Po wybiciu się na niepodległość prowincja stanie się krajem miodem i mlekiem płynącym: taka była teza katalońskich secesjonistów, którzy do znudzenia powtarzali, że reszta Hiszpanii „okrada" prowincję.
Ale w miarę jak zbliża się moment jednostronnej deklaracji niepodległości, przyszłość Katalończyków rysuje się w zgoła innych barwach. W środę w czasie debaty w Parlamencie Europejskim żadna frakcja nie poparła planów oderwania się od Hiszpanii, nie uczynił tego też żaden rząd krajów Unii i sama Bruksela. Po stronie Madrytu jasno opowiedział się nawet papież Franciszek. Stało się zupełnie jasne, że nowy kraj, jeśli w ogóle powstanie, natychmiast znajdzie się poza Unią, świat odwróci się do niego plecami. Teza nacjonalistów, że Katalonia jest zbyt ważna, aby reszta Europy mogła ją ignorować, legła w gruzach. Sukces secesji okazałby się zbyt niebezpiecznym przykładem dla innych ruchów niepodległościowych, aby ktokolwiek w Europie mógł mu sprzyjać.