Reklama

Polscy eurodeputowani coraz pilniejsi

94,01 proc. – w tylu najważniejszych głosowaniach uczestniczyło dotąd 51 polskich posłów do Parlamentu Europejskiego. To jeden z najlepszych wyników w Europie.

Aktualizacja: 05.01.2015 16:08 Publikacja: 05.01.2015 15:31

Obrady Parlamentu Europejskiego

Obrady Parlamentu Europejskiego

Foto: AFP

Właśnie mija pół roku od rozpoczęcia kadencji europarlamentu, a dane o aktywności polityków opublikował portal VoteWatch.eu. Wynika z nich, że pod względem frekwencji podczas głosowań od Polaków lepsi są tylko Chorwaci (95,81 proc.) i Austriacy (97,01 proc.).

Najrzadziej z polskich europosłów w głosowaniach uczestniczy wybrany z list Kongresu Nowej Prawicy Stanisław Żółtek (50,71 proc.). Jednak taki wynik jest ewenementem w delegacji narodowej. Z 51 polskich europosłów tylko pięciu wypracowało frekwencję poniżej 80 proc. Rekordzistami są Jarosław Wałęsa i Bogdan Wenta (obaj z PO), którzy nie opuścili żadnego z głosowań.

– Już teraz widać, że mamy nie najgorszą grupę europosłów – uważa deputowany do PE Janusz Zemke z SLD, bo frekwencyjny wynik naszej delegacji wyróżnia się na tle wcześniejszych kadencji.

Ubiegłą zakończyła ze średnią 86,2 proc. Wśród delegacji narodowych sytuowało ją to w połowie stawki, a w ostatnich latach o aktywności polskich europosłów słyszało się głównie źle.

Przykładowo frekwencja rajdowca Krzysztofa Hołowczyca, który był eurodeputowanym w latach 2008-2009 wynosiła w pewnym momencie tylko 40 proc. Za absencyjnych rekordzistów uchodzili też byli europosłowie Michał Kamiński i Jacek Kurski wybrani z list PiS.

Reklama
Reklama

Pierwszy zajmował w pewnym momencie 737. miejsce na 766 europosłów w rankingu obecności, a drugi sądził się z „Faktem" za nazwanie go „najbardziej leniwym posłem w Europie". Gazeta napisała, że polityk opuścił prawie połowę dni pracy w Parlamencie Europejskim. Kurski twierdził, że odsetek jego obecności w dnia publikacji wynosił prawie 74 procent. Ostatecznie wygrał w sądzie.

Dlaczego polscy europosłowie są coraz pilniejsi? – Jakość polskich europosłów z kadencji na kadencję jest coraz lepsza. Jeszcze dziesięć lat temu reprezentowały nas m.in. osoby wikłające się w afery z prostytutkami. Dziś większość ma za sobą poważną karierę w Sejmie i samorządach – wyjaśnia Janusz Zemke.

Zaznacza jednak, że to dopiero początek kadencji. Z kolei zdaniem Marka Migalskiego, byłego europosła i autora książki „Parlament Antyeuropejski", w której opisał kulisy funkcjonowania PE, frekwencja podczas głosowań nie jest najważniejszym wykładnikiem pracy posła.

– Wysoka frekwencja może świadczyć o tym, że polscy posłowie są sknerami. Nieobecność podczas głosowań jest bowiem karana utratą części diety. Poza tym stała obecność podczas sesji oznacza, że nie pełni się ważnych misji z ramienia Parlamentu Europejskiego – zaznacza Marek Migalski.

Policja
Nietykalna sierżant „Doris”. Drugie życie tajnej policjantki
Polityka
„Tak, opuszczę Polskę 2050”. Szymon Hołownia liczy szable i grozi opuszczeniem partii
Polityka
Sondaż: Karol Nawrocki zaczyna tracić zaufanie Polaków
Polityka
Trump umniejszał żołnierzom walczącym w Afganistanie. Nawrocki: Nie myślał o Polakach
Polityka
Miliard dolarów za udział w Radzie Pokoju? Jarosław Kaczyński: Nie jesteśmy biedni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama