Raymond Plusker był niewątpliwie geniuszem. Zaczynał skromnie, jako chłopiec na rodzinnej farmie owiec w Australii, ale szybko przebił się do dobrych college’ów i na prestiżowe uniwersytety. Ciekawe, że jego kreatywny, ruchliwy umysł wypychał go z murów szkół i uczelni po sezonie, czasem dwóch. Nie potrafił wbić się w edukacyjny kanon. Profesorów denerwował pytaniami, koleżanki bezceremonialnością. Co ciekawe, w wieku czterdziestu lat miał już ponad dwadzieścioro dzieci z licznymi partnerkami. Zresztą nikt ich do końca nie policzył, choć fascynowały się tym kolorowe pisemka.