Koalicja Obywatelska ogłosiła dziś swoje „jedynki" na listach wyborczych do Parlamentu Europejskiego. Znalazły się na nich nazwiska, o których od dawna była mowa, jak np. Bartłomiej Sienkiewicz czy Marcin Kierwiński. Są i niespodzianki.
Jedną z nich jest Łukasz Kohut z Lewicy, który wystartuje na Śląsku, czy Hanna Gronkiewicz-Waltz, której nazwisko znalazło się na liście warszawskiej. Na listach wyborczych Koalicji Obywatelskiej jest trzech ministrów — Budka, Kierwiński i Sienkiewicz, oraz dwóch przewodniczących komisji śledczych — Joński i Szczerba.
Wybory do Parlamentu Europejskiego. Z PSL startuje Krzysztof Hetman, ministrowie z Polski 2050 zostają
Trzecia Droga, koalicja Polskiego Stronnictwa Ludowego i Polski 2050 Szymona Hołowni jeszcze nie przedstawiła zamkniętych list kandydatów.
Władysław Kosiniak-Kamysz powiedział w Polsat News, że z jego partii do PE wybiera się Krzysztof Hetman, obecny minister rozwoju i technologii, wśród ministrów z Polski 2050 do PE nie startuje nikt.
Czytaj więcej
Podjęliśmy decyzję, że zawiązujemy koalicję. Stworzymy wspólne listy we wszystkich okręgach po to, by pokazać wszystkim, że jest możliwa trzecia dr...
Lider PSL stwierdził, że — choć przez niektóre środowiska krytykowana — decyzja o umieszczeniu ministrów urzędującego gabinetu na listach wyborczych do PE nie jest wyłącznie kwestią ambicji samych kandydatów.
Wybory do Parlamentu Europejskiego. Znane nazwiska „zrobią” frekwencję?
Kosiniak-Kamysz stwierdził, że takie posunięcie jest elementem strategii partii politycznych, które po serii trzech elekcji w ciągu kilku miesięcy i w obliczu malejącej frekwencji obawiają się nikłego udziału wyborców w wyborach do parlamentu Europejskiego.
- Po serii wyborów, które teraz mieliśmy, obawiam się, że w tym roku ta frekwencja będzie jeszcze niższa - mówił polityk ludowców.
Dlatego, wyjaśniał,
jeśli nie będzie rozpoznawalnych nazwisk na listach, to nikt już nie pójdzie głosować. - To jest pewna strategia partii politycznych, którą musimy przyjąć, żeby uzyskać dobry wynik, bo to o niego chodzi, to on jest ważny na końcu - podkreślił Kosiniak-Kamysz.