W czwartek nad ranem czasu warszawskiego rzecznik Departamentu Stanu Ned Price powiedział w radiu publicznym (NPR): „Chcę oświadczyć to bardzo jasno: jeśli Rosja rozpocznie w taki czy inny sposób inwazję Ukrainy, Nord Stream 2 nie ruszy z miejsca. Nie będę jednak wchodził w szczegóły. Będziemy pracowali z Niemcami, aby gazociąg pozostał zamknięty".
W lipcu w Waszyngtonie kanclerz Angela Merkel doszła do kompromisu z Joe Bidenem, zgodnie z którym przygotowania do uruchomienia kontrowersyjnego projektu będą nadal trwały, jednak jeśli Kreml zdecyduje się na kolejne uderzenie w Ukrainę, projekt zostanie zamrożony. Sposobem na zyskanie na czasie miało być wydłużenie procedury certyfikacji przez niemieckie władze gazociągu: nie nastąpi to przed latem.
Czytaj więcej
Klamka zapadła. Ameryka nie odda Rosji po dobroci jej dawnej strefy wpływów. Kreml musi teraz zdecydować, czy siłą odtwarzać ostatnie imperium kolo...
Jednak po uformowaniu się rządu Olafa Scholza, nowy kanclerz wycofał się z takiego kompromisu. W czasie wizyty w grudniu w Warszawie oświadczył, że chodzi o projekt czysto biznesowy, na który uwarunkowania polityczne nie mogą mieć wpływu.
Sygnałem, że Berlin wraca do ugody z lipca, jest tweet niemieckiej ambasador w Waszyngtonie Emily Haber. Napisała ona w czwartek: „USA i Niemcy wspólnie zadeklarowały minionego lata: jeśli Rosja będzie używała energii jako narzędzia albo jeśli nastąpi kolejne pogwałcenie suwerenności Ukrainy, Rosja będzie musiała zapłacić wysoką cenę".
Z naszych informacji wynika, że Berlin w razie inwazji jest gotowy „zamrozić" Nord Stream 2, ale nie ostatecznie go przekreślić.