Z tego artykułu dowiesz się:
- Jak wielu cudzoziemców służy w rosyjskiej armii i skąd pochodzą?
- W jaki sposób państwa, z których wywodzą się żołnierze służący w rosyjskiej armii reagują na werbunek?
- Jak ewoluowała strategia werbunkowa Rosji i co skłania ją do pozyskiwania zagranicznych żołnierzy?.
– Odbieranie dokumentów, groźby, szantaż, przemoc i brak możliwości wydostania się z tej sytuacji – wszystko, co świadczy o tym, że człowiek znalazł się w pułapce – pomaga w zakwalifikowaniu takich przypadków jako handlu ludźmi – sądzi profesor Natalia Szablewska z brytyjskiego Open University.
Według danych trzech organizacji obrony praw człowieka (z Francji, Ukrainy i Kazachstanu) zawartych w opublikowanym raporcie Kremlowi udało się zwerbować ok. 27 tys. ludzi ze 130 państw świata. Tylko z pięciu państw Azji Środkowej zrekrutowano ok. 10 tys. osób. Jednak niezależny ukraiński dziennikarz Hryhoryj Pyrlik twierdzi, że było ich ponad 13 tys., najwięcej z najludniejszego kraju, Uzbekistanu. W stosunku do liczby ludności najmniej osób zwerbowano w Kazachstanie, ale tamtejsze władze – w przeciwieństwie do sąsiadów – zwalczają siatki werbownicze.
Spośród pięciu państw tego regionu tylko w trzech grozi kara (do pięciu lat więzienia) za sam udział w wojnie przeciw Ukrainie. Nie karzą najemników władze Tadżykistanu i prawdopodobnie Turkmenistanu. Ale ten ostatni kraj jest odcięty od świata i nie do końca wiadomo, co się w nim dzieje.
Rosja szuka żołnierzy: Za granicą obiecuje, u siebie organizuje polowania na imigrantów
W pozostałych częściach świata Rosjanie najwięcej żołnierzy zwerbowali w Ameryce Południowej (do 8 tys. ludzi), Afryce (do 4 tys.) i Azji Południowej (do 1,8 tys.).
„Jeśli początkowo werbunek opierał się na ideologicznie zmotywowanych ochotnikach z doświadczeniem wojskowym, to później przekształcił się w międzynarodowy system skierowany na grupy mające problemy ekonomiczne i prawne” – piszą autorzy raportu. „Mięso armatnie” wabią do Rosji perspektywą dobrze płatnej pracy, sfinansowania studiów i prawem pobytu, po czym odbierają paszporty i dają do podpisania dokumenty, których podpisujący nie rozumieją, bo są po rosyjsku.
Czytaj więcej
Nie mniej niż kilkuset chińskich najemników walczy przeciw Ukrainie. Komunistyczne władze Chin nic nie robią, by przerwać ich zaciąg.
Regularne łapanki zarobkowych imigrantów odbywają się natomiast wewnątrz Rosji. – Mogą po prostu złapać na ulicy i jeśli brak odpowiednich dokumentów, zatrzymują i potem dają do wyboru: deportację, więzienie albo podpisanie kontraktu na służbę w armii – wyjaśnia jeden ze współautorów raportu Ilia Nuzow.
W ubiegłym roku same rosyjskie władze przyznały się do prowadzenia takich łapanek. Szef rosyjskiego Komitetu Śledczego Aleksandr Bastrykin informował, że „ujawniono” ok. 80 tys. imigrantów, którzy dostali rosyjskie obywatelstwo. Spośród nich ok. 20 tys. posłano na front.
Parlament Europejski uważa, że werbunek prowadzony przez Rosję to „handel żywym towarem”
Według autorów raportu zarówno w Rosji, jak i poza jej granicami w proceder werbunku zaangażowane są instytucje państwowe. „Udział rosyjskich służb specjalnych, FSB, pracowników misji dyplomatycznych i innych struktur państwowych (na przykład tzw. »Ruskich Domów«) wskazuje na określony stopień państwowej kontroli nad tymi procesami” – piszą.
Czytaj więcej
Rosja próbuje uzupełniać swoją armię, werbując żołnierzy w odległych krajach Azji i Afryki. Ale też... na Słowacji.
Wśród państw, które ostro sprzeciwiły się werbowaniu swoich obywateli były Indie. W 2024 r. premier Narendra Modi prosił Władimira Putina, by ten kazał zwolnić wszystkich obywateli Indii zwerbowanych do rosyjskiej armii. Prośbę wsparło śledztwo indyjskiego Centralnego Biura Śledczego, w wyniku którego został m.in. aresztowany kontraktowy tłumacz rosyjskiego Ministerstwa Obrony.
Poza Indiami jedynie Kazachstan i Kenia prowadziły odpowiednie śledztwa. Przy tym, działania władz w Nairobi wymusiły manifestacja krewnych osób, które trafiły do armii Putina, a potem pikieta przed miejscową ambasadą Rosji. Ale z Kenii Rosjanie ściągnęli ponad tysiąc osób i posłali na front.
Czytaj więcej
Dziesiątki tysięcy żołnierzy z Kuby i kilkunastu innych państw Globalnego Południa służy w rosyjskiej armii na froncie w Ukrainie.
– Niektóre afrykańskie rządy próbowały likwidować te siatki (werbunkowe), ale same śledztwa nie wystarczą. A osoby odpowiedzialne za te przestępstwa praktycznie nie ponoszą odpowiedzialności karnej – mówił portugalski eurodeputowany Francisco Assis w trakcie debaty nad rosyjskimi praktykami werbunkowymi. W połowie marca Parlament Europejski przyjął rezolucję domagającą się wprowadzenia sankcji na osoby odpowiedzialne za to, a sam proceder określono jako „handel żywym towarem”. Przy tym, eurodeputowani mówili tylko o 36 państwach, z których pochodzili zwerbowani.
– Uważamy, że w niektórych przypadkach, szczególnie gdy w grę wchodzi oszustwo i przemoc, można takie praktyki kwalifikować jako handel ludźmi – mówi teraz Ilia Nuzow.
Armia Władimira Putina ma coraz większe problemy z uzupełnianiem strat. Na froncie giną m.in. Peruwiańczycy
Jeszcze w lutym Kreml obiecał, że nie będzie werbował ludzi do armii w „krajach zaprzyjaźnionych”. Ale to wąski krąg państw. Teraz zaś ma problemy nawet w Peru, gdzie krewni zwerbowanych zareagowali równie ostro, jak Kenijczycy. Miejscowa prokuratura wszczęła śledztwo i okazało się, że co najmniej 600 Peruwiańczyków już znalazło się na froncie. 27 udało się wrócić, ale co najmniej 13 zginęło.
Nie wydaje się jednak, by obecnie Rosja całkowicie zrezygnowała z werbunku cudzoziemców, mimo iż stanowią oni niewielką część 700-tysięcznej armii inwazyjnej. Oficjalnie co roku w samej Rosji werbowanych jest podobno na wojnę 400-420 tys. ludzi, co powinno wystarczyć na uzupełnienie jej strat. Ale niezależni eksperci, badając skrupulatnie budżety rosyjskich regionów i wypłaty zwerbowanym, doszli do wniosku, że obecnie jest ich nie więcej niż 300-350 tys.
To za mało na dalsze prowadzenie wojny. Tym bardziej że ukraińska armia przymierza się do eliminowania (zabijania lub ranienia) do 50 tys. rosyjskich żołnierzy co miesiąc. Wtedy zgrupowanie inwazyjne posypałoby się po pół roku.