Maria Krupa ma 85 lat i pochodzi z miejscowości na terenie obecnej Białorusi, a jej 92-letni mąż Czesław ze Lwowa. Oboje przybyli do Southampton w latach 1947 i 1948 jako młodzi członkowie rodzin wysiedlonych w 1940  roku polskich żołnierzy, którzy później dołączyli do armii gen. Władysława Andersa, która służyła w Persji, Indiach, na Bliskim Wschodzie i w Afryce.

Armia Andersa odegrała istotną rolę w pokonaniu III Rzeszy i została włączona do brytyjskiej struktury dowodzenia po starciach z Sowietami w 1942 roku.

Po wojnie znaleźli dom w Wielkiej Brytanii

Małżeństwo poznało się już w Wielkiej Brytanii, osiedliło w Bury pod Manchesterem i przez dziesięciolecia wiodło tam normalne życie. Nigdy wcześniej nie miało problemów z podróżowaniem ani z potwierdzaniem prawa pobytu.  Maria Krupa przyznała, że ​​nigdy nie myślała o wyrobieniu brytyjskiego paszportu, ponieważ  przez ostatnie 80 lat mimo częstych podróży nigdy go nie potrzebowała.

Czytaj więcej

10 lat po brexicie. Nie rozwiązał żadnego problemu, a radykałowie chcą więcej

Kłopoty pojawiły się dopiero w maju tego roku, gdy odwiedzili krewnych w Polsce. Przed odlotem do Wielkiej Brytanii pracownicy Ryanaira odmówili wpuszczenia ich na pokład. Powodem był brak dokumentu potwierdzającego prawo pobytu w Zjednoczonym Królestwie lub elektronicznego zezwolenia na podróż (ETA), które po Brexicie jest wymagane od wielu podróżnych.

– To był ogromny szok. Nigdy nawet przez chwilę nie przyszło nam do głowy, że po blisko 80 latach ktoś powie nam, że nie możemy wrócić do domu – powiedziała Maria Krupa.

„Nasi ojcowie walczyli za Polskę i Anglię”

Jak relacjonowała kobieta, małżeństwo próbowało wyjaśnić pracownikom linii lotniczych swoją sytuację i przypominało, że ich ojcowie walczyli podczas II wojny światowej u boku Brytyjczyków.

– Próbowaliśmy wyjaśnić, że nasi ojcowie walczyli za Polskę i Anglię, ale usłyszeliśmy, że linia lotnicza mogłaby dostać wysoką karę, więc nie wpuszczono nas na pokład – wspominała.

Sytuacja była szczególnie trudna dla Czesława Krupy, który po przebytym udarze porusza się na skuterze inwalidzkim i stale przyjmuje leki.

Czytaj więcej

Dekada od brexitu. Trzech na pięciu młodych Brytyjczyków chce powrotu do UE

Następnego dnia małżeństwo uzyskało elektroniczne zezwolenie ETA i mogło polecieć do Wielkiej Brytanii. Aby system zaakceptował wniosek, musieli jednak podać, że mieszkają w Polsce, ponieważ formularz nie przyjmował ich brytyjskiego adresu. 

Po powrocie zgłosili się po pomoc do organizacji charytatywnej Settled, która wspiera obywateli UE w sprawach związanych z prawem pobytu po Brexicie. Dzięki złożeniu odpowiednich dokumentów w ubiegłym tygodniu otrzymali status osoby osiedlonej (settled status), potwierdzający ich prawo do stałego pobytu.

Problem dotyczy tysięcy osób

Kate Smart, dyrektor generalna Settled, która pomagała Krupom w powrocie na Wyspy, powiedziała, że niemal codziennie odnotowuje podobne przypadki, które można już liczyć w tysiącach. 

Czytaj więcej

Brexit odstraszył Europę. Polska pozostaje wyjątkiem

Program osiedleńczy UE został uruchomiony w 2019 roku, aby zapewnić obywatelom UE mieszkającym w Wielkiej Brytanii dokumenty potwierdzające ich prawo do podróżowania, tak jak robili to na mocy przepisów o swobodnym przepływie osób sprzed Brexitu.

Wiele osób, z którymi rozmawiała organizacja Settled, to osoby starsze, które mają brytyjskie dzieci i wnuki. - Nie mają w rodzinie nikogo, kto myślałby jak imigrant, więc nie myślą też o tym, że dotyczy ich status osoby osiedlonej” – powiedziała Smart, apelując do brytyjskich władz o uproszczenie procedur dla osób, które od lat legalnie mieszkają w kraju.