– W przypadku przyjazdu prezydenta Rosji Władimira Putina do Mołdawii zostanie on aresztowany. Podpisaliśmy traktat Międzynarodowego Trybunału Kryminalnego i będziemy wypełniać jego decyzje – powiedziała prezydent Maia Sandu.
Najnowsze spięcie mołdawsko-rosyjskie wywołało wściekłość wśród moskiewskich propagandystów i polityków, grożących natychmiastowym odcięciem krajowi dostaw gazu.
Czytaj więcej
Ok. 75 tys. osób wzięło w niedzielę udział w proeuropejskiej demonstracji w Kiszyniowie, stolicy Mołdawii - informuje AFP.
Na Zachód
Wraz z wybuchem wojny w Ukrainie, leżąca na skraju zjednoczonej Europy, zapomniana Mołdawia znalazła się nagle w centrum zainteresowania. „Kreml bez wytchnienia pracuje nad zawróceniem kraju z proeuropejskiego kursu. Mołdawia potrzebuje szybkiego wsparcia, by utrzymać zachodnią orientację” – alarmuje Center fo European Policy Analisis (CEPA).
Prezydent Sandu uważa jednak, że obecnie Rosja bezpośrednio nie zagraża Mołdawii, powstrzymuje ją bowiem ukraińska armia. To pozwala Kiszyniowowi jednoczyć proeuropejską opinię publiczną i znów próbować prowadzić reformy.
– Przyszliśmy, by powiedzieć to wprost: Mołdawianie są Europejczykami, a miejsce naszego kraju jest w Unii – mówiła na ogromnym, kilkudziesięciotysięcznym wiecu w Kiszyniowie prezydent Maia Sandu. Towarzyszyła jej przewodnicząca europarlamentu Roberta Metsola.
Mimo widowiskowego poparcia na ulicach stolicy, sytuację polityczną kraju podminowuje jego zła sytuacja gospodarcza. Z powodu wojny w Ukrainie Mołdawia została odcięta od dostaw ukraińskiej energii, a dostawy rosyjskiego gazu zostały ograniczone za karę za europejski wybór. W rezultacie prąd podrożał siedmiokrotnie, mimo że kraj dołączył do europejskich sieci energetycznych.
„Wielka Mołdawia”
Równocześnie z kiszyniowskim wiecem odbywał się mityng w Komracie, stolicy autonomicznej Gagauzji (na południu kraju). Z wielkiego ekranu przemawiał zbiegły oligarcha Ilan Szor (skazany w Mołdawii na 15 lat więzienia) i obiecywał budowę „Wielkiej Mołdawii”. Prorosyjska opozycja – na czele z byłym prezydentem Igorem Dodonem – uważa, że do tego konieczna jest rosyjska pomoc. „Rynek dla naszej produkcji rolnej w 70–80 proc. stanowi (prorosyjska) Wspólnota Niepodległych Państw” – ostrzega. – Nasze obroty handlowe z WNP są obecnie siedem razy mniejsze niż z UE – dziwi się ekonomista Veaceslav Ionita.
Ale w walce propagandowej zwolennicy Rosji nie przebierają w środkach. – Jeśli będzie trzeba, to Unia pogoni Mołdawian na wojnę z Rosjanami. Europejski wybór jest właśnie taki: bezalternatywnie rusofobiczny – przekonuje miejscowy publicysta, prorosyjski polityk i były kandydat na prezydenta Dmitrij Czubaszenko.
Tego rodzaju propaganda zyskuje posłuch głównie w Gagauzji, regionie zamieszkałym przez naród turkojęzyczny, ale obecnie prawie w 90 proc. rosyjskojęzyczny. – Tutaj dominuje sowiecka pamięć. Tam jest ulica Lenina, dalej Czołgistów i krzyżuje się z ulicą Komsomołu. W centrum nadal stoi pomnik Lenina – tłumaczył dziennikarzom mieszkaniec Komratu Nicolae, jedyny przechodzień, który znał język rumuński.