- Każda akcja wywołuje określoną reakcję. Dopóki żyjemy, to mamy emocje. I te emocje dały swój upust w Radomiu. To sytuacja, która nie powinna mieć miejsca, ale też ich rozumiem - powiedziała Beata Mazurek dziennikarzom.

- Natomiast pamiętajmy o tym, co się dzieje, kiedy my organizujemy miesięcznice, jak jesteśmy atakowani. Myślę, że jeżeli wszyscy nie dołożymy starań, żeby temu zapobiec, to takie sytuacje będą mieć miejsce, nad czym oczywiście będę bardzo ubolewała - dodała.

Informację o słowach Mazurek w swoim serwisie zamieściła Associated Press. W swojej depeszy agencja cytuje rzecznik Prawa i Sprawiedliwości, informując, że zdarzenie, komentowane przez Mazurek miało miejsce w Radomiu, gdzie protestowali działacze KOD, "obywatelskiej grupy przeciwnej obecnemu rządowi". "W czasie protestu młody człowiek kojarzony z Młodzieżą Wszechpolską i Narodowym Obozem Radykalnym zaatakował protestującego" - pisze AP.

Informację za Associated Press podały już m.in. amerykańskie gazety Washington Post i Daily News, telewizja ABC czy brytyjski Daily Mail. 

Również w polskim internecie słowa Beaty Mazurek wywołały oburzenie. Pojawiły się także wezwania do dymisji rzecznik. "Zapamiętajcie ten dzień" - podkreślił były eurodeputowany PiS Marek Migalski.

 

 

Autopromocja
Wyjątkowa okazja

Roczny dostęp do treści rp.pl za pół ceny

KUP TERAZ