W telewizyjnym orędziu prezydent poinformował o aresztowaniu w poniedziałek 13 terrorystów zamieszanych w spisek, który miał być koordynowany z Waszyngtonu. Najemnicy-terroryści mieli próbować przedostać się do Wenezueli lądując na wybrzeżu tego kraju, a ich celem miało być obalenie Maduro.

Podczas próby wtargnięcia najemników na terytorium Wenezueli, do której doszło w niedzielę, zginąć miało osiem osób.

Maduro w czasie wystąpienia w telewizji prezentował m.in. amerykańskie paszporty i inne dokumenty tożsamości należące do Airana Berry'ego i Luke'a Denmana, którzy przebywają obecnie w wenezuelskim areszcie. Obaj mężczyźni mieli współpracować z Jordanem Goudreau, weteranem amerykańskiej armii, który stoi na czele agencji ochrony Silvercorp USA.

- Bawili się w Rambo. Bawili się w bohaterów - mówił Maduro.

Goudreau w rozmowie z Reutersem przyznał, że Berry i Denman współpracowali z nim, a on sam był organizatorem inwazji.

Departament Stanu USA nie komentuje doniesień o aresztowaniu obywateli tego kraju w Wenezueli. Przedstawiciele administracji USA zaprzeczają, jakoby władze kraju miały coś wspólnego z wtargnięciem na teren Wenezueli.

Rozmówcy Reutersa z kręgów amerykańskich władz i amerykańskiego wywiadu zapewniają, że Waszyngton nie miał nic wspólnego z próbą przedostania się najemników do Wenezueli.