Delegaci dolnośląskiej PO sympatyzujący z Protasiewiczem, już dzień przez zjazdem mającym wyłonić nowe władze partii w regionie mogli cieszyć się urokami
hotelu „Sandra”, który w ofercie ma kompleksowe usługi SPA i kilka basenów.
Cztery dni przed zjazdem Marek Heinke przywiózł do Sandry 14 tys. zł. „
Po raz drugi pojawił się w Karpaczu w piątek, czyli w dniu zameldowania w hotelu delegatów Protasiewicza – tym razem wpłacił ok. 9,1 tys. zł. Z naszych informacji wynika, że sam też zamówił sobie pokój w Sandrze i został z działaczami Platformy na noc”
– pisze
„Newsweek”.
Heinke twierdzi, że nie zapłacił z własnej kieszeni, lecz pieniądze przekazał mu stronnik Protasiewicza, Piotr Uhle. Pytany o sprawę Uhle zdecydowanie odcina się od sprawy: To nie były moje pieniądze. Ja jestem mały żuczek, byłem tu tylko pośrednikiem.
Oficjalna wersja wrocławskiej PO jest taka: hotel chciał się opłacania noclegów z góry, czas naglił, więc dwóch działaczy założyło pieniądze za setkę delegatów. Pieniądze trafiły do Heinke, który jechał akurat z wizytą do mamy i miał po drodze do hotelu „Sandra”.
Sam Jacek Protasiewicz pytany dlaczego Heinke wpłacił pieniądze za nocleg delegatów PO, milczy jak grób.