W Warszawie symboliczny bój stoczą prezes PiS Jarosław Kaczyński i przewodniczący PO Grzegorz Schetyna, w Katowicach premier Mateusz Morawiecki i były minister sprawiedliwości Borys Budka, a w Kielcach szef resortu sprawiedliwości Zbigniew Ziobro i były minister spraw wewnętrznych Bartłomiej Sienkiewicz. PiS „jedynki" na swoich listach do Sejmu zaprezentowało 13 lipca, a we wtorek zrobiła to Koalicja Obywatelska.
Politycy PO oficjalnie przekonują, że mają świetnych kandydatów. – Oprócz doświadczonych polityków są też nowe twarze, a nowość zawsze pobudza do działania – mówi „Rzeczpospolitej" szef sztabu KO Krzysztof Brejza, który sam kandyduje z pierwszego miejsca w Bydgoszczy. Jego zdaniem wyjątkowo mocnymi „jedynkami" są m.in. kandydujący w swoim mieście prezydent Rzeszowa Tadeusz Ferenc, startujący w Krakowie były poseł PiS Paweł Kowal oraz komentator sportowy Tomasz Zimoch, który ma otworzyć listę KO w Łodzi.
Niepokój działaczy
Jednak w nieoficjalnych rozmowach politycy PO nie tryskają już takim optymizmem. – Schetyna, prezentując „jedynki" dwa tygodnie po PiS, mógł lepiej dobrać kandydatów pod kątem wyborczych pojedynków – mówi jeden z posłów opozycji.
Wśród polityków Platformy największe kontrowersje budzi to, że na pierwszym miejscu w Zielonej Górze znalazł się Tomasz Aniśko. Jest liderem Zielonych w Ośnie Lubuskim, a „jedynką" został z dwóch powodów. Pierwszym jest koalicja wyborcza Zielonych z PO, a drugim dobry wynik jego partii w wyborach samorządowych właśnie w Ośnie Lubuskim. Problem w tym, że Aniśko startował też do europarlamentu i uzyskał najgorszy wynik spośród wszystkich kandydatów Koalicji Europejskiej z okręgu.