Biały Dom obawiał się realizacji obu scenariuszy, w szczególności przed 5 listopada. Pierwszy z nich oznaczałby, że w konfrontacji z Teheranem Tel Awiw nie trzyma się już żadnych ograniczeń. W takim układzie można więc łatwo sobie wyobrazić, że wybucha wojna obejmująca cały Bliski Wschód, w którą musiałyby się zaangażować Stany Zjednoczone. To zapewne otworzyłoby drogę do Białego Domu dla Donalda Trumpa, który cały czas powtarza, że pod jego kierunkiem wróci pokój na świecie. Joe Biden publicznie deklarował, że nie poprze izraelskiego ataku na instalacje atomowe.