– Nikomu nie życzę znalezienia się w sytuacji, w jakiej znalazł się Małkowski. Miesiąc, gdy bezustannie interesowali się nim dziennikarze z całej Polski, był czasem, gdy nie dało się pracować – powiedział „Gazecie Olsztyńskiej” Tomasz Głażewski, szef olsztyńskiej PO.
Nawiązał też do seksafery w ratuszu. – Jego sprawa ma drugie dno – stwierdził o Małkowskim. Nie chciał wyjaśnić, co ma na myśli. – Nie znam autorów, wskazują na to jedynie moje obserwacje – uciął.
To nowe spojrzenie w partii. Zaraz po zatrzymaniu Małkowskiego piętnował sam szef MSWiA. – Zupełnie nie rozumiem, jak mogło do takiej sytuacji dojść. To kompromituje klasę polityczną – mówił wtedy wicepremier Grzegorz Schetyna.
Dlatego sugestie Głażewskiego zaskakują działaczy PO. – Nie wiem, o co Tomkowi chodziło w tym wywiadzie. Nasze stanowisko w sprawie Małkowskiego jest niezmienne. Może jest lekko rozżalony tym, że traci pracę – mówi Krzysztof Lisek, olsztyński poseł PO.
Głażewski w 2007 r. był orędownikiem zawiązania koalicji z prezydentem Małkowskim. W zamian PO dostała dwóch wiceprezydentów (jednym został Głażewski). Gdy sąd aresztował Małkowskiego, Głażewski przejął jego obowiązki. A po referendum odwołującym prezydenta, został komisarzem miasta.
1 marca wybory wygrał Piotr Grzymowicz (PSL). Dziś oficjalnie przejmie stery, a Głażewski zostanie bez pracy.
Urzędniczka oskarżająca byłego prezydenta o molestowanie: – Dzięki Małkowskiemu Głażewski miał wszystko. To człowiek, który jest chory na władzę. Ale wygadywanie takich bredni, jest grubą przesadą.
Kobieta oskarżająca Małkowskiego o gwałt: – Wiem, jak było, i wiem, że nie ma drugiego dna.
Sam Głażewski twierdzi, że został źle zrozumiany. – Nie bronię Małkowskiego. Chodziło mi tylko o urzędników, którzy przez całą aferę nie mogli normalnie pracować – mówi „Rz”. – Wydaje mi się, że było drugie dno całej tej sprawy – dodaje.
– Jakie? – pytamy.
– Nie wiem – odpowiada.