– Utrzymując standardy, które obowiązują w Platformie, rezygnuję z członkostwa w PO do czasu wyjaśnienia tej sprawy – zapowiedział Ludwiczuk. Ale liczy na to, że będzie mógł wrócić do PO, kiedy wyjaśni się "prowokacja" wobec niego.
W oświadczeniu na swojej stronie internetowej senator przeprosił wyborców i zapowiadał, że przed statutowymi organami w swojej partii wyjaśni cały kontekst i intencje rozmowy ujawnionej mediom.
Chodzi o nagranie, jakie opublikował sztab Mirosława Lubińskiego, który walczy o prezydenturę Wałbrzycha z kandydatem PO Piotrem Kruczkowskim. [link=http://www.rp.pl/artykul/572142.html" "target=_blank]Sprawę opisała "Rz"[/link].
[wyimek][link=http://grafik.rp.pl/grafika2/592542" "target=_blank]Tekst rozmowy spisany przez sztab Mirosława Lubińskiego, opublikowany na jego stronie internetowej (doc. 115 kB)[/link] [/wyimek]
Senator przekonywał w nim radnego Longina Rosiaka, żeby przestał wspierać Lubińskiego. W nagraniu roi się od wulgaryzmów. Polityk PO kusi: stanowiskiem wicestarosty, pracą w spółce miejskiej i egzotyczną wycieczką zagraniczną.
Przed opublikowaniem nagrań Ludwiczuk w rozmowie z "Rz" zaprzeczał, by składał jakiekolwiek propozycje. Potem twierdził, że sprawdza, czy nagranie nie było zmanipulowane.
[srodtytul]Wyprzedził egzekucję [/srodtytul]
Sprawę korupcji politycznej bada prokuratura. Sankcje polityczne były szybsze. – O godz. 7 rano zarząd powiatowy wystosował wniosek do władz krajowych o ukaranie Ludwiczuka za niegodne zachowanie – mówi Piotr Kruczkowski, szef powiatowych struktur PO w Wałbrzychu. – Takiego języka, jakim senator posługuje się w nagraniu, nie słyszę w najniebezpieczniejszych dzielnicach mojego miasta.
Ludwiczuk uprzedził decyzję, która miała zapaść po południu. Politycy PO potępiali zachowanie senatora, a wiceszef klubu parlamentarnego Sławomir Rybicki oczekiwał zawieszenia jego członkostwa w klubie i partii.
Wałbrzych traci drugiego, po Zbigniewie Chlebowskim, ważnego polityka PO. Ludwiczuk to wiceprzewodniczący Krajowego Sądu Koleżeńskiego, skarbnik Klubu Senackiego PO i członek Prezydium Klubu Parlamentarzystów PO.
Do Senatu, a tym samym do polityki krajowej, 53-letni dziś Ludwiczuk trafił w 2005 r. Wcześniej w latach 1984 – 1988 był radnym gminy Walim i nauczycielem WF Później, do 2002 r. pracował jako prywatny przedsiębiorca: najpierw był taksówkarzem, a potem miał firmy produkujące okna.
– Jego życiorys to po trosze kariera Nikodema Dyzmy, a trochę Mieczysława Wachowskiego – zauważa wałbrzyska posłanka PiS Anna Zalewska, która wielokrotnie spotykała się z Ludwiczukiem w sprawach współpracy PO z PiS w mieście. – Siermiężny, a przy tym protekcjonalny. Najbardziej nie lubiłam tego jego poklepywania po plecach i kolanach.
[srodtytul]Ścieżka Schetyny[/srodtytul]
Ludwiczuk zdobył popularność w Wałbrzychu jako prezes koszykarskiego Górnika Wałbrzych i prezes Polskiego Związku Koszykówki. – To kopia pomysłu Grzegorza Schetyny, który był właścicielem Śląska Wrocław, święcącego triumfy w krajowym baskecie – twierdzi posłanka Zalewska. – Ludwiczuk wielokrotnie chwalił się zażyłością z obecnym marszałkiem Sejmu. Mówił, że w jego warszawskim mieszkaniu odbywają się spotkania najważniejszych polityków PO.
Pozycję Ludwiczuk zbudował, odbijając w 2002 r. razem z Rosiakiem i Kruczkowskim (wówczas niezależnym kandydatem) z rąk SLD "czerwony Wałbrzych". Został wtedy wiceprezydentem. Okazało się, że nie ma wymaganego do tego wyższego wykształcenia. Zdobył je w trakcie urzędowania.
Kilka lat później okazało się, że powinien zwrócić do kasy miejskiej prawie 140 tys. zł nienależnych zarobków. CBA w 2008 r. wykryło bowiem, że w jego oświadczeniu majątkowym zabrakło informacji, iż w czasie, gdy był wiceprezydentem, żona prowadziła działalność gospodarczą. Ostatecznie nie zwrócił ani grosza, bo część roszczeń uległa przedawnieniu, a z części miasto zrezygnowało.
W 2008 r. "Rz" ujawniła, że Ludwiczuk jako prezes PZK podejmował kontrowersyjne decyzje o składzie komisji przetargowej, która wyłoniła firmy znajomych Schetyny do promowania mistrzostw Europy w koszykówce. Pełne znaków zapytania było też zaangażowanie Zakładów Koksowniczych Victoria Wałbrzych (spółki Skarbu Państwa) w wałbrzyską koszykówkę.
– Ludwiczuk chciał grać rolę najważniejszego człowieka na swoim terenie – komentuje posłanka Zalewska. – Zaczynał jak Schetyna, ale kończy jak Chlebowski.