Na ulicach Quito pojawiły się płonące barykady a uczestnicy protestów obrzucali policjantów kamieniami.
Zamieszki są efektem zakończenia przez rząd subsydiowania cen benzyny w ramach pakietu reform fiskalnych, które mają przynieść 2 mld dolarów oszczędności.
Policja użyła przeciw protestującym gazu łzawiącego.
"Precz z pakietem (reform)!" - krzyczeli demonstranci odnosząc się do ogłoszonych w tym tygodniu przez prezydenta Lenina Moreno reform, które mają skierować kraj na wolnorynkowe tory po latach lewicowych rządów.
Przeciwko zakończeniu subsydiowania cen benzyny protestowali w czwartek taksówkarze, kierowcy autobusów i ciężarówek. W Quito i Guayaquil protestujący blokowali ruch drogowy.
Do kierowców dołączyli się przedstawiciele rdzennej ludności, studenci i związki zawodowe. Protestujący wznosili barykady na ulicach.
W Quito zamaskowani młodzi ludzie starli się z policją, która rozpędziła ich za pomocą gazu łzawiącego. Na ulicach miasta pojawiły się transportery opancerzone.
- To bezterminowa akcja, która będzie prowadzona do momentu, gdy rząd wycofa się z dekretu o subsydiach. Sparaliżujemy kraj - mówił jeden z uczestników protestu.
Tymczasem władze przekonują, że eliminacja subsydiów jest konieczna, aby pomóc w odbudowie gospodarki i zatrzymać przemyt benzyny.
Prezydent Moreno nazwał funkcjonujące w Ekwadorze przez 40 lat subsydia "perwersyjnymi" i kosztownymi. Dodał, że nie pozwoli, by protesty sparaliżowały Ekwador.
- Aby uniknąć chaosu nakazałem wprowadzenie stanu wyjątkowego - ogłosił prezydent.
- Mam odwagę podejmować dobre decyzje dla kraju - dodał.
W czwartek, w dniu, gdy w życie wszedł dekret o zakończeniu subsydiowania cen benzyny, ceny te wzrosły od kilkudziesięciu do ponad 100 procent.
Władze Ekwadoru liczą, że likwidacja subsydiów pozwoli oszczędzić 1,5 mld dolarów rocznie. Wraz z reformą podatkową ma to przynieść oszczędności rzędu 2,27 mld dolarów rocznie.