„Rzeczpospolita”: Korupcja to rak, który w jakimś stopniu trawi każdy kraj. Przypadek Węgier Viktora Orbána jest szczególny?
Czwarty rok z rzędu Węgry otwierają ranking korupcji Transparency International w Unii Europejskiej. Korupcja stała się tu zjawiskiem systemowym, państwo jest jej zakładnikiem. Oznacza to, że większość instytucji publicznych nie działa już dla wspólnego dobra, ale zajmuje się transferem ogromnych środków do wąskiej grupy osób powiązanych z Orbánem, a także do samego premiera. Temu też służy prawo. Niezależny portal informacyjny Direkt36 starał się ten mechanizm przybliżyć w filmie dokumentalnym „Dynastia”.
Czy da się oszacować, ile w ten sposób zarobiła ta grupa trzymająca władzę?
Jest to znacznie trudniejsze, niż w przypadku np. Czech i premiera Andrieja Babisa. Na Węgrzech ten mechanizm jest o wiele bardziej złożony. Zaczynając od samego Orbána, który teoretycznie nie posiada ogromnego majątku. Nieprawdopodobnie wzbogacili się głównie członkowie jego rodziny. Chodzi w szczególności o jego ojca i zięcia. Ale mamy też sporo danych odnoszących się do bliskich sojuszników premiera, zaczynając od najbogatszego z nich, byłego wójta wioski Felcsút Lőrinca Mészárosa, z której pochodzi Orbán. Tylko on sam w ciągu minionych trzech lat przejął 9 proc. wszystkich przetargów publicznych na Węgrzech. A jeśli do tego doliczymy kolejnych trzech oligarchów powiązanych z władzą, dochodzimy łącznie do 25 proc. tych przetargów! To jest jednak tylko jeden z wielu kanałów bogacenia się tej grupy poprzez korupcję. Innym są fundusze kapitałowe, które przejmują akcje przedsiębiorstw publicznych. Wiemy, że w ten sposób wspomniani ludzie zarobili ostatnio przynajmniej 3,5 mld euro. Ale to są tylko przykłady tego, co udało nam się ustalić. Skala tego procederu jest o wiele większa.
Czytaj więcej
Viktor Orbán nie zabije mnie. Wie, że to by wywołało rewolucję – uważa nowy lider węgierskiej opozycji Peter Magyar.
Węgry są wciąż w Unii Europejskiej i muszą stosować unijne reguły. Jak więc udało się sfałszować te przetargi?
One wykluczają nie tylko zagraniczne firmy, ale też firmy węgierskie, które nie są powiązane z władzą. Teoretycznie obowiązuje co prawda prawo europejskie, ale ma ono luki. No i jest kwestia tego, jak jest ono wdrażane. Jednym ze sposobów ominięcia tych regulacji jest tworzenie fikcyjnej konkurencji, takiego kartelu. Firmy związane z władzą teoretycznie ze sobą konkurują, ale faktycznie z góry ustalają, kto wygra tym razem, a kto następnym. Innym rozwiązaniem jest takie ustalenie warunków przetargu, że tylko konkretna firma może je spełnić. Kolejny trik: węgierskie prawo zakłada, że władza może zaprosić do udziału w przetargu tylko 3 lub 4 firmy, a nie wszystkich chętnych.
Péter Magyar, lider opozycyjnej partii Tisza, był mężem byłej minister sprawiedliwości Judit Varga. A więc należał do establishmentu. Jest czysty?
Tak, jest czysty. Owszem, jeszcze dwa lata temu pracował w przedsiębiorstwach państwowych, gdzie dostawał dobry zarobek. Ale był to zarobek legalny.