Unia Europejska zawarła w tym roku już trzy umowy handlowe, które dopuszczają import mięsa do Europy, ale to nie wszystkie wyzwania dla hodowców. Krążący ASF, rosnące obostrzenia administracyjne czy wahające się ceny w skupach wpływają na chęć rolników do rozszerzania produkcji.
Lepsze nastroje
Nastroje w rolnictwie poprawiły się nieznacznie dzięki temu, że w Europie trwają wiosenne zwyżki cen tuczników, a w Polsce – dynamika zwyżek jest oceniana jako najsilniejsza. To zarówno efekt mniejszej podaży, jak i rosnącego popytu na wieprzowinę.
Wyzwań jednak w branży producentów nie brakuje. W tym tygodniu UE zawarła porozumienie o warunkach kolejnej umowy handlowej – z Australią, co wprawdzie ma zwiększyć eksport z Europy do Australii nawet o 33 proc., ale Europa musiała zaoferować kontyngenty na import surowców rolnych, w tym wołowiny, co obserwują z obawą europejscy producenci bydła.
W produkcji wieprzowiny wyzwaniem są ceny, ale też ciągła walka z ASF, która weszła już w drugą dekadę, a wraz z tym – nieskuteczna walka nie tylko z samą chorobą, ale i z utratą pozaunijnych rynków zbytu. Rozwój produkcji na wsiach komplikują nowe przepisy, które utrudniają stawianie nowych budynków gospodarskich.
Czytaj więcej
Odwrót od globalizacji jest widoczny praktycznie na całym świecie. „Kupuj nasze, bo dobre” – to hasło powtarza się na wszystkich rynkach. I pomagaj...
W jakiej formie jest polska produkcja zwierząt?
Choć pogłowie idzie raz w górę, raz w dół, to jednak trend na przestrzeni lat jest spadający. Przez ostatni rok, poza końcówką 2025 r., mieliśmy dobre ceny, więc pogłowie trochę wzrosło. Liczba stad świń systematycznie spada, ale ich wielkość rośnie – zauważa Aleksander Dargiewicz, prezes KZP-PTCh Polpig.
O ile w 2011 r. w Polsce żyło ok. 14 mln sztuk tuczników, o tyle obecnie liczebność tych zwierząt szacowana jest na 9,2 mln sztuk.
Rośnie natomiast… liczba krów, która w ciągu ostatnich 15 lat wzrosła z 5,7 do 6,1 mln sztuk. W produkcji drobiu Polska jest na pierwszym miejscu w Unii Europejskiej z roczną produkcją sięgającą 2,9 mln ton, co odpowiada 21 proc. rocznej produkcji unijnej. Co ważne, mamy tu nie tylko znaczącą pozycję, ale też ogromną nadwyżkę. Polska musi eksportować średnio… połowę swojej produkcji. A potrzeba eksportowania tak ogromnego udziału produkcji jest kolejnym czynnikiem ryzyka.
Aleksander Dargiewicz wskazuje, że znaczenie produkcji zwierzęcej wykracza daleko poza rynek mięsa.
– Mamy cały czas nadwyżkę zbóż, trudno zaproponować lepsze rozwiązanie niż właśnie pasze, bo duża liczba zwierząt pomaga zdjąć z rynku nadmiar zbóż, przy tym aktualnie mamy niskie ceny zbóż, a przepuszczenie ich to przez produkcję tuczników i drobiu daje dużo lepsze marże – tłumaczy ekspert.
W Polsce produkujemy ok. 2 mln ton wieprzowiny rocznie – to 20 mln tuczników i rynek wart, przy cenach 5,6 zł za kilogram, nawet 13,4 mld zł.
Import też może być ryzykiem
Eksperci wskazują jednak więcej ryzyk, które albo wpływają na popyt, albo są zagrożeniem dla ciągłości produkcji w Polsce.
– Wyzwaniem na rynku trzody chlewnej jest ogromny import warchlaków z Danii. To zjawisko narastało w ciągu ostatnich kilku lat. Już nawet 40 proc. wszystkich ubijanych świń w Polsce pochodzi z Danii – mówi Jakub Olipra, starszy ekonomista Credit Agricole Bank Polska. – Proszę sobie wyobrazić, co by się stało, gdyby pojawiła się epidemia pryszczycy w Danii czy w Polsce i Dania wstrzymałaby eksport warchlaków do Polski. To by spowodowało łańcuchowe problemy na całym rynku, także dla produkcji paszy – dodaje ekspert.
Pryszczyca pojawiła się kilka lat temu tuż za granicą Polski, w Niemczech i na Węgrzech. Branża uznaje to więc za bardzo wysokie ryzyko, a gdyby ta choroba pojawiła się np. w północnozachodniej Polsce – transport z Danii byłby bardzo utrudniony. Podobnie jednak sama Dania mogłaby też zdecydować, że ogranicza produkcję zwierząt, co odbiłoby się silnie na polskiej produkcji wieprzowiny.
– Na własne życzenie wyhodowaliśmy sobie spory problem. Musimy podjąć działania, żeby to odwrócić. To jest kwestia polityki gospodarczej. Dlaczego tak się dzieje? W Polsce bardzo trudno jest wybudować nowe budynki inwentarskie, a produkcja warchlaków jest dość specjalistyczna – podkreśla Jakub Olipra.
Ekonomista wskazuje też na kolejny długotrwały problem polskiej branży. Afrykański pomór świń (ASF) krąży po Polsce od 2014 r., jest wykrywany zarówno u dzików, jak i przenika do stad zwierząt gospodarskich. Wbrew początkowym obawom ASF nie zamyka całkowicie drzwi eksportowych, bo cała Unia Europejska uznaje regionalizację, ale więcej pracy kosztuje jednak utrzymanie rynków pozaunijnych. I tu nie jesteśmy czempionami.
– Polska nie dba o swój eksport. Jeśli porównamy Niemcy, które mają ASF, i Polskę z tym samym problemem, Niemcy mają zdecydowanie więcej rynków otwartych – zauważa Olipra. Świetnie sobie tu radzi Hiszpania, do której ASF wrócił po kilku dekadach spokoju, to jednak nie przeszkodziło jej w zreorientowaniu swojego eksportu poza Europę, co korzystnie wpłynęło na ceny w Europie.
Czytaj więcej
Rozwój morskiej energetyki wiatrowej to impuls do budowy nowych zakładów i rozwoju kompetencji w perspektywicznym sektorze. Korzysta na tym m.in. Z...
Administracja utrudnia rozwój produkcji
Kolejny ekspert wskazuje na rosnące problemy natury… biurokratycznej, które uniemożliwiają np. rozwój produkcji czy nawet stawianie nowych budynków na wsiach. Na ich tle bledną nawet potencjalne ryzyka ze strony umów handlowych z Mercosurem, Indiami czy Australią.
– Zawarte w ostatnim roku umowy handlowe z Ukrainą i krajami Mercosur nie stanowią same w sobie zagrożenia, które w długim okresie może uniemożliwić branży rozwój – ocenia Grzegorz Rykaczewski, ekonomista Banku Pekao. Umowy te przyniosą zwiększoną konkurencję na rynku UE i presję na marże w wybranych segmentach produktowych, ale nie zagrożą samej produkcji.
– Taką barierą jest natomiast rosnąca presja regulacyjna, która albo obniża konkurencyjność polskich rolników, albo wręcz może zablokować rozwój – mówi Rykaczewski. Chodzi tu zwłaszcza o coraz bardziej skomplikowane procedury środowiskowe i budowlane przy budowie dużych budynków inwentarskich, co wymusza zatrudnianie doradców i podnosi koszty inwestycji.
– Rodzimi producenci są w trudniejszej sytuacji niż ich konkurenci z krajów, gdzie przepisy są prostsze – ocenia Rykaczewski. Wskazuje, że rozwiązaniem byłoby ujednolicenie interpretacji przepisów na terenie kraju, bo duże różnice w Polsce są nawet między gminami, a także dopilnowanie przestrzegania równie wysokich standardów dla produktów importowanych spoza UE, szczególnie tych przywożonych na preferencyjnych warunkach.
W tym tygodniu do umów z Mercosurem i Indiami dołącza porozumienie w sprawie umowy handlowej z Australią. Choć ma ono nawet o jedną trzecią zwiększyć eksport z Europy do Australii, to umowę śledzą europejskie organizacje producentów rolnych, ponieważ Australia jest dużym producentem mleka i wołowiny. W porozumieniu wynegocjowano kontyngenty dla produktów wrażliwych. I tak roczny kontyngent dla importu wołowiny z Australii został ustalony na poziomie 30 tys. ton, jagnięciny i koziny – 25 tys. ton, cukru – 35 tys. ton, mleka w proszku – 8 tys. ton, masła i serwatki – odpowiednio – 5 i 2 tys. ton, ryżu – 8,5 tys. ton. Jednocześnie ustanowiono mechanizmy ochronne, które pozwolą UE na obronę wrażliwych produktów europejskich „w mało prawdopodobnym przypadku gwałtownego wzrostu przywozu z Australii powodującego szkodę na rynku UE” – napisano w komunikacie Komisji Europejskiej.
Czytaj więcej
Kolejne kryzysy, których doświadcza światowa gospodarka, od pandemii, poprzez wojnę w Ukrainie aż po obecny konflikt w Zatoce Perskiej, pokazują ja...