Gdyby afera taśmowa zdarzyła się Niemczech, Wielkiej Brytanii czy Francji, to premier takiego rządu zostałby natychmiast zdmuchnięty ze sceny politycznej - powiedział Brudziński, który był gościem "Kontrwywiadu" w RMF FM.
Brudziński stwierdził, że w Platformie Obywatelskiej nie ma już wiary w zwycięstwo, dlatego "sięgnięcie po Kamińskiego i Ostachowicza" oraz powołanie na marszałka Sejmu "ust skompromitowanego rządu", czyli Małgorzaty Kidawy-Błońskiej są "rozpaczliwymi próbami PO utrzymania się na powierzchni politycznej".
Zdaniem polityka, Ewa Kopacz powołując do swojego rządu osoby uwikłane w aferę taśmową w pełni zdawała sobie z tego sprawę. A ponieważ "polityka musi prędzej czy później również stać się moralna" - premier powinna jak najszybciej podać się do dymisji.
- Ale ponieważ jesteśmy mocno stąpającymi po ziemi politykami, wiemy, że ona tego nie uczyni - powiedział Brudziński.
Polityk PiS zapewnił, że partia nie wpadła w euforię po zwycięstwie Andrzeja Dudy i zamierza "pokornie zabiegać" o głosy wyborców.
- Nie grozi nam zerwanie baretki. Cieszymy się, ale nie oderwaliśmy się od bazy - stwierdził Brudziński. Zapowiedział, że PiS zamierza przeprowadzić "ciężką intensywną kampanię merytoryczną".
Pytany o kandydata na premiera po ewentualnym październikowym zwycięstwie polityk powiedział, że "jak Bóg da, Polacy pomogą, a my ciężko zapracujemy, to Jarosław Kaczyński będzie ojcem przyszłego rządu". Premierem ma być natomiast reprezentant tej partii, która zasłuży na głosy wyborców.
- Nie dzielimy skóry na niedźwiedziu - zapewnił Brudziński.
Tymczasem "Nasz Dziennik" napisał, że już podczas sobotniej konwencji Prawa i Sprawiedliwości Beata Szydło zostanie przedstawiona jako kandydatka na premiera nowego rządu.