Relacje Moskwy z Erywaniem od dawna nie były tak złe. Odważna gra Armenii

Od upadku Związku Radzieckiego relacje Moskwy z Erywaniem nigdy nie były tak złe. Władze armeńskie chcą wyrwać się z rosyjskiej strefy wpływów.

Publikacja: 09.05.2024 21:07

Premier Armenii Nikol Paszynian

Premier Armenii Nikol Paszynian

Foto: Johanna Geron / POOL / AFP

Premier Armenii Nikol Paszynian udał się do Moskwy na jubileuszowy 10. szczyt Euroazjatyckiej Unii Gospodarczej. Przyjechał rozmawiać głównie o gospodarce, bo lwia część armeńskiego eksportu trafia na rosyjski rynek, a Rosja jest głównym (najważniejszym) partnerem handlowym tego niewielkiego południowokaukaskiego państwa. I wygląda na to, że poza pieniędzmi te państwa niewiele już łączy. Paszynian nie został na paradę w Moskwie z okazji obchodzonego w Rosji 9 maja Dnia Zwycięstwa i już w nocy z wtorku na środę po rozmowie z gospodarzem Kremla wrócił do Erywania.

Paszynian nie został na paradę w Moskwie z okazji obchodzonego w Rosji 9 maja Dnia Zwycięstwa i już w nocy z wtorku na środę po rozmowie z gospodarzem Kremla wrócił do Erywania.

– Czy pana nie zdziwiłoby to, gdyby przywódca Armenii co roku był obecny na paradzie 9 maja? – odpowiadał dziennikarzowi jeszcze przed wylotem do Moskwy. Zignorował też inaugurację Władimira Putina.

Koniec sojuszu z Rosją

Podczas wizyty Paszyniana w Moskwie armeńskie MSZ poinformowało, że kraj już nie będzie płacił składek członkowskich do budżetu Organizacji Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym (sojusz militarny zrzeszający dotychczas wokół Rosji Białoruś, Kazachstan, Kirgizję, Tadżykistan i Armenię). Taki gest władz w Erywaniu rosyjskie media rządowe zauważyły i uznały za kolejny krok ku pogorszeniu relacji. Zwłaszcza że Armenia już wcześniej mówiła o zamrożeniu swojego udziału w prorosyjskim sojuszu.

Mało tego – gdy Putin przemawiał podczas parady w Moskwie w czwartek, rząd armeński poinformował, że wyprasza rosyjskich wojskowych z granicy z Azerbejdżanem, którzy znajdowali się tam na podstawie kończącego wojnę w Górskim Karabachu porozumienia zawartego pomiędzy Rosją, Azerbejdżanem i Armenią w 2020 roku. Pogranicznicy z rosyjskiego FSB mają też opuścić międzynarodowe lotnisko w Erywaniu, gdzie znajdowały się od początku lat 90. Z przecieków medialnych wynika, że Paszynian udał się do Moskwy, by osobiście poinformować o tym Putina.

Czytaj więcej

W Erywaniu chcą zawrzeć pokój z Baku i uciec Putinowi

W Erywaniu na razie nie mówią o wycofaniu z kraju 102. rosyjskiej bazy wojskowej, funkcjonariusze FSB pozostają też na granicach Armenii z Turcją i Iranem. Niczego nie da się jednak wykluczyć, biorąc pod uwagę próbę zbliżenia Armenii z NATO (w marcu kraj po raz pierwszy odwiedzał sekretarz generalny NATO Jens Stoltenberg) i aktywizację rozmów z UE. „Stany Zjednoczone i UE biorą Armenię na krótką smycz” – pisała niedawno prokremlowska gazeta Izwiestia o częstych wizytach premiera Armenii w Brukseli. Paszynian zaś kilka dni temu nie wykluczył, że w kraju zostaną wyłączone wszystkie rosyjskie stacje telewizyjne.

Moskwie już nie wierzą

Ormianie mocno zawiedli się na Rosjanach we wrześniu 2023 r., gdy wspierany militarnie i politycznie przez Turcję Azerbejdżan siłą odbił Górski Karabach i zakończył w ten sposób trwający od dekad spór. Rosyjskie siły pokojowe biernie się przyglądały ucieczce stamtąd ponad 100 tys. Ormian (zamieszkiwali region, który w świetle prawa międzynarodowego należy do Azerbejdżanu). To wszystko zmusiło Ormian do rozmów z „wrogim” Azerbejdżanem, ale też z Turcją, z którą Armenia nie ma stosunków dyplomatycznych (z powodu ludobójstwa Ormian w Imperium Osmańskim).

Obecnie trwają rozmowy na temat otwarcia tzw. korytarza zangezurskiego, poprzez który Azerbejdżan uzyskałby połączenie lądowe ze swoją eksklawą Nachiczewanem i Turcją. Dla Armenii zaś byłoby to szansą gospodarczą, gdyż rozpoczęcie handlu z Turcją i Azerbejdżanem zmniejszyłoby zależność kraju od Rosji. Również energetyczną, gdyż obecnie w tych sektorach w Armenii rządzą lokalne filie Gazpromu i Rosnieftu.

Władze w Erywaniu i Baku pracują nad historycznym porozumieniem pokojowym, ale jest uzależnione od procesu demarkacji i delimitacji granicy

Władze w Erywaniu i Baku pracują nad historycznym porozumieniem pokojowym, ale jest uzależnione od procesu demarkacji i delimitacji granicy. Armenia zgodziła się na uregulowanie sprawy, opierając się na mapach jeszcze radzieckich republik. W konsekwencji Azerbejdżan ma odzyskać cztery wioski (niezaludnione) znajdujące się na granicy z armeńską prowincją Tawusz. Nie godzą się na to mieszkańcy kilku okolicznych wiosek, którzy ze swoim protestem dotarli w czwartek do Erywania.

Na czele protestu stoi arcybiskup Apostolskiego Kościoła Ormiańskiego Bagrat Galstanian popierany przez partie opozycyjne. Paszynian próbuje ich przekonać, że alternatywą jest wojna, na którą Armenii nie stać.

Premier Armenii Nikol Paszynian udał się do Moskwy na jubileuszowy 10. szczyt Euroazjatyckiej Unii Gospodarczej. Przyjechał rozmawiać głównie o gospodarce, bo lwia część armeńskiego eksportu trafia na rosyjski rynek, a Rosja jest głównym (najważniejszym) partnerem handlowym tego niewielkiego południowokaukaskiego państwa. I wygląda na to, że poza pieniędzmi te państwa niewiele już łączy. Paszynian nie został na paradę w Moskwie z okazji obchodzonego w Rosji 9 maja Dnia Zwycięstwa i już w nocy z wtorku na środę po rozmowie z gospodarzem Kremla wrócił do Erywania.

Pozostało 88% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Polityka
5 lat kadencji Wołodymyra Zełenskiego. Prezydent w pułapce wojny
Polityka
Uchodźcy mają być wysyłani poza Unię. Konieczne „niestandardowe rozwiązania”?
Polityka
Pekin zirytowany współpracą Moskwy i Pjongjangu. "Nie zbliżać się do Korei"
Polityka
Iran po wypadku Ebrahima Raisiego. Śmierć prezydenta niewiele zmienia
Polityka
Michaił Chodorkowski: W tym roku Ukraina straci Charków, w następnym - Odessę
Materiał Promocyjny
Technologia na etacie. Jak zbudować efektywny HR i skutecznie zarządzać kapitałem ludzkim?