W Polsce realizowane są duże inwestycje, które mają stać się kołem zamachowym dla krajowej gospodarki. By plan się powiódł, koniczne jest zwiększanie udziału polskich firm w łańcuchach dostaw. Ważnym elementem są wyspecjalizowane kadry. Czy to wąskie gardło dla procesu inwestycyjnego i aktywności polskich firm?

Tak, dostęp do kadr jest dziś jednym z kluczowych ograniczeń. W idei local content chodzi nie tylko o to, żeby konkretne komponenty powstały w Polsce, ale również by były tu projektowane, montowane i serwisowane. To wymaga odpowiednich kompetencji. Potrzebujemy więcej inżynierów, techników, automatyków, elektryków, spawaczy, specjalistów do spraw utrzymania ruchu, specjalistów od logistyki, bo przecież na potrzeby nowego przemysłu produkowane są ogromne elementy wymagające specjalnego podejścia, również w zakresie transportu. Transformacja energetyczna nie wydarzy się bez transformacji kompetencji.

W skali całego kraju deficytowymi zawodami są między innymi elektryk, energetyk i spawacz.I to się raczej nie zmieni

Jakie specjalizacje są obecnie najbardziej poszukiwane?

Według barometru zawodów z ubiegłego roku w skali całego kraju deficytowymi zawodami są między innymi elektryk, energetyk i spawacz. I to się raczej nie zmieni. W Polsce realizowane są w tej chwili inwestycje w ramach pierwszej fazy budowy morskich farm wiatrowych, za chwilę rozpoczną się prace obejmujące drugą fazę. Wkrótce budowana będzie też elektrownia atomowa. Do tego dochodzi modernizacja sieci energetycznych na dużą skalę, którą przeprowadzać będą zarówno Polskie Sieci Elektroenergetyczne, jak i poszczególne koncerny działające w sektorze energetycznym. Presja więc cały czas rośnie.

Z czego wynika deficyt pracowników? Uczelnie i szkoły nie odczytują potrzeb rynku?

Zmiany następują u nas zbyt wolno. Mamy dobre kierunki, wartościowe szkoły branżowe, technika i techniczne uczelnie wyższe. Ale biznes potrzebuje dziś dużo większej elastyczności programów nauczania, więcej nauki projektowej, pracy na realnych technologiach i szybszej aktualizacji treści. Przykładem swego rodzaju zaniechania jest zawód technika odnawialnych źródeł energii. Ten kierunek powstał około 15 lat temu, ale wraz z ograniczeniem roli energetyki wiatrowej na lądzie w wyniku decyzji politycznych (w maju 2016 r. wprowadzono zasadę 10H ograniczającą rozwój lądowych elektrowni wiatrowych – red.) w Polsce szybko przesunął się w kierunku fotowoltaiki i pomp ciepła. W tej chwili, gdy realizowane są projekty wiatrowe na morzu, trzeba nadrabiać braki, ale nie udaje się szybko wypełnić luki. Problem jest istotny – ponad 50 proc. zatrudnionych w energetyce wiatrowej to technicy. Jedynie 22 proc. to osoby po studiach kierunkowych, a reszta to pracownicy administracji i zarządzający.

Czytaj więcej

Niewidzialna bariera polskiego wzrostu

Lepiej przygotowani do pracy są absolwenci techników czy szkół wyższych?

Na pewno absolwenci techników są bardzo poszukiwani. Ich kompetencje może nie są wszechstronne, ale pozwalają szybko znaleźć pracę. Kierunkowe szkoły ponadpodstawowe bardziej wpasowują się w potrzeby rynku niż uczelnie wyższe. Tak dzieje się nie tylko w Polsce – Komisja Europejska także zwraca uwagę, że szkolnictwo wyższe nie zawsze koncentruje się wystarczająco na zatrudnialności absolwentów. W tej chwili krajowe uczelnie tworzą specjalistyczne kierunki, często zaczynając od studiów podyplomowych, a nie od studiów pierwszego czy drugiego stopnia. Największy deficyt dotyczy dziś kompetencji technicznych i praktycznych, a także cyfrowych i analitycznych. Potrzeba więcej praktyki i twardych kompetencji. W wielu branżach problemem jest dopasowanie praktycznych umiejętności do stanowiska pracy.

A specjalistyczne kursy? Są w stanie dostarczyć na rynek kompetentnych pracowników?

Kursy zazwyczaj dotyczą głównie bezpieczeństwa. Ośrodków świadczących tego typu usługi jest całkiem sporo, zarówno w kraju, jak i za granicą, mają certyfikaty organizacji branżowych. Są bardzo ważnym elementem systemu, ale nie rozwiążą problemu, jakim jest deficyt wykształconych kierunkowo osób.

Po 2016 r., gdy rozwój energetyki wiatrowej na lądzie w kraju znacząco ograniczono, wielu pracowników z tego sektora wyjechało za granicę. Dziś wracają do Polski

Wynika z tego, że w przypadku inwestycji w budowę morskich farm wiatrowych na Bałtyku zmuszeni jesteśmy korzystać w dużej mierze z doświadczenia specjalistów spoza kraju.

Tak faktycznie się dzieje. Wynika to z jednej strony z niedoborów specjalistów, a z drugiej – z faktu, że polskie koncerny realizują inwestycje z pierwszej fazy we współpracy z partnerami zagranicznymi, którzy mają swój znaczący wkład w realizację projektów. Podobnie będzie zapewne w przypadku atomu. Ale warto też zaznaczyć, że obserwujemy pewne pozytywne zjawiska – odnotowujemy powroty Polaków do kraju. Po 2016 r., gdy rozwój energetyki wiatrowej na lądzie w kraju znacząco ograniczono, wielu pracowników z tego sektora wyjechało za granicę. Dziś wracają do Polski. To zjawisko zauważalne. W ten sposób krajowy rynek pracy zasilają ludzie kompetentni, którzy przez lata nabrali cennego doświadczenia za granicą.

Obserwujemy kierunek odwrotny? Mamy do czynienia z odpływem kadr?

Takie przypadki oczywiście się zdarzają, ale to nie jest największy problem naszych czasów. Różnice płac między Polską a krajami zachodnimi maleją, wynagrodzenia w nowych sektorach w kraju są już konkurencyjne. Przestaliśmy być krajem taniej siły roboczej, a dodatkowo w branżach, o których rozmawiamy, pracodawcy mocno konkurują ze sobą o specjalistów. Większym wyzwaniem jest demografia i niedobór ludzi, którzy są aktywni zawodowo. Wciąż trzeba też uświadamiać uczniów i ich rodziców, na jakie specjalizacje jest dziś zapotrzebowanie. Zawody techniczne i inżynieryjne są w tej chwili jednymi z najbardziej pożądanych na rynku. O tym trzeba mówić głośno, by młodzież dokonywała właściwych wyborów. Choć i tak dziś jest już pod tym względem lepiej niż jeszcze kilka lat temu, kiedy to szkoły techniczne były w odwrocie.

Czytaj więcej

Tauron ma miliardowe plany dla Śląska

A co z kadrą dydaktyczną? Nauczyciele, wykładowcy odnajdują się w tej dynamicznej sytuacji? Potrafią reagować na zmiany?

To jeden z największych problemów. Mamy bardzo dobrych ekspertów, mamy świetnych nauczycieli praktycznej nauki zawodu, ale jest ich za mało. Ci, którzy pracują, to zazwyczaj osoby starsze. Trzeba się liczyć z tym, że będą stopniowo odchodzić na emeryturę. Młodzi z kolei nie chcą pracować w szkołach ze względu na niższe zarobki. Oczywiste jest, że skoro mogą dostać kilka razy wyższe wynagrodzenie na rynku, nie zdecydują się na pracę w szkole. To jest gigantyczny problem. Za pięć, dziesięć lat możemy znaleźć się w bardzo trudnej sytuacji, chyba że zbudujemy inny system wynagradzania takich osób. Najwyższy czas, by o tym pomyśleć, w przeciwnym razie staniemy pod ścianą.

Na koniec pytanie o wyzwanie naszych czasów – o sztuczną inteligencję. Czy kompetencje Polaków są wystarczające, by wykorzystywać nowe narzędzia?

W części specjalizacji, również w energetyce, ten proces jest już zaawansowany. Sztuczna inteligencja wykorzystywana jest w rekrutacji, planowaniu, analizie danych, utrzymaniu ruchu, dokumentacji technicznej, serwisie czy nawet zarządzaniu projektami. W przemyśle i energetyce wzmacnia produktywność, przewiduje awarie, optymalizuje różnego rodzaju procesy. Znaczenie kompetencji cyfrowych, analitycznych, umiejętności współpracy z narzędziami sztucznej inteligencji zdecydowanie rośnie. To jednak dopiero początek drogi. Na pewno trzeba zadbać o to, by rozwijać intensywnie kompetencje krajowych pracowników w tym zakresie, bo proces będzie postępował, w dodatku w coraz szybszym tempie. Nie możemy dopuścić do tego, że będziemy uzależnieni od specjalistycznej wiedzy z zewnątrz. Natomiast przy tej okazji chciałbym jeszcze tylko zaznaczyć, że nie powinniśmy traktować sztucznej inteligencji jako zagrożenia dla miejsc pracy. To narzędzie nie umniejsza roli człowieka, natomiast z całą pewnością podnosi poprzeczkę kompetencyjną.