Krytykuje go natomiast koalicyjna Platforma.
Początkowo PSL chciało zaproponować zakaz publikacji sondaży już od momentu ogłoszenia terminu wyborów. Pod koniec sierpnia do Sejmu ostatecznie trafi projekt z zakazem dwutygodniowym.
– Wierzymy, że skrócenie tego okresu do czternastu dni przekona naszego koalicjanta, że pomysł ma sens i poprze nasze propozycje – mówi Eugeniusz Kłopotek, który będzie reprezentował klub w pracach nad projektem.
Zakaz ma obowiązywać w wyborach parlamentarnych (krajowych i do Parlamentu Europejskiego), na prezydenta oraz samorządowych.
Ludowcy napisali w uzasadnieniu, że zakaz „ma zapewnić wyborcom spokój i pełną swobodę w podjęciu ostatecznej decyzji wyborczej, w warunkach wolnych od presji, jaką wywołuje kampania wyborcza, szczególnie w ostatnich dniach przed głosowaniem".
Zdaniem polityków PSL sondaże wyborcze są tym z elementów kampanii, który najsilniej działa na wyborców, a pracownie badawcze przeprowadzają je w sposób "mało profesjonalny i rzetelny", co powoduje, że są one "często zmanipulowane i nie odzwierciedlają rzeczywistego stanu stosunków społecznych."
Rafał Grupiński, szef klubu Platformy Obywatelskiej, nie daje nadziei na wejście w życie projektu: – Nawet jeśli znajdą koalicję, by ustawa przeszła przez Sejm, to nie sądzę, aby prezydent złożył pod nią swój podpis.
Czytaj więcej
Czy nabycie samochodu może być tak proste, jak zamówienie sprzętu online? O tym, jak wygląda transformacja tego sektora oraz jak należy odpowiedzie...
Wsparcie dla sondażowego zakazu PSL znajdzie prawdopodobnie po opozycyjnej stronie parlamentu w PiS, SLD i w Ruchu Palikota.
Dziś kodeks wyborczy zakazuje podawania sondaży do publicznej wiadomości tylko w czasie 24–godzinnej ciszy wyborczej, do momentu zakończenia głosowania. Za publikację sondażu w tym czasie grozi kara grzywny od pół do miliona złotych. PSL chce zmniejszyć dolną granicę do 10 tys. zł.