"Rzeczpospolita": Pani premier sugerowała, że przejęcie resortu finansów przez Mateusza Morawieckiego ma służyć lepszemu realizowaniu programu PiS. Czy rzeczywiście było to głównym powodem odwołania Pawła Szałamachy?

Dr Bartłomiej Biskup, politolog z UW: Zazwyczaj przyczyny dymisji są bardziej złożone, a Ministerstwo Finansów to ciężka działka, bo szef tego resortu trzyma sukna, za które ciągną inni. Może chodziło o większe oczekiwania wobec Szałamachy, np. dotyczące ustawy o podatku handlowym, a może o lepszą współpracę z innymi ministrami.

Głównie wymieniało się problemy we współpracy Pawła Szałamachy zwłaszcza z jednym ministrem – właśnie Mateuszem Morawieckim. Czy była to być główna przyczyna dymisji?

Oczywiście poruszamy się w sferze domysłów, ale może na to wskazywać fakt, że to właśnie Morawiecki objął tekę ministra finansów. Mogli sobie wchodzić w paradę, bo Morawiecki jako finansista czuł się kompetentny do wypowiadania się w sprawach budżetowych.

Czy pana zdaniem obecnie jego uprawnienia staną się tak duże, że w praktyce rząd będzie miał dwie głowy: Szydło od spraw społecznych i Morawieckiego, zajmującego się gospodarką?

Wiele zależy od tego, czy pani premier pozwoli sobie przypisać taką rolę. Jednak warto zauważyć, że nie tylko rosną kompetencje Mateusza Morawieckiego, ale też zakres jego odpowiedzialności. Nie jest wykluczone, że sobie nie poradzi, co stanie się powodem jego dymisji.

Nie wierzy pan w spekulacje, że ma stać się kandydatem na prezydenta zamiast Andrzeja Dudy?

Bardziej naturalne byłoby staranie się o drugą kadencję przez obecnego prezydenta. Inne warianty uważam za co najmniej dziwne. Te spekulacje mogą być wypuszczane celowo, by kogoś podbudować, a kogoś osłabić.

Oprócz Pawła Szałamachy wymieniało się wielu innych kandydatów do dymisji, m.in. Konstantego Radziwiłła i Witolda Waszczykowskiego. Dlaczego tak rekonstrukcja nie była tak głęboka?

Nic nie zapowiadało, że będzie aż tak głęboka, bo takie zmiany miały nastąpić najwcześniej po roku od wyborów. Dymisja tak wielu ministrów pokazałaby słabość tego rządu. Głębokiej rekonstrukcji spodziewałbym się więc dopiero wiosną.