Czy coś grozi za to Radosławowi Sikorskiemu? Nie wiadomo. Na razie Prokuratura Okręgowa w Warszawie wszczęła postępowanie w sprawie „ujawnienia tajemnicy państwowej osobom nieuprawnionym”.
Chodzi o rozmowę z 4 lipca w tzw. klatce, pomieszczeniu BBN zabezpieczonym przed podsłuchami. Jej fragmenty przedostały się do mediów. Prezydent miał pytać m.in. o znajomość szefa MSZ z amerykańskim urzędnikiem Ronem Asmusem.
Sikorski tłumaczy, że prezydent go nie uprzedził, iż spotkanie ma charakter tajny.
– Jeżeli rozmowa dotyczy spraw ściśle tajnych i odbywa się w pomieszczeniu zabezpieczonym przed podsłuchami, to trudno uznać, że była to rozmowa towarzyska – irytuje się Piotr Kownacki, szef Kancelarii Prezydenta. Wtóruje mu Joachim Brudziński z PiS: – Minister Sikorski świadomie złamał reguły obowiązujące w polityce. Premier powinien się zastanowić, czy osoba tak chwiejna emocjonalnie może być szefem polskiej dyplomacji.
Donald Tusk twierdzi jednak, że Sikorski zawsze rygorystycznie przestrzegał tajemnicy państwowej. – Sytuacja wydaje się absurdalna, sądząc po pytaniach, jakie zadawał pan prezydent – uważa premier. – Podzielam opinie tych, którzy mówią: szkoda pieniędzy na to śledztwo.
Jolanta Szymanek-Deresz, szefowa Kancelarii Prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego, mówi, że za czasów jej pracy również odbywały się rozmowy w klatce w BBN. – O tym, czy rozmowa jest tajna, decydował zazwyczaj szef BBN, biorąc pod uwagę temat spotkania – mówi Szymanek-Deresz.
Według posłanki SLD te fragmenty rozmowy, które przedostały się do mediów, trudno uznać za tajemnicę państwową. – Ten dialog brzmi raczej zabawnie – dodaje.
Marek Siwiec, były szef BBN, twierdzi jednak, że za jego urzędowania każda rozmowa przeprowadzona w specjalnym pomieszczeniu miała charakter poufny i nikomu nie przychodziło do głowy, aby o niej opowiadać.