Tak niemiecki polityk skrajnie prawicowej Alternatywy dla Niemiec (AfD) skomentował happening Sławomira Mentzena, który w rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego demonstrował pod Bramą Brandenburską z transparentem przypominającym liczbę ofiar stłumionego przez Niemców wolnościowego zrywu. Swojemu partyjnemu koledze wtórował Tomasz Froelich – niemiecki europoseł polskiego pochodzenia, który tak dobrze udaje w prawicowych mediach przyjaciela Polski, że na antyniemieckiej prawicy jest od lat traktowany jako „dobry Niemiec” i nawet bywał gościem na politycznych imprezach Mentzena. Niestety, ulubiony Niemiec polskiej prawicy też nie wytrzymał wypominania Niemcom wojennych zbrodni. „Ci, którzy upamiętniają ofiary własnej stolicy, nie powinni tego robić w stolicy obcej. W ten sposób upamiętnienie szybko przeradza się w prowokację pozbawioną jakiejkolwiek wartości politycznej – zaledwie dla kilku kliknięć i lajków. W Rzymie rób to, co Rzymianie” – napisał Froelich, najwyraźniej bardziej oburzony miejscem, które Mentzen wybrał na wypomnienie Niemcom zbrodni, niż tym, co jego partyjny kolega powiedział o Polakach.