Zgodnie z kwotami ujętymi w decyzji notyfikacyjnej pomocy publicznej, już zresztą otrzymanej pod koniec 2025 r., ujęto kwotę inwestycji, która wynosi 192 mld zł. Polskie Elektrownie Jądrowe chcą, aby jak najwięcej tej kwoty pozostało w polskich firmach. Tu nadal jednak czekamy na definicję local contentu, która na poziomie prawnym pozwoli zdefiniować, co krajowym łańcuchem dostaw jest, a co nie jest.

Będzie definicja, będą liczby

Niemniej inwestor, a także wykonawcy mają swoje szacunki. Jak mówi w rozmowie z „Rzeczpospolitą” Bogumiła Ożarska-Karbowiak, wiceprezes PEJ, rządowe dokumenty dot. energetyki jądrowej zakładają, że w projekcie pierwszej polskiej elektrowni jądrowej local content osiągnie poziom 40 proc.

– PEJ jako aktywny inwestor już teraz robi wszystko, aby realizować ten współczynnik, a nawet być może go przekroczyć. Jak najwyższy udział polskich przedsiębiorstw jest dla nas jednym z priorytetów. Liczymy także na to, że wraz z kolejnymi etapami projektu ten wskaźnik zaangażowania krajowych firm będzie rósł – wskazuje.

Czytaj więcej

Rosnące ceny w skupach cieszą rolników, ale wyzwań przybywa

Zapytaliśmy także o tę perspektywę wykonawców inwestycji, a więc Westinghouse–Bechtel. Bechtel, odpowiedzialny za prace budowlane, wskazuje, że precyzyjna odpowiedź na pytania odnośnie do udziału local contentu będzie możliwa po przyjęciu oficjalnej definicji.

– Filozofią Bechtela jest dążenie do maksymalizacji udziału firm z kraju, w którym toczy się projekt, bo angażowanie lokalnych dostawców jest jednym z najważniejszych elementów powodzenia megaprojektów. Z potencjalnymi partnerami z Polski rozmawiamy od momentu zawarcia z PEJ umowy na usługi projektowe w 2023 r. W polskim systemie Bechtela zarejestrowało się ponad 1000 firm polskich – mówi Leszek Hołda, prezes Bechtel Polska.

Definicji wyczekuje także Westinghouse Polska. Jak mówi prezes Mirosław Kowalik, w najbliższych tygodniach administracja rządowa przedstawi pełną definicję local contentu, która ma zabezpieczać udział polskich firm w realizacji kluczowych inwestycji infrastrukturalnych, w tym pierwszej elektrowni jądrowej w Polsce.

– Planowane jest doprecyzowanie metodologii pomiaru oraz zasad stosowania w praktyce, co nada temu pojęciu wymiar operacyjny i umożliwi jego egzekwowanie na poziomie kontraktowym – dodaje. Nasz rozmówca wskazuje, że udział krajowych przedsiębiorstw może różnić się w zależności od etapu realizacji inwestycji oraz obszaru technologicznego. – W szczególności w przypadku tzw. wyspy jądrowej, ze względu na jej specyfikę oraz wysokie wymagania w zakresie systemów zapewnienia jakości i bezpieczeństwa jądrowego, udział lokalnych firm w początkowych zamówieniach dla pierwszego bloku może być niższy, jednak wraz z realizacją kolejnych bloków przewidywany jest jego istotny wzrost. Krzywa uczenia oraz czas będą sprzyjały stopniowemu zwiększaniu udziału polskich firm w tym projekcie oraz kolejnych inwestycjach w Polsce – wskazuje Kowalik.

Kluczowa rola finalnej umowy na budowę

Mimo że nie zaczęto jeszcze procesu budowy, to firma jest w trakcie pierwszego etapu prac przygotowawczych. – Podpisaliśmy już ponad 400 umów z polskimi przedsiębiorcami. Łączna kwota tych kontraktów opiewa na ponad 1 mld zł – mówi wiceprezes PEJ. W tym gronie są m.in. Budimex (formalnie należący do hiszpańskiego inwestora), który zaprojektuje i wybuduje drogę łączącą teren inwestycji z konstrukcją morską do transportu elementów wielkogabarytowych, czy Elektrotim odpowiedzialny za projekt oraz zrealizowanie infrastruktury elektroenergetycznej dla przyszłego placu budowy i późniejszej elektrowni jądrowej.

Kolejne umowy z rodzimymi firmami podpisuje także konsorcjum Westinghouse–Bechtel – jednym z ostatnich przykładów jest umowa zawarta pomiędzy Bechtelem a wywodzącą się z Pomorza spółką Doraco. To kontrakt obejmujący realizację robót budowlanych oraz usług wsparcia dla dwóch kolejnych etapów badań geologicznych i geotechnicznych.

W kwestii udziału polskich przedsiębiorstw w zakresie budowy części jądrowej obiektu – wspólnie z Westinghouse, dostawcą technologii dla elektrowni jądrowej PEJ – wyselekcjonowała firmy, które obecnie uczestniczą w procesie uzyskiwania amerykańskiego standardu NQA-1. Po jego uzyskaniu polskie firmy będą mogły stawać do rywalizacji o kontrakty z części jądrowej elektrowni nie tylko w Polsce, ale także w Europie.

Jak wskazuje prezes Leszek Hołda, inwestycja jest wciąż w fazie projektowania elektrowni. – Pracujemy w oparciu o umowę projektową Engineering Development Agreement (EDA), a nie docelową Engineering Procurement Construction (EPC), której negocjacje sfinalizujemy w ciągu kilku miesięcy. Dlatego też zakres możliwych do zlecenia prac jest ograniczony – wskazuje. Właściwa umowa na budowę elektrowni ma zostać podpisana – zgodnie z deklaracjami PEJ – do końca czerwca 2026 r.

Prezes Kowalik zapewnia z kolei, że local content pozostaje jednym z kluczowych obszarów negocjacji pomiędzy PEJ a konsorcjum Westinghouse–Bechtel w ramach umowy EPC, która określi szczegółowe zasady realizacji inwestycji, a szczególnie harmonogramu realizacji i dostaw kluczowych urządzeń i elementów.

Kluczowym elementem włączania polskich firm do projektu jest wdrażanie bardzo wymagających standardów jakościowych i technicznych

– Naszą intencją jest, aby jak najwięcej polskich firm spełniło wymagania techniczne i jakościowe, szczególnie w zakresie dostaw dla każdego reaktora AP1000 planowanych trzech bloków elektrowni jądrowej w lokalizacji Choczewo – mówi prezes Westinghouse Polska. Podkreśla także, że kwestie logistyczne – w tym ograniczenie ryzyk związanych z transportem urządzeń i komponentów do elektrowni na Pomorzu – przemawiają za maksymalnym lokowaniem zamówień w Polsce.

Kluczowa certyfikacja

Nie oznacza to jednak, że na placu przyszłej budowy niewiele się dzieje. – Aktualnie zdecydowana większość prac jest realizowana przez polskie firmy. Mamy już kilkadziesiąt umów z rodzimymi firmami, począwszy od usług biurowych czy tłumaczeniowych, na wsparciu badań geotechnicznych i pracach ziemnych na terenie inwestycji skończywszy. W 16 prowadzonych obecnie postępowaniach bierze udział 31 polskich oferentów, a wartość tych przetargów to ponad 1,7 mld zł – wymienia prezes Hołda. Przetargi są dzielone na zarządzalne pakiety, co ma umożliwić polskim specjalistom realną konkurencję na różnych etapach projektu. Tak było np. w przypadku niedawno wygranego przetargu przez pomorską firmę Doraco.

Czytaj więcej

Niewidzialna bariera polskiego wzrostu

Leszek Hołda wskazuje, że informacje w sprawie wymagań firmy pojawiają się m.in. podczas cyklicznie organizowanych Dni Dostawców (było już dziewięć edycji). – Dziesiątki spotkań i setki przeprowadzonych rozmów służyły temu, żeby przygotować polskie firmy do spełnienia wymogów bezpiecznej dostawy komponentów i usług zgodnie z harmonogramem. Od początku podkreślamy, że certyfikaty są kluczem do nawiązania współpracy, a wymagania trzeba spełnić w 100 proc. Projekt jądrowy ma swoją specyfikę – w szkolnej skali 99 proc. oznacza „piątkę”, ale w projekcie nuklearnym 99 proc. oznacza jedynkę. Zarówno jeśli chodzi o jakość, jak i bezpieczeństwo. Dlatego nawet w obszarze prac niezwiązanych z wyspą jądrową potencjalni wykonawcy muszą spełniać określone wymagania jakościowe – mówi i wskazuje, że polski projekt to realna szansa dla rodzimych firm na włączenie w globalny łańcuch dostaw Bechtela.

Kluczowym elementem włączania polskich firm do projektu jest wdrażanie bardzo wymagających standardów jakościowych i technicznych obowiązujących w sektorze jądrowym na całym świecie, takich jak standard zapewnienia jakości NQA-1. Jak tłumaczy nam prezes Kowalik, przygotowuje on przedsiębiorstwa do świadczenia usług i dostaw dla energetyki jądrowej, kładąc nacisk na spełnienie rygorystycznych standardów technicznych, najwyższą jakość wykonania oraz przestrzeganie kultury bezpieczeństwa na każdym etapie procesu, znacznie bardziej wymagających niż w tradycyjnych projektach przemysłowych. W tym procesie uczestniczą już konkretne polskie firmy – sześć przedsiębiorstw, w tym Zakład Konstrukcji Spawanych Ferrum, Famak, Energomontaż-Północ Gdynia, Mostostal Siedlce, Mostostal Kraków oraz Mostostal Kielce, zakończyło pierwszy etap dostosowania do tych wymagań i wdraża kolejne procedury.

Docelowo udział polskich firm w projekcie prezes Kowalik szacuje na poziomie ok. 40–50 proc., przy czym będzie on zróżnicowany w zależności od harmonogramu realizacji inwestycji. Jak tłumaczy, na obecnym etapie projekt koncentruje się na budowie fundamentów dla stworzenia niezawodnego lokalnego łańcucha dostawców. W początkowej fazie, obejmującej projektowanie oraz zamówienia kluczowych komponentów o długim cyklu produkcyjnym, głownie w zakresie urządzeń i elementów reaktora AP1000 (tzw. LLI, czyli urządzeń, których produkcja trwa nawet kilka lat), udział ten w pierwszej fazie może być naturalnie ograniczony.

– Dotyczy to m.in. turbin i generatorów, które zostały zakontraktowane u doświadczonego dostawcy, spółki Arabelle Solutions. W kolejnych etapach, wraz z przejściem do fazy budowlano-montażowej oraz realizacją następnych bloków, udział krajowych przedsiębiorstw będzie systematycznie rosnąć – mówi prezes. W szczytowym momencie realizacji inwestycji na placu budowy pracować będzie jednocześnie około 10 tys. osób, co pokazuje – jak dodaje prezes Kowalik – skalę projektu i jego znaczenie dla rynku pracy oraz rozwoju kompetencji przemysłowych w Polsce.