Kim jest Szabolcs Panyi?

Węgierski dziennikarz śledczy związany z polską Fundacją Reporterów, oskarżony w czwartek przez węgierskie władze o szpiegostwo w porozumieniu z niezidentyfikowanym obcym państwem. Od dawna zajmuje się on związkami między Kremlem a reżimem w Budapeszcie. W tajnym nagraniu opublikowanym w tym tygodniu przez sprzyjające Viktorowi Orbánowi media można usłyszeć, jak Szabolcs Panyi potwierdza w rozmowie ze swoim źródłem numer telefonu ministra spraw zagranicznych Węgier Pétera Szijjártó.

Gergely Gulyas, szef administracji Orbána, oskarżył Szabolcsa Panyi'ego o to, że „dopuścił się szpiegostwa przeciw własnemu krajowi, a jego rola jako dziennikarza jest tylko przykrywką” do działalności wywiadowczej”. Szabolcs Panyi stanowczo odrzuca te oskarżenia. „Zarzucać dziennikarzowi śledczemu szpiegostwo jest w XXI w. w kraju należącym do Unii Europejskiej czymś właściwie bezprecedensowym. To jest coś raczej typowego dla Rosji, Białorusi i podobnych reżimów. Nie tylko nigdy nie angażowałem się w szpiegostwo, ale postrzegam wręcz moją działalność dziennikarską jako przeciwdziałanie szpiegostwu” – napisał w mediach społecznościowych dziennikarz. 

„Rzeczpospolita”: Ujawnione przez pana nagranie rozmowy szefa węgierskiej dyplomacji Pétera Szijjártó ze swoim rosyjskim odpowiednikiem Sergiejem Ławrowem, w której przekazuje tajemnice z posiedzeń Rady UE, wywołało szok. Ale pan ostrzega, że to tylko czubek góry lodowej powiązań ekipy Viktora Orbána z Kremlem…

Szabolcs Panyi: Miałem na myśli nie tylko przekazywanie Rosjanom sprawozdań z tych tajnych rozmów w Unii, ale także infiltrację przez Rosjan samych Węgier. Zajmuję się tym od 2015 r., od czterech lat zbieram materiały do książki, która ma być temu poświęcona. Źródłem problemu jest to, że inaczej niż w pozostałych krajach Europy Środkowej, na Węgrzech nie pozbyto się funkcjonariuszy służb z czasów komunistycznych. Rozwiązany został jedynie departament zajmujący się tropieniem demokratycznej opozycji, ale nawet ludzie, którzy tam pracowali, zostali umieszczeni w innych oddziałach wywiadu. A mówimy o osobach, które były szkolone w moskiewskiej Akademii Feliksa Dzierżyńskiego, kuźni kadr KGB. Gdy Orbán spotkał się pod koniec 2009 r. z Putinem w Petersburgu, Rosjanie dobrze wiedzieli, że postkomunistyczna Partia Socjalistyczna zmierza do klęski w zbliżających się wyborach. Chcieli więc postawić na kogoś, kto ma dużą szansę przejąć władzę, a więc na Viktora Orbána. Już wtedy Moskwa miała swoich ludzi nawet w bezpośrednim otoczeniu lidera Fideszu. Doszło więc do porozumienia, bo także Orbán rozumiał, że wpływy Moskwy na Węgrzech nie wyparują.

Szabolcs Panyi

Szabolcs Panyi

Foto: materiały prasowe

Na czym polegało to porozumienie?

Miało ono wówczas charakter przede wszystkim biznesowy. W pierwszym rzędzie dotyczyło importu nośników energii, w tym głównie gazu. Rosyjska spółka, która ponoć należy poprzez osoby podstawione do samego Władimira Putina, nabyła w ramach wrogiego przejęcia znaczną część udziałów w MOL, węgierskim koncernie naftowym. Zawarto wieloletnie umowy na import rosyjskiego gazu, który stanowi podstawę zaopatrzenia Węgier w energię. Rosjanie byli także zaangażowani w przejęcie Malévu, dziś już nieistniejących, narodowych węgierskich linii lotniczych.

Po przejęciu władzy Orbán w wywiadach zaczął też mówić o konieczności włączenia Rosjan do wielkiego kontraktu na modernizację elektrowni jądrowej w Paks. Ale jak zawsze w te i wiele innych porozumień biznesowych byli zaangażowani pośrednicy. Tyle że zamiast postkomunistów teraz stali się nimi ludzie Orbána. W ten sposób zostały położone podwaliny pod bliską współpracę węgierskich władz z Kremlem. 

Czytaj więcej

Szef biura Transparency International: Węgry Viktora Orbána są zakładnikiem korupcji

To były więc początkowo powiązania przede wszystkim korupcyjne?

Na Węgrzech mamy taki bardzo dziwny układ, w którym sam Orbán oficjalnie nie ma ani grosza, ale wszyscy członkowie jego rodziny, bliscy współpracownicy stali się multimiliarderami. To dotyczyło zresztą nie tylko projektów, w które byli zaangażowani Rosjanie, ale np. Chińczycy. Jednym z przykładów jest modernizacja linii kolejowej między Budapesztem a Belgradem, w której jednym z podwykonawców była firma ojca Orbána.

Jednak jakieś cztery lata temu ta współpraca przestała ograniczać się tylko do porozumień korupcyjnych, ale objęła także twardą politykę, interesy geostrategiczne…

Z moich informacji wynika, że Węgrzy zaczęli przekazywać Rosjanom poufne dane z posiedzeń Rady UE znacznie wcześniej niż rozpoczęła się rosyjska inwazja na Ukrainę w lutym 2022 r. Nie wiem jednak kiedy dokładnie. W pewnym momencie to się stało wręcz tajemnicą Poliszynela. Do tego stopnia, że kiedy napisał o tym otwarcie „Washington Post”, inne media, jak „Guardian”, natychmiast rozwinęły ten temat powołując się na własne źródła. Tak jakby od dawna z tym czekały.

Tylko on angażował się w coś podobnego czy też był to proces znacznie szerszy, obejmujący także inne formaty Rady UE, jak ministrów gospodarki czy obrony?

Z moich źródeł wynika, że tylko Péter Szijjártó parał się tym procederem. To on jest zresztą głównym pasem transmisyjnym między Kremlem a Węgrami. Więc te moje informacje mają sens.

Dlaczego padło akurat na Szijjártó?

Początkowo nie miał on nic wspólnego z Rosją. W jednym z wywiadów wspominał, jak wielkie wrażenie zrobił na nim przyjazd do jego liceum Orbána. Od wczesnych lat był zafascynowany premierem, a ten wykorzystał tę jego lojalność i entuzjazm, aby szykować go do zajęcia się najbardziej wrażliwymi kwestiami. W 2012 r. został sekretarzem stanu w kancelarii szefa rządu odpowiedzialnym za sprawy wschodnie. To wtedy Orbán faktycznie wyprowadził kwestie relacji z Rosją i Chinami z Ministerstwa Spraw Zagranicznych i powierzył je Szijjártó, choć formalnie odpowiednie departamenty ministerialne oczywiście pozostały. Gdy więc w styczniu 2014 r. ogłoszono, że to Rosjanie będą modernizować Paks, węgierscy dyplomaci byli w szoku. Nic o tym nie wiedzieli. To zresztą mniej więcej wtedy Orbán zaczął przedstawiać swojemu otoczeniu Szijjártó jako przyszłego szefa dyplomacji.

Czytaj więcej

Dziennikarz „Rzeczpospolitej” zobaczył, jak Péter Magyar walczy o głosy

Czy w podobny sposób, co relacje z Rosją, rozwinął on też stosunki z Chinami?

Szijjártó często spotyka się nie tylko z Ławrowem, ale też chińskim ministrem spraw zagranicznych Wangiem Yi. Ale nie mam żadnych informacji o tym, aby przekazywał tajemnice posiedzeń Rady UE Pekinowi. Chińczycy działają inaczej. W Europie mniej od kwestii bezpieczeństwa interesuje ich dostęp do rynków, do technologii. To jest odmienna mentalność.

Péter Szijjártó przekazywał Rosjanom także informacje z posiedzeń Rady Północnoatlantyckiej, tajemnice NATO?

To jest kwestia, która mnie zajmowała od dawna. Ale nie znalazłem na to dowodów. Wiem jednak, że także na posiedzeniach NATO ministrowie wolą nie mówić zbyt wiele w obecności Pétera Szijjártó.

System władzy na Węgrzech

System władzy na Węgrzech

Foto: PAP

Orbán stał się marionetką Putina?

Tak bym tego nie ujął. Ale jest to z pewnością relacja bardzo nierówna. Zoltán Sz. Bíró, doskonały znawca relacji węgiersko-rosyjskich, opisywał, jak na widok zbrodni popełnionych przez Rosjan w Buczy Orbán zaprzeczał faktom, nie przyjmował do wiadomości tego, co widzi. Wtedy Jarosław Kaczyński słusznie powiedział, że powinien pójść do okulisty. Ale Orbán zachowywał się jak ktoś, kto nie ma wolnej woli, jest w układzie zależności.

Orbán blokuje wypłatę przez Unię Europejską ważnego dla Ukrainy pakietu pomocy 90 mld euro. To jest działanie skoordynowane z Putinem?

Jako dziennikarz śledczy wiem, że to Rosjanie zbombardowali ropociąg „Przyjaźń”. A to właśnie wstrzymanie dostaw ropy na Węgry jest pretekstem, dla którego  Orbán zawetował to wsparcie dla Ukrainy. Bo oficjalnie winą za to obciąża Ukraińców. Promuje więc rosyjskie interesy, a nie węgierskie. Jest na smyczy Putina.

Węgry blokują także wprowadzenie 20. pakietu sankcji przeciw Rosji. To jest działanie skoordynowane z Putinem?

Z tego, co wiem, faktycznie mamy tu do czynienia z pewną koordynacją zachowania  Orbána w Brukseli z tym, czego oczekuje Putin: konsultacjami odnoszącymi się na przykład do tego, które rosyjskie przedsiębiorstwa mogą zostać objęte sankcjami, a które wedle Moskwy absolutnie nie powinny zostać ukarane.

Preferencje polityczne na Węgrzech (stan na 17 lutego 2026 roku)

Preferencje polityczne na Węgrzech (stan na 17 lutego 2026 roku)

Foto: PAP

Péter Magyar nie ma żadnych związków z Rosją? W razie wygranej nie będzie kontynuował dotychczasowego układu między Moskwą i Budapesztem?

Magyar ma bardzo specyficzne cechy charakteru. Zawsze musi mieć rację, musi mieć ostatnie słowo. Być najmądrzejszym ze wszystkich. Pouczać innych. Nie wejdzie więc w układ zależności od Putina. Tym bardziej, że pochodzi z rodziny, gdzie klasyczne, konserwatywne wartości, w tym nastawienie antyrosyjskie czy antysowieckie są kultywowane od dawna. W czasie kampanii wyborczej jego krytyka Moskwy staje się zresztą coraz ostrzejsza.

Czytaj więcej

Péter Magyar: Warszawa w Budapeszcie? Chcemy robić to po swojemu

Co się stanie, jeśli Viktor Orbán jednak wygra wybory?

Węgry są dziś takim krajem hybrydowym. Wciąż należą do Unii Europejskiej i do NATO. Większość urzędników, wojskowych, administracja ma nastawienie prozachodnie. Ale jednocześnie sami przywódcy państwa stali się sojusznikami Kremla. Te wybory muszą więc rozstrzygnąć, w którą stronę pójdzie kraj. Nie sądzę, aby w przypadku zwycięstwa Orbána Węgry wyszły z Unii. Nie chce tego sam Putin, który w Budapeszcie znalazł znakomity instrument rozbijania jedności europejskiej. Ale już inaczej może być z NATO, w szczególności, jeśli Donald Trump zostanie zastąpiony przez demokratyczną administrację. Orbán zresztą od dawna zapowiadał, że chce przygotować Węgry na taką ewentualność. Twierdził, że zachodnie struktury i tak rozpadają się, więc Budapeszt musi znaleźć inny sposób na zabezpieczenie swoich interesów. Przede wszystkim dwustronne relacje z Rosją, z Chinami.

Czytaj więcej

Węgry przed wyborem: Zachód czy Rosja? W takim momencie przyjeżdża Karol Nawrocki

Został pan oskarżony przez węgierskie władze o szpiegostwo. Czy wysuwano pod pańskim adresem groźby?

Otrzymuję bardzo wiele gróźb, także śmierci. Zajmuję się jednak dziennikarstwem śledczym od dawna i jestem do tego przyzwyczajony. Aparat propagandowy na Węgrzech tak działa od dawna. Kieruje wszystkie swoje siły na jedną osobę, próbuje ją psychologicznie złamać, zniszczyć. Człowiek, który wysunął wobec mnie w imieniu władz oskarżenia o szpiegostwo za rzekome przekazanie numeru telefonu Pétera Szijjártó, dwa tygodnie temu wymieniał się ze mną korespondencją w mediach społecznościowych, chciał umówić się na kawę. Ale zaraz potem, publicznie, zamienił się w mojego głównego oskarżyciela. To jest więc taka gra.

Tyle że dziś król jest nagi. Wszyscy wiedzą, na czym polega charakter reżimu Orbána. Odkrywają jego związki z Kremlem. Wspomniana osoba powiedziała mi nawet, że we władzach chciano mnie oskarżyć o to, że nie ostrzegłem władz o zdradzie Szijjártó w Brukseli, skoro o tym wiedziałem. To jest więc absolutne szaleństwo.