– Wyszedł po paru minutach. Albo po godzinie – powiedział o saudyjskim dziennikarzu następca tronu i faktyczny przywódca Arabii Saudyjskiej Mohammed bin Salman.
Następnego dnia saudyjskie władze oświadczyły, że dziennikarz wyszedł z konsulatu, a turecka policja – że cały czas jest w środku.
Zbyt niezależny
Dziennikarz był znanym krytykiem następcy saudyjskiego tronu oraz prowadzonej przez niego interwencji w Jemenie. Pochodził jednak z rodziny mocno związanej z królewską dynastią z Rijadu – jego dziadek był osobistym lekarzem króla Abdulaziza. W ciągu 30-letniej kariery Khashoggi był dziennikarzem i redaktorem naczelnym najważniejszych saudyjskich mediów. Ale dwukrotnie też był wyrzucany ze stanowisk za niezależność poglądów i dwukrotnie wyjeżdżał z kraju. Ostatni raz dostał zakaz występowania w saudyjskiej telewizji w grudniu 2016 roku za… krytykowanie prezydenta Donalda Trumpa.
Został komentatorem „Washington Post”, gdzie krytykował władze Rijadu. W saudyjskiej stolicy powstał więc plan zwabienia go do ojczyzny, podobno na polecenie następcy tronu, którego denerwowały artykuły Khashoggiego. W maju wysłannik księcia miał rozmawiać z dziennikarzem namawiając do przyjazdu do domu. – Miałbym im uwierzyć? To jakiś dowcip – dziennikarz miał powiedzieć jednemu ze swych przyjaciół o tej propozycji.
Według mediów wtedy zlecono w Rijadzie, by dziennikarzem – psującym księciu Salmanowi wizerunek reformatora – zajął się Ahmed Asiri, zastępca szefa Al-Muchabarat al-aamahu, czyli wywiadu.
2 października wszyscy tureccy pracownicy konsulatu dostali wolne. Turecka policja twierdzi, że tego dnia rano do Stambułu przyleciała razem grupa 15 Saudyjczyków, a wśród nich kilku oficerów oddziałów specjalnych i były szef ochrony saudyjskiej ambasady w Londynie.
Policja jest przekonana, że to oni pobili, torturowali i zabili dziennikarza w budynku konsulatu. Jego ciało miało zostać porąbane, zapakowane w worki i wywiezione.
Turecka propozycja
Teraz tureckie władze chcą rzeczy niesłychanej w stosunkach międzypaństwowych: przeprowadzić rewizję w saudyjskim konsulacie. Ale też w samochodach pracowników, pobliskiej rezydencji konsula oraz w furgonetce z przyciemnionymi szybami, która wieczorem 2 października przejechała z siedziby konsulatu do rezydencji konsula.
Jednak mimo zapowiedzi, tureckie władze wstrzymały się z przedstawieniem dowodów na swe oskarżenia. Zaczęła się bowiem gra polityczna. Ankara i Rijad są skonfliktowane z powodu walki o przywództwo w świecie muzułmańskim oraz stosunku do USA. Turcja rozluźnia swój sojusz z Waszyngtonem, Arabia Saudyjska pozostaje mu wierna. Pod naciskiem USA zaczęła ostatnio na przykład krytykować Palestyńczyków, gdy Turcja skonfliktowała się z Izraelem. Oba kraje dzieli też Katar, wspierany przez Turcję i objęty saudyjską blokadą.
Teraz jednak Ankara zaczęła zachęcać Rijad do przejścia na swoją stronę.
„Saudyjczycy muszą zrozumieć, jakie niebezpieczeństwa kryją się we współpracy z Trumpem. Nie mają wyjścia, jak tylko zwrócić się do Turcji” – pisała turecka prasa po zniknięciu Khashoggiego. W tym samym czasie doradca tureckiego prezydenta zapewniał: „Nikt nie wini państwa saudyjskiego”.
Jak się zdaje, jeśli i była turecka propozycja pod adresem Rijadu, to Saudowie z niej nie skorzystali. Prezydent Recep Erdogan zmienił więc ton. – Oni mają tam (w konsulacie – red.) takie systemy obserwacyjne, które filmują przelot ptaka, a nawet komara – skomentował saudyjskie zapewnienia, że Khashoggi wyszedł z konsulatu, ale kamery monitoringu go nie nagrały.
Zdenerwowany sojusznik
W równie trudnym położeniu co pustynne królestwo zniknięcie dziennikarza postawiło jego głównego sojusznika, USA. – Sądzę, że chciałeś powiedzieć, że to trochę tak wygląda – prezydent Trump odpowiedział dziennikarzowi Fox News na pytanie, czy to Saudyjczycy zamordowali
Khashoggiego. Jednocześnie jednak kategorycznie odrzucił możliwość wprowadzenia embarga na dostawy amerykańskiego uzbrojenia. Ale w amerykańskim Senacie formuje się już grupa głosząca: „Jeśli potwierdzą się informacje o morderstwie, będzie musiało to oznaczać fundamentalne zmiany w stosunkach amerykańsko-saudyjskich”.
Ale Arabia Saudyjska od kilku dziesięcioleci jest głównym filarem amerykańskich wpływów w świecie arabskim. Wokół niej bowiem grupują się państwa regionu, niechętne irańskiej ekspansji. To ona była pierwszym państwem muzułmańskim, które wsparło opozycję w Syrii. W dodatku poprzez Arabię Waszyngton wpływa na ceny ropy naftowej ustalane przez OPEC.