Tekst jest aktualizowany
Prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump zaprosił rosyjskiego przywódcę Władimira Putina na spotkanie G20 w Miami. Czy w związku z tym Polska powinna zbojkotować ten szczyt?

Reklama
Reklama

– Nie, nie powinna – powiedział w rozmowie z Jackiem Nizinkiewiczem wicepremier Radosław Sikorski, pytany o sprawę. – Ja będę na G20 w Atlancie. Nie wiem, czy minister spraw zagranicznych Federacji Rosyjskiej będzie zaproszony, ale niezależnie od tego czy będzie, czy nie, zamierzam brać udział – dodał. – Dyplomacja jest trudniejsza, niż się wydaje i czasami stawia nas w niekomfortowych sytuacjach, ale musimy umieć sobie z nimi radzić – zaznaczył.

Władimir Putin zaproszony na szczyt G20. Radosław Sikorski: To zły pomysł

Minister spraw zagranicznych ocenił, że zaproszenie Putina przez Trumpa było złym pomysłem. – Przypominam, że Władimir Putin nie ma wstępu do szeregu kraju, na przykład nie mógł odwiedzić Republiki Południowej Afryki, bo tamtejsze sądownictwo poważnie traktuje zobowiązania wobec Międzynarodowego Trybunału Karnego. Stany Zjednoczone oczywiście nie są członkiem MTK, ale Władimir Putin powinien nie być traktowany jako pożądany gość tak długo, jak prowadzi napastniczą, kolonialną wojnę – przekonywał.

Pytany o motywacje prezydenta USA Sikorski wyraził pogląd, że Donald Trump „jako człowiek biznesu uważa, że w każdej sytuacji są rozwiązania, na których mogą skorzystać obie strony”. – To jest podejście ahistoryczne do tej wojny i póki co nie daje rezultatów, a niestety wyciąga Putina z izolacji – mówił. Czy Polska poprzez uczestnictwo w szczycie G20 nie przyłoży do tego ręki? – Nie, nie my jesteśmy zapraszającym, nie my jesteśmy gospodarzem – odparł Radosław Sikorski.

– To jest sukces Polski, że zostaliśmy zaproszeni. Ten sam dylemat miał minister Domański na spotkaniu ministrów gospodarki i tam sobie z tym poradzono: rosyjski minister nie był na tzw. family photo (grupowym zdjęciu uczestników – red.) – kontynuował.

Jacek Nizinkiewicz zapytał swego rozmówcę, czy podałby rękę Putinowi. – Nie. To jest człowiek, który jest obłożony listem gończym, wydanym przez skądinąd polskiego przewodniczącego Międzynarodowego Trybunału Karnego w poprzedniej kadencji, a ja nie mam zwyczaju z podejrzanymi utrzymywać stosunków bliskich – odpowiedział szef polskiej dyplomacji.

Wkrótce więcej informacji