Z tego artykułu dowiesz się:
- Dlaczego sądowy wyrok może uniemożliwić Marine Le Pen start w wyborach prezydenckich w 2027 roku.
- Kim jest Jordan Bardella i czym jego wizja polityki różni się od programu jego mentorki.
- Jakie zmiany w podejściu do biznesu i polityki zagranicznej mogą zerwać „kordon sanitarny” wokół Zjednoczenia Narodowego.
- Jakie są największe atuty, a jakie słabości potencjalnego następcy Le Pen w walce o Pałac Elizejski.
Marine Le Pen jeszcze nigdy nie była tak blisko zdobycia najwyższego urzędu w państwie. W walce o Pałac Elizejski w 2012 uzyskała 17,9 proc. głosów. Pięć lat później, kiedy po raz pierwszy przeszła do drugiej tury, poparło ją już 33,9 proc. głosujących, a w 2022 – 41,45 proc. Teraz sondaże wskazują na realne szanse liderki Zjednoczenia Narodowego na zwycięstwo.
Wiosną zeszłego roku ten tryumfalny marsz po władzę niespodziewanie przerwał wyrok sądu. Uznał on, że Le Pen przez przynajmniej dekadę „była w centrum” systemu defraudacji środków z Parlamentu Europejskiego. Pieniądze, które miały finansować prace asystentów w Brukseli i Strasburgu. szły tak naprawdę na funkcjonowanie partii w Paryżu. Polityczka została skazana na cztery lata więzienia (w tym dwa w zawieszeniu), 100 tys. euro grzywny, ale przede wszystkim zakaz sprawowania funkcji z wyboru przez pięć lat z natychmiastowym efektem. Le Pen od wyroku się odwołała. W ten wtorek okaże się, czy sąd wyższej instancji podtrzyma wyrok, a w szczególności część odnoszącą się do prawa do udziału Le Pen w wyborach. Faktyczna (choć już nie formalna) liderka Zjednoczenia Narodowego (ZN) zapowiedziała, że tego samego dnia o dwudziestej ujawni, co dalej ze skrajną prawicą, występując w głównym kanale telewizji francuskiej TF1. Od dawna wiadomo jednak, że jeśli Le Pen nie będzie miała prawa do udziału w wyborach, barwy partii będzie reprezentował jej protegowany, 30-letni Jordan Bardella.
Czytaj więcej
Do więzienia zamiast do Pałacu Elizejskiego? W poniedziałek trybunał w Paryżu rozstrzygnie o losie liderki Zjednoczenia Narodowego.
Jak to wpłynęłoby na potencjalny wynik wyborów? Do niedawna byli jak brat i siostra. A raczej matka i syn. Sondaże dawały im niemal identyczne poparcie. Bardella wiernie powtarzał program wyborczy ustalony przez Le Pen. W ZN obowiązywały klasyczne reguły bonapartyzmu: to szefowa decyduje o wszystkim.
Jordan Bardella może przerwać kordon sanitarny
Ale od kilku tygodni czy nawet miesięcy to zaczęło się zmieniać. Najnowsze badania opinii publicznej dla „Le Figaro” dają Bardelli 36 proc. poparcia już w pierwszej turze walki o Pałac Elizejski wobec ledwie 14 proc. dla kolejnego kandydata, byłego premiera u Emmanuela Macrona Édouarda Philippe’a. Le Pen musi zaś w tym sondażu zadowolić się 32 proc. podczas gdy Philippe miałby dostać 20 proc. poparcia.
Czytaj więcej
30-letni przywódca Zjednoczenia Narodowego Jordan Bardella po raz pierwszy wygrywa w sondażach ze wszystkimi konkurentami w walce o Pałac Elizejski...
Bardella jest łatwiejszy do zaakceptowania przez bardziej umiarkowanych wyborców umiarkowanych, bo nie nosi nazwiska Le Pen kojarzonego z założycielem ugrupowania i negacjonistą Holokastu Jeanem-Marie. Inaczej niż Marine Le Pen, która w zadłużonym po uszy kraju stawia na rozwiązania etatystyczne i dalsze mnożenie wydatków państwa, Bardella stara się dogadać z wielkim biznesem w oparciu o bardziej liberalne rozwiązania. Gdy ona zaleca cofnięcie wieku emerytalnego do 60. roku życia, on mówi o oparciu systemu emerytalnego o rozwiązania kapitałowe i w ogóle rezygnację z określenia, w jakim wieku można przestać pracować. Podczas gdy Le Pen zaleca wprowadzenie wysokich podatków od wielkich fortun, Bardella jest temu przeciwny. Mówi się, że doszedł do porozumienia z organizacją francuskiego biznesu Medef. Zrywając z wieloletnią linią partii sygnalizuje też możliwość zbliżania z Niemcami Friedricha Merza. Podczas gdy Le Pen była przyjmowana na Kremlu, korzystała ze wsparcia finansowego Rosjan, a na parę tygodni przed rosyjską inwazją w lutym 2022 r. mówiła „Rzeczpospolitej”, że „Ukraina należy do strefy wpływów Rosji”, Bardella okazał się w sprawach rosyjskich bardziej ostrożny. Uznał, że Moskwa jest „na wielu płaszczyznach zagrożeniem dla Francji”. Z drugiej strony nie poparł w Parlamencie Europejskim mega pożyczki (90 mld euro) dla Ukrainy i wyklucza przyjęcie jej do Unii.
Jordan Bardella może dokonać tego, co nie udało się Marine Le Pen
Ten większy umiar Bardelli mógłby prowadzić do zerwania „kordonu sanitarnego” wokół skrajnej prawicy i historycznego porozumienia między skrajną prawicą i Gaullistami (umiarkowani konserwatyści). Paradoksalnie byłoby to zwieńczenie strategii, jaką zapoczątkowała sama Le Pen, ale której najwyraźniej trudno jest jej doprowadzić do końca. Cztery lata po przejęciu sterów partii w 2011 r., wyrzuciła z niej swojego ojca, gdy raz jeszcze uznał on, że komory gazowe były „szczegółem drugiej wojny światowej”. Porzuciła też konfrontacyjną nazwę partii Front Narodowy. Decydujący moment nastąpił jednak po katastrofalnej przegranej Marine Le Pen w wyborach w 2017 r., która wyniosła Emmanuela Macrona do Pałacu Elizejskiego. Ku zaskoczeniu swoich współpracowników, odsunęła ona swojego najbliższego współpracownika Floriana Philippota, skreśliła z programu wyprowadzenia Francji tak z Unii, jak i ze strefy euro. I uruchomiła wielką karierę do tej pory nikomu nieznanego Bardelli, który już w w 2019 r., w wieku 24 lat poprowadził partię do zwycięstwa w wyborach do Europarlamentu, a dwa lata później został jej formalnym przewodniczącym.
Czytaj więcej
Coraz więcej Francuzów jest przekonanych, że potrzeba w kraju rewolucji. Dokładnie takiej, jaką proponuje im skrajna prawica.
Chłopak wychowany w podparyskich blokowiskach najbiedniejszego departamentu kraju (93), bez ukończonych studiów, Jordan Bardella okazał się atrakcyjnym wzorem dla milionów młodych Francuzów bez szans na awans społeczny. Jednak w tym też tkwi jego słabość. Bez doświadczenia politycznego, zachowuje się jak cyborg ograniczając się do wypowiadania przygotowanych frazesów. Tak przez kampanię wyborczą przejść się nie da. Jest więc spore ryzyko, że padnie podczas realnych debat telewizyjnych. Tu bardzo doświadczona Le Pen obroniłaby się lepiej. Chyba że do drugiej tury wyborów przejdzie też lider radykalnej lewicy Jean-Luc Mélenchon. Wówczas większość Francuzów zapewne uzna, że mniejszym złem jest jednak Bardella.