Najwyższa Izba Kontroli w najbliższych dniach może opublikować wyniki raportu w sprawie tzw. wyborów kopertowych z maja ubiegłego roku.

Jak informuje Onet.pl, treść raportu nie jest korzystna dla Kancelarii Premiera. Jednocześnie wnioski pokontrolne wobec premiera Mateusza Morawieckiego i szefa KPRM Michała Dworczyka mają być wygładzone i zepchnięte do spraw drugorzędnych. Skupiono się na urzędnikach niższego szczebla.

Z dokumentów wynika, że rząd wiosną ubiegłego roku starał się za wszelką cenę doprowadzić do wyborów korespondencyjnych. W połowie kwietnia do Michała Dworczyka trafiły analizy prawne ówczesnej szefowej departamentu prawnego KPRM Magdaleny Przybysz i Mariusza Haładaja, prezesa Prokuratorii Generalnej.

Magdalena Przybysz przekonywała, ze premier nie może nakazać Pocznie Polskiej organizowania wyborów. W przeciwnym razie naraziłby się na odpowiedzialnością przed Trybunałem Stanu. Brak podstaw prawnych miał stwierdzić również Mariusz Haładyj.

Mimo przekazanych KPRM analiz prawnych, tydzień później premier wydał decyzję w tej sprawie. Wcześniej Morawiecki poinformował o tym kierownictwo PiS, które wywierało presję na przeprowadzenie wyborów korespondencyjnych.

Kancelaria Premiera zleciła analizę prawną trzeciej osobie, prawnikowi Krzysztofowi Wąsowskiemu z Akademii Sztuki Wojennej. Stwierdził, że premier może wydać Poczcie Polskiej polecenie organizowania wyborów.

Gdy zapadła już decyzja, że wybory 10 maja się nie odbędą, premier zleca Dworczykowi uzyskania zewnętrznych ekspertyz dotyczących m.in. roli szefa rządu w procesie wyborczym w stanie epidemii.

Jak podaje Onet.pl, NIK, mimo poważnych dowodów, nie formułuje wniosków obciążających najważniejszych osób w państwie.