W raporcie „Zarządzanie i system prawa" eksperci banku opisali, jak odsuwanie od władzy znacznych grup społecznych odbija się na jakości zarządzania gospodarką w poszczególnych krajach rozwijających się.
Rosja znalazła się w nim na najniższym możliwym poziomie ze względu na najmniejszą ilość grup w elicie władzy. W Moskwie realną władzę sprawują tylko dwie: wyżsi urzędnicy (do których zaliczono zarówno prezydenta i jego otoczenie, jak i ministrów rządu) oraz część przedstawicieli władzy ustawodawczej.
Podobnie jest w Turcji i Rwandzie, gdzie niewielkie elity równie zazdrośnie strzegą swojej władzy. Dokładnie odwrotnie niż w Boliwii jest ich jeszcze więcej: media co prawda nie znalazły się w elicie władzy, ale są w niej przywódcy lokalnych samorządów i związków zawodowych.
„Koncentracja władzy jest główną przyczyną niskiej jakości zarządzania, które nie pozwala krajom rozwijającym się efektywnie zwalczać korupcji i biedy oraz zerwać z surowcowym modelem rozwoju" – stwierdza bank.
Zdaniem ekspertów w Rosji w latach 90. z prywatyzacji majątku państwowego powstała „nowa klasa oligarchów, którzy teraz sprzeciwiają się reformom mogącym doprowadzić do rozwoju konkurencji". Zdaniem ekspertów alternatywą Rosji jest rozwój Polski, gdzie „najpierw stworzono warunki do powstania wielkiej liczby nowych firm zainteresowanych prowadzeniem reform".
– W ciągu ostatnich 16 lat w Rosji przyjęto dwa państwowe programy strategicznego rozwoju, ale żaden nie został zrealizowany z powodu oporu lobbystów – tak z kolei opisali rosyjską rzeczywistość eksperci moskiewskiego Centrum Opracowań Strategicznych, założonego przez ekonomistę Aleksieja Kudrina.
Lobbyści reprezentują interesy poszczególnych klanów istniejących w zamkniętej rosyjskiej elicie władzy. – Należy utrzymywać z nimi stały kontakt, dowiadywać się, na co są gotowi się zgodzić, a na co nie, bo inaczej wszystko zablokują – potwierdza jeden rządowych ekonomistów.
Władza klanów stała się szczególnie widoczna po wprowadzeniu sankcji. Z powodu kurczących się zasobów zaostrzyły one kontrolę nad rozdziałem budżetowych pieniędzy, odsuwając innych od intratnych zamówień. – Doprowadzi to w końcu do zmniejszenia inwestycji, ucieczki biznesu do szarej strefy, a co za tym idzie – zmniejszenia dochodów budżetu – ostrzega.