Rozwój morskiej energetyki wiatrowej może wygenerować 346 mld zł wartości dodanej – szacuje Baker Tilly TPA i CEE Energy w swoim najnowszym raporcie „Wpływ ekonomiczny budowy morskich farm wiatrowych w Polsce”. Same wpływy podatkowe wynieść mogą ponad 56 mld zł. To potężny impuls dla przemysłu, krajowego budżetu i rynku pracy. Korzyści możemy odnieść m.in. dzięki rozwojowi fabryk, stoczni, portów, a także nowym miejscom pracy i nowym kompetencjom w przemyśle.
Budowa farm wiatrowych na morzu to szansa dla krajowego biznesu. Jak informują autorzy raportu, około pół tysiąca firm dysponuje w tej chwili potencjałem produkcyjnym i usługowym dla morskiej energetyki wiatrowej. Polska ma ambicje stać się jednym z istotnych graczy na tym rynku. Rozwój krajowych inwestycji i doświadczenie nabierane przy realizowanych projektach zwiększają szansę na pozyskiwanie kolejnych zleceń, również za granicą.
Krajowy Plan Energii i Klimatu zakłada osiągnięcie 5,9 GW mocy w morskich wiatrakach do 2030 r. i około 18 GW mocy do 2040 r. I choć resort energii przedstawił kolejną wersję dokumentu, która jest w trakcie procedowania, zakładającą budowę od 11,8 do 16,1 GW w 2040 r. (w zależności od przyjętego scenariusza), branża zapewnia, że jest gotowa dotrzymać pierwotnych założeń, czyli 18 GW.
Czytaj więcej
Za pięć, dziesięć lat możemy znaleźć się w trudnej sytuacji – w szkołach technicznych może zabraknąć specjalistów, którzy będą uczyć młodzież zawod...
Szansa dla gospodarki
W ramach pierwszej fazy inwestycje realizują Polenergia z Equinorem, PGE z Ørstedem, Orlen z Northland Power i Ocean Winds. Suma mocy z tego etapu opiewa na ponad 5,9 GW. Najszybciej, bo już w tym roku, prąd ma popłynąć z projektu Baltic Power należącego do Orlenu i kanadyjskiego partnera spółki. W minionym roku wygrały aukcję trzy projekty z drugiej fazy: należący do Orlenu Baltic East (900 MW), realizowana przez PGE Baltica 9 (975 MW) i Bałtyk I należący do Polenergii i Equinora (1,56 GW). Mają one być gotowe w 2032 r. Kolejne zaplanowane aukcje dla MEW odbędą się w latach 2027, 2029 i 2031.
„Szersza strategia gospodarcza wynikająca z rozwoju morskiej energetyki wiatrowej ma przekształcić sektor MEW w długoterminowy motor polskiej gospodarki. Inwestycje wokół offshore mogą sięgnąć ok. 900 mld zł – to trzykrotność całego projektu CPK. Celem jest uczynienie Polski kluczowym centrum europejskiego łańcucha dostaw morskiej energetyki wiatrowej, szczególnie w zakresie produkcji komponentów turbin, fundamentów i morskich stacji elektroenergetycznych oraz świadczenia usług instalacyjnych” – podkreślają autorzy raportu.
Należy starać się, by jak najwięcej polskich firm lub firm z obcym kapitałem, ale prowadzących rzeczywistą działalność na terenie Polski, zyskało status Tier 1, czyli głównego dostawcy – mówi Maciej Mierzwiński, prezes CEE Energy Group
Jaki może być udział local content? W raporcie wskazuje się, że na początkowym etapie rozwoju sektora, przy mocy 4 GW, wyniesie on 15,6 proc., przy 10 GW wzrośnie do 24,2 proc., a przy 19 GW będzie to już 39,6 proc. Zależność ma charakter nieliniowy i wynika z dojrzewania rynku, w tym kumulacji kompetencji i inwestycji w moce produkcyjne, a także przechodzenia krajowych podmiotów do wyższych poziomów łańcucha wartości.
Obszary do zagospodarowania
Polskie podmioty posiadły już pewne doświadczenie w realizacji prac na potrzeby dużych morskich projektów wiatrowych. Są w tej grupie firmy usługowe, które tworzą m.in. raporty oddziaływania na środowisko, przeprowadzają badania techniczne, w tym geologiczne czy analizę morskiego dna. W raporcie przywołano m.in. Projmors z grupy ASE, MEWO, Geofizykę Toruń z grupy Orlenu, GeoFusion czy Remea. Podwykonawcami są też zagraniczne firmy, które nierzadko angażują do wykonania prac polskich inżynierów. Bardzo ważną rolę odgrywają przy projektach wiatrowych m.in. dostawcy kabli. Polska ma tu mocną pozycję dzięki Tele-Fonice Kable, która od lat jest jednym z ważniejszych producentów kabli na rynku europejskim. Pojawia się również duża szansa przed producentami stacji transformatorowych. Są już pierwsze sukcesy – Ocean Winds wybrał firmę CRIST jako dostawcę Tier 1 do budowy morskiej stacji elektroenergetycznej dla swojego projektu. „To pierwsza tego typu umowa zawarta z polskim dostawcą w ramach tzw. Tier 1” – podkreślają autorzy raportu.
W Polsce w bazę produkcyjną inwestują zagraniczni inwestorzy. Producent turbin wiatrowych, duński Vestas, ma tu dwie fabryki – gondoli i piast dla morskich turbin wiatrowych w Szczecinie oraz łopat do lądowych turbin wiatrowych w Goleniowie. Również w Szczecinie nową fabrykę buduje hiszpańska firma Windar Renovables. Będą tu produkowane wieże dla morskich turbin wiatrowych. Zakład ma ruszyć w 2027 r. Kolejna inwestycja Windaru to zakład produkujący lądowe wieże wiatrowe, który powstanie w Legnicy. W 2023 r. powołana została spółka Baltic Towers będąca joint venture Agencji Rozwoju Przemysłu i hiszpańskiej spółki GRI Renewable Industries. W zeszłym roku rozpoczęła ona w Gdańsku produkcję wież dla morskich farm wiatrowych. Inwestycje w morskie farmy wiatrowe umożliwiają rozwój przemysłowy nadbałtyckich portów oraz zakładów stoczniowych.
Szereg zleceń trafiać będzie również do firm eksploatacyjnych i konserwacyjnych. „Polskie przedsiębiorstwa wykazują obiecujący potencjał w zakresie świadczenia usług obsługi i serwisu morskich farm wiatrowych. Dzięki wieloletnim doświadczeniom w sektorze energetycznym oraz infrastrukturze przemysłowej krajowe firmy rozwijają kompetencje w dziedzinie diagnostyki, serwisowania i optymalizacji pracy turbin wiatrowych. Firmy takie jak Energa, Orlen Serwis czy mniejsze podmioty regionalne są w stanie świadczyć wyspecjalizowane usługi techniczne, od monitoringu stanu technicznego komponentów po wdrażanie zaawansowanych systemów predykcyjnych opartych na AI” – czytamy w raporcie.
Autorzy analizy sugerują że zasadne byłoby przyjęcie strategii dotyczącej rozwoju morskiej energetyki wiatrowej w formie dokumentu rządowego. To pozwoliłoby efektywnie zarządzać projektami, tworzyć konkretne harmonogramy, wskazywać rozwiązania prawne i wyznaczać cele m.in. w zakresie local content. Dokument taki umożliwiłby również efektywne wykorzystanie środków publicznych i unijnych. Jasna i przejrzysta ścieżka rozwoju projektów wiatrowych, gwarantująca ciągłość popytu na przestrzeni lat, umożliwiłaby krajowym firmom udział w łańcuchach dostaw na poziomie nawet 40 proc.
Czytaj więcej
Local content w projekcie jądrowym ma nie być jedynie wskaźnikiem procentowym, ale też długofalowym procesem budowy kompetencji polskich firm, tran...
Plany kontra rzeczywistość
Maciej Mierzwiński, prezes CEE Energy Group, współautor raportu, twierdzi, że udział polskich firm w pierwszej fazie morskich inwestycji nie zaskoczył ekspertów. – W sumie będzie to, łącznie z fazą eksploatacji, około 20 proc., a w samej fazie inwestycyjnej od 5 do 15 proc., w zależności od projektu. Wiedzieliśmy, że potencjał jest, ale też mieliśmy świadomość, że trzeba będzie walczyć w pocie czoła o każdy ułamek procentu polskiego wkładu. Było sporo zaskoczeń pozytywnych, jak choćby uruchomienie przez duńską firmę Vestas fabryki w Szczecinie i Goleniowie, kontrakty Tier 1 na budowę morskiej stacji transformatorowej dla Ocean Winds oraz elementów fundamentów dla PGE Baltica. Było trochę rozczarowań – niektóre produkty i usługi nie zostały zamówione w Polsce, choć potencjał był. Ale to, co trzeba docenić, to szeroka dyskusja na temat local contentu, jaką udało się branży offshorowej zainicjować, co przełożyło się na całą gospodarkę poprzez działania MAP – mówił „Rz”.
Wskazał trzy cele na najbliższe lata. Po pierwsze – należy starać się, by jak najwięcej polskich firm lub firm z obcym kapitałem, ale prowadzących rzeczywistą działalność na terenie Polski, zyskało status Tier 1, czyli głównego dostawcy, bo to zwiększa szanse na zaangażowanie kolejnych polskich podmiotów na niższych poziomach. Po drugie, należy zabiegać o tworzenie konsorcjów polskich firm z podmiotami zagranicznymi, które dysponują odpowiednim doświadczeniem, by o taki status głównego dostawcy się starać. I po trzecie, trzeba przygotować jak największą liczbę średnich i mniejszych przedsiębiorstw do tego, by były wiarygodnymi poddostawcami dla dostawców głównych, by wytrącić krytykom z rąk argument, że polskie firmy nie mają kompetencji.
– Polski mały, średni, a czasem nawet duży przedsiębiorca nie zawsze zdaje sobie sprawę z kluczowych wyzwań, jakie stawiane są poddostawcom przy tego typu dużych, skomplikowanych i ważnych projektach jak budowa morskich farm wiatrowych. Jest tu zaawansowany system zarządzania jakością, wymagane jest szczegółowe planowanie projektów, dokumentacja, podejście do bezpieczeństwa, nacisk na bezwypadkowość itd. Negocjacje kontraktów potrafią trwać latami. Przydałby się w Polsce usystematyzowany program rozwoju kompetencji, na wzór programów np. w Wielkiej Brytanii. Niekoniecznie musi to być krajowy certyfikat, ale wsparcie przedsiębiorców w zakresie jakości, zarządzania produkcją, rozwoju kadr, negocjacji w zakresie bezpieczeństwa czy wymogów projektowych – podsumował Mierzwiński.