opozycją. Co pan na to?

Jestem wicepremierem rządu, który stawia czoło trzeciej fali pandemii. Musimy przygotować państwo i gospodarkę na absorbcję środków z Krajowego Planu Obudowy, dokonać korekty polityki zagranicznej i przebudować model rozwoju gospodarczego, bo pandemia obnażyła słabości dotychczasowego. Doprowadzenie do przedterminowych wyborów, bo do tego sprowadza się pomysł opozycji, byłoby nieodpowiedzialnością.

Ale jak możecie wymyślić nową wizję rozwoju gospodarki, skoro istnieje w tej sprawie tak głęboki spór w koalicji?

Różnice są poważne. Wspomniałem o klimacie i energii, ale są też inne. Przykład: samorząd. Tu linia podziału biegnie między PiS i Solidarną Polską a Porozumieniem. W naszym przekonaniu władza jest sprawowana z największą korzyścią tam, gdzie jest ludziom najbliższa, czyli w samorządach. Poza tym inwestycje samorządowe umożliwią szybki powrót na ścieżkę wzrostu gospodarczego. Ale w obliczu różnic nie ma innego rozwiązania niż poszukiwanie kompromisu.

Zawiesił pan swój udział w radzie koalicji. Odbyły się spotkania z Jarosławem Kaczyńskim i Zbigniewem Ziobrą w innej formule. Jak będzie teraz wyglądać współpraca?

Ostatnie spotkania odbywały się w gronie: premier Kaczyński, minister Ziobro, premier Morawiecki i ja. To dobra formuła. Do rady koalicji nie wrócimy dopóty, dopóki nie zostaną zrealizowane postanowienia umowy koalicyjnej. Mam tu na myśli na przykład fakt pozostawania w rządzie ministrów, którzy stracili rekomendację Porozumienia.

Jak odbudować zaufanie, o którego braku pan przed chwilą mówił?

Są sprawy, które dzielą nas w sposób trwały. Solidarna Polska jest zdeterminowana, by odrzucić Europejski Fundusz Odbudowy, a Porozumienie na pewno nie poprze podatku medialnego. Ale są sprawy, w których kompromis jest osiągalny. Różnice mogą wzbogacać, a nie tylko stanowić problem. Pod warunkiem, że rozmawia się szczerze, chociaż czasami twardo – zamiast podporządkowywać mniejszych koalicjantów większemu.

Paweł Kukiz jest w opozycji czy koalicji?

Paweł Kukiz prowadzi rozmowy z Porozumieniem i PiS. Ale nie chodzi o wejście do koalicji, tylko o wsparcie konkretnych projektów. Porozumienie i Kukiz'15 są bliskie podpisania deklaracji o współpracy programowej. Z ust Pawła Kukiza nie słyszałem jednak, żeby zamierzał wejść do koalicji.

Kukiz'15 pozostaje więc w przedpokoju? Ani wewnątrz, ani na zewnątrz.

Paweł Kukiz to polityk przywiązany do swego programu, a nie do stanowisk. Ta postawa zasługuje na szacunek. Choć cieszyłbym się, gdyby piątka posłów Kukiz'15 na trwałe dołączyła do Zjednoczonej Prawicy.

Czy informacje, które pojawiają się w mediach na temat Daniela Obajtka, nie sprawiają panu dyskomfortu w świetle obietnic moralnej wyższości dobrej zmiany?

Uczciwie muszę powiedzieć, że nie miałem czasu śledzić publikacji prasowych na ten temat. Jako minister odpowiedzialny za pracę, gospodarkę i technologię, koncentruję się na sprawach fundamentalnych dla wychodzenia Polski z kryzysu. Zakładam, że odpowiednie instytucje państwa weryfikują publikacje na temat prezesa Obajtka. Dla mnie dużo ważniejszym zagadnieniem, bo bezpośrednio związanym z suwerennością energetyczną Polski – czyli naszym bezpieczeństwem – jest fuzja Orlenu i Lotosu.

Komisja Europejska warunkuje zgodę na tę transakcję sprzedażą 30 proc. udziałów w rafineriach i 80 proc. stacji benzynowych Lotosu. Uważa pan tę fuzję za korzystną dla polskiej suwerenności?

Warunki postawione przez Komisję są bardzo wymagające. A cała sprawa wymaga niezwykle drobiazgowych i wszechstronnych analiz.

Był pan w ostatnich miesiącach w Brukseli, Berlinie, Paryżu, wybierał się pan na Węgry. To wszystko wyjazdy związane z planami odbudowy gospodarki po kryzysie?

Wszyscy w Unii zdają sobie sprawę, że covid zmusza nas do przebudowy modelu gospodarczego. Po pierwsze, trzeba postawić na rozwój przemysłu, który przez ostatnie ćwierćwiecze przenoszono poza granice Europy. Po drugie, trzeba skrócić łańcuchy dostaw, by Europa nie była zależna od Azji w kluczowych dla bezpieczeństwa obszarach – począwszy od produkcji leków. W dodatku brexit i nowa administracja w Waszyngtonie istotnie zmieniły naszą sytuację międzynarodową. Wokół tych tematów buduje się nowa architektura Unii Europejskiej i ważne jest, żebyśmy odgrywali na tym polu jeszcze istotniejszą rolę. Rozmowy w Berlinie i Paryżu pokazują, że Polskę z uwagą i nadzieją obserwują najważniejsi europejscy gracze. Możliwe stało się m.in. wzmocnienie Trójkąta Weimarskiego. Moi odpowiednicy z Niemiec i Francji wyrazili już wolę wspólnego spotkania ministrów gospodarki w formule weimarskiej.

Trójkąt Weimarski był martwy przez wiele lat. Jego ożywieniu służyć ma planowana podróż premiera Mateusza Morawieckiego do Paryża?

Ma służyć przede wszystkim wzmocnieniu współpracy bilateralnej nie tylko w obszarze gospodarczym, ale być może również wojskowym. Francuzi są zainteresowani inwestowaniem w Polsce, zwłaszcza w energetykę jądrową czy szybkie koleje. Dla nas ważne jest, żeby ta współpraca nie opierała się na prostych inwestycjach, ale na wspólnych działaniach podnoszących naszą gospodarkę na wyższy poziom rozwoju technologicznego. W Paryżu zwracałem uwagę, że Polska może poprzeć unijny pomysł na europejską autonomię strategiczną w obszarze gospodarki, ale to nie może zepchnąć na drugi plan transatlantyckich relacji w obronności. Tłumaczyłem też, że autonomia strategiczna ma sens tylko pod warunkiem konsekwentnego trzymania się zasady jednolitego rynku. Tymczasem przepisy i praktyki administracyjne we Francji w stosunku do polskich przedsiębiorców nastręczają wiele problemów. Jasno przekazałem zastrzeżenia dotyczące niesprawiedliwego traktowania naszych przedsiębiorców we Francji.

Mówił pan o tym, że Francja i Niemcy uważnie przyglądają się Polsce. Tak jest również w sprawie tzw. stref wolnych od LGBT czy zarzutów o łamanie praworządności. Ten temat pojawiał się w pana rozmowach?

Ani podczas moich spotkań z wieloma komisarzami w Brukseli, ani w Berlinie, ani w Paryżu te zagadnienia się nie pojawiły. Ale prawdą jest, że w kwestii wartości rysuje się spór między krajami naszego regionu i europejskim mainstreamem. W sprawach gospodarki jesteśmy jednak traktowani jako powszechnie pożądany partner.

Z jednej strony rząd chwali się, że na tarczę i pomoc gospodarce w związku z pandemią wydano 150 mld złotych, ale z drugiej, idąc ulicami polskich miast, widać plajtujące lokale gastronomiczne, a media społecznościowe pełne są skarg osób, których biznesy w branży gastronomicznej czy turystycznej padły z powodu lockdownów. Co pan im mówi, gdy ich spotyka?

Polskie społeczeństwo zdobyło się na ogromny wysiłek, pomagając przedsiębiorcom w utrzymaniu ich firm. Skala wsparcia zbliża się do 10 proc. PKB, co jest jednym z najwyższych wskaźników w UE. Programy pomocowe przedłużamy i rozszerzamy. W oparciu o postulaty przedsiębiorców i branż wciąż wprowadzamy też zmiany i ulepszenia. Ale doskonale wiem, że niestety ta pomoc nie każdemu pozwala na kontynuowanie działalności. Dlatego równolegle pracujemy nad programami głębokich restrukturyzacji czy przebranżowienia.

Kryzys gastronomii i turystyki dotyka całej Europy. Z punktu widzenia makroekonomicznego to nie jest śmiertelne zagrożenie, bo branże dotknięte obostrzeniami odpowiadają za ok. 5 proc. polskiego PKB. Ale dla poszczególnych przedsiębiorców to bez dwóch zdań życiowe dramaty.

Zapewniam, że na tym polu robimy i zrobimy wszystko, co tylko możliwe w ramach budżetu i wysiłku polskich podatników.