Największa grupa respondentów (38 proc.) uważa, że partie opozycyjne powinny wystartować w wyborach jako koalicja pod wspólnym szyldem. Przeciwnego zdania jest odsetek o 3 punkty procentowe mniejszy. Zdania w tej sprawie nie ma 28 proc. ankietowanych.
- Częściej za utworzeniem takiej listy są mężczyźni (40 proc.), osoby powyżej 50. roku życia (49 proc.) oraz o wykształceniu podstawowym/gimnazjalnym (47 proc.) - zwraca uwagę Piotr Zimolzak z agencji badawczej SW Research. I dodaje, że ten pomysł popierają również osoby o dochodzie powyżej 5000 zł (49 proc.) oraz ankietowani z miast do 20 tysięcy mieszkańców (50 proc.).
Przyciśnięci do muru przez działaczy Komitetu Obrony Demokracji Grzegorz Schetyna, lider Platformy Obywatelskiej, oraz Ryszard Petru z Nowoczesnej oświadczyli, że planują współpracę, może nawet w ramach jednego klubu. Jednak oprócz ogólnych deklaracji ani PO, ani Nowoczesna nie przedstawiły dotąd pomysłu na współpracę.
A podczas wspólnych wystąpień opozycji entuzjazmu nie widać.
Prof. Jacek Knopek z Wydziału Politologii i Studiów MIędzynarodowych UMK w Toruniu przypomina, że partie polityczne szczególnie aktywizują się w okresie przedwyborczym, przedstawiając swoje postulaty, plany i oczekiwania.
- Z faktu tego wynika, iż niechętnie angażują się one w różnego typu koalicje wyborcze, gdyż w ten sposób tracą niejako swą tożsamość. Powstanie jednej koalicji partii opozycyjnych świadczyłoby niezbyt dobrze zarówno o jakości systemu partyjnego w warunkach polskich, jak i rozwoju demokracji w kraju. Lepszym rozwiązaniem byłby tzw. wariant słowacki, czyli do wyborów parlamentarnych partie polityczne idą rywalizować oddzielnie, by bezpośrednio po nich skupić się w jednym opozycyjnym bloku rządzącym – tłumaczy prof. Knopek.