Miller przyznał, że reakcja Francji na wycofanie się Polski z zakupu caracali była "dość gwałtowna", choć nie powinno to dziwić, ponieważ francuscy politycy "głęboko angażują się w popieranie własnego przemysłu".

Mimo to, zdaniem byłego premiera, prędzej czy później Francuzi pogodzą się z zaistniałą sytuacją. - To oczywiście minie, przyjdą inne przetargi - ocenił.

 

Jednocześnie Miller wyraził zdziwienie z faktu, że zaraz po wycofaniu się z zakupu caracali szef MON Antoni Macierewicz ogłosił, że do armii trafią produkowane w Mielcu black hawki.

- Widok szefa MON, który w Mielcu obwieszcza publicznie, że on rozstrzygnął ten kontrakt, to jest coś zdumiewającego. Władze mogą decydować się na zakup sprzętu bez przetargu, ale w bardzo wyjątkowych okolicznościach np. gdyby nam groziła wojna - wyjaśnił. Tymczasem, jak dodał, wojna nam nie grozi.

 

Były premier skrytykował też wiceszefa MON Bartosza Kownackiego, który w TVN24 mówiąc o reakcji Francuzów na wycofanie się Polski z przetargu stwierdził m.in. że Francuzi to ludzie, których Polacy uczyli jeść widelcem.

 

- Mamy do czynienia z czymś w rodzaju "dyplomacji widelcowej" - kpił Miller dodając, że "tak się nie robi", a politycy powinni "być zainteresowani nie w eskalacji sporu na arenie międzynarodowej, a jego wygaszaniu".