Dzieci też pracują dla armii Putina. W ramach "dobrowolnej" pomocy ojczyźnie

Coraz więcej uczniów rosyjskich szkół i studentów uniwersytetów angażują do „dobrowolnej” pracy na rzecz armii. Dziesięciolatkowie robią świece okopowe, a studenci produkują drony.

Publikacja: 03.03.2024 12:17

Dzieci też pracują dla armii Putina. W ramach "dobrowolnej" pomocy ojczyźnie

Foto: Adobe stock

– Dzisiaj, kiedy nasza ojczyzna broni swojej suwerenności i bezpieczeństwa, broni rodaków w Donbasie i Noworosji, decydującą rolę w tej sprawiedliwej walce odgrywają wyłącznie nasi obywatele, nasza jedność, poświęcenie na rzecz swojego państwa – mówił ostatnio podczas orędzia do Zgromadzenia Federalnego prezydent Rosji Władimir Putin. Przekonywał, że przemysł „pracuje na trzy zmiany". - Tyle, ile potrzebuje front – mówił. O zaangażowaniu rosyjskich dzieci do pracy na rzecz wojska jednak nie wspominał.

14-latkowie szyją ubrania dla żołnierzy

Działają przy administracjach miast, uczelniach wyższych i szkołach. Do tzw. „trudowych otriadow” (zespoły pracownicze) przyjmowana jest młodzież w wielu od 14 do 17 lat. Ich działania kojarzyły się zazwyczaj ze sprzątaniem ulic, sadzeniem drzewek w parkach i pomocą osobom starszym. Praktyki te wywodzą się wprost z ZSRR, gdzie w „imię społecznego dobra” do pracy na dużą skalę angażowano młodzież. Największa taka organizacja młodzieżowa od dwudziestu lat działa w oddalonym o niemal 5 tys. kilometrów od Ukrainy Krasnojarsku. W czasie trwającej od dwóch lat agresji na Ukrainę nastolatków szybko „przebranżowiono” i zaangażowano do pracy na rzecz armii.

Czytaj więcej

Wychować młodą armię Putina. Junarmia uczy strzelać, czyścić kałasznikowa i organizuje konkursy piękności

Syberyjska redakcja Radio Swoboda (Sibreal) ustaliła, że jeden z „pododdziałów” krasnojarskiej organizacji młodzieżowej zajmuje się wyłącznie „sztuką krawiecką”. Dzieci szyją ubrania dla żołnierzy uczestniczących w „specjalnej operacji wojskowej” (tak w Rosji oficjalnie nazywana jest wojna z Ukrainą) oraz siatki maskujące, a także pakują wysyłane na front paczki. Informacje o tym, że nastolatkowie są angażowani do pracy przy robieniu siatek maskujących docierała wcześniej również z innych regionów Rosji, m.in. z Czuwaszji.

Chłopcy zbierają na komputer, dziewczyny na zakupy

- Chłopaki zazwyczaj zbierają pieniądze na komputer czy słuchawki. Dziewczyny chcą uzbierać na zakupy w w centrum handlowym – tłumaczył kilka dni temu motywację swoich kolegów szef krasnojarskiego „zespołu pracowniczego” Andriej Miroszniczenko w rozmowie z Komsomolską Prawdą. Tematu pracy na rzecz armii nie poruszył, ale w rozmowie nazywa siebie „dowódcą", a nastoletnich pracowników swojego zespołu „wojownikami”.

Kilka dni temu „Junarmia” przyjęła swojego półtoramilionowego członka i tym samym została największą młodzieżową organizacją wojskowo-patriotyczną w historii rosyjskich sił zbrojnych.

Oficjalnie władze miast, w których istnieją podobne „zespoły” tłumaczą, że praca w nich jest dobrowolna i wynagradzana (kilkaset złotych miesięcznie za 2-3 godziny pracy dziennie). Nieoficjalnie uczniowie szkół przyznają, że do „czynów społecznych” namawiają nauczyciele przekonując, że to „przyniesie dodatkowe punkty” i ułatwi drogę na studia.

Bomby i centrum twórczości dziecięcej

Niezależne rosyjskie media twierdzą, że młodzież w wielu rosyjskich miastach jest angażowana do pracy na rzecz armii. Chodzi nie tylko o szycie ubrań czy robienie siatek maskujących. - W mojej praktyce miałem sytuację, gdy sprowadzono fachowca do przeprowadzenia szkolenia dla uczniów 3 klasy z robienia świec okopowych. Przecież to dzieci, w wieku 9-10 lat. I chodzi nie o produkcję jednej świeczki, w jednej klasie robią ich dziesiątki, w całej szkole - setki. To jest szkodliwe dla zdrowia – mówił jeden z ekspertów badających temat wykorzystywania pracy nieletnich w Rosji w rozmowie z Sibreal.

Czytaj więcej

Ukraiński wywiad: Rosja chce wysłać na wojnę nieletnich

Z kolei w Mamadyszu (miasto w Tatarstanie) uczniów liceum w miejscowym centrum twórczości dziecięcej zaangażowano do produkcji „ogonków do bomb”. Pochwaliła się tym jakiś czas temu tamtejsza regionalna telewizja. Pokazała, jak dzieci uczone są wykonywania plastikowych konstrukcji przy pomocy drukarki 3D. Chodzi o konstrukcje stabilizujące ładunek wybuchowy zrzucany przez drony, którymi Rosjanie atakują ukraińskie miasta.

Tajne miasteczko produkujące drony

Roi się też od opowieści, że studenci rosyjskich uczelni wyższych angażowani są do produkcji dronów. W piątek Nowosybirski Uniwersytet Pedagogiczny pochwalił się, że otrzymał 5 mln rubli dotacji (równowartość 215 tys. złotych) na „doposażenie” działającego przy uczelni parku technologicznego, w której będą produkowane „statki bezzałogowe”.

Z kolei w Tatarstanie na terenie specjalnej strefy gospodarczej „Alabuga” zorganizowano masową produkcję irańskich dronów uderzeniowych „Shahed”. Niezależne rosyjskie media jeszcze w ubiegłym roku ustaliły, że do pracy angażowani tam są uczniowie miejscowej zasadniczej szkoły zawodowej. Produkcja jest zorganizowana na terenie zamkniętym, a „pracowników” zmuszono do podpisania umowy przewidującej gigantyczne kary finansowe za „złamanie tajemnicy".

„Junarmia” Putina

Od lat w rosyjskich miastach działa wojskowa organizacja młodzieżowa bezpośrednio związana z resortem obrony. Chodzi o „Junarmię”, która uczestniczy w szkoleniach wojskowych, pokazach uzbrojenia, ogólnorosyjskich konkursach paramilitarnych. Organizacja ma swój oddział w każdym rosyjskim regionie. Kilka dni temu rosyjskie ministerstwo obrony ogłosiło, że „Junarmia” przyjęła swojego półtoramilionowego członka i tym samym została największą młodzieżową organizacją wojskowo-patriotyczną w historii rosyjskich sił zbrojnych.  

– Dzisiaj, kiedy nasza ojczyzna broni swojej suwerenności i bezpieczeństwa, broni rodaków w Donbasie i Noworosji, decydującą rolę w tej sprawiedliwej walce odgrywają wyłącznie nasi obywatele, nasza jedność, poświęcenie na rzecz swojego państwa – mówił ostatnio podczas orędzia do Zgromadzenia Federalnego prezydent Rosji Władimir Putin. Przekonywał, że przemysł „pracuje na trzy zmiany". - Tyle, ile potrzebuje front – mówił. O zaangażowaniu rosyjskich dzieci do pracy na rzecz wojska jednak nie wspominał.

Pozostało 91% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Polityka
Prezydent Botswany grozi. Słonie trafią do Hyde Parku?
Polityka
Orbán: Celem czerwcowych wyborów jest zmiana przywództwa Unii Europejskiej
Polityka
Spiker Izby Reprezentantów wyznaczył termin głosowania nad pomocą dla Ukrainy
Materiał Promocyjny
Jak kupić oszczędnościowe obligacje skarbowe? Sposobów jest kilka
Polityka
Donald Tusk w setce najbardziej wpływowych ludzi magazynu "Time"