Polska debata o porwaniu prezydenta Wenezueli Nicolása Maduro przez amerykańskich komandosów pokazuje stopień zglobalizowania światowej polityki. Kłócimy się o to zdarzenie, jakby było za miedzą. I chyba słusznie, bo to część wielkiej układanki. Inną jej częścią jest także nasz region.
Roztrząsamy wszystko, nawet niuanse. Oto wielu prawicowych komentatorów chwalących akcję Donalda Trumpa w Wenezueli nazywa rządy Maduro, a i jego poprzednika Hugo Cháveza, komunistycznymi. A tu odzywa się prof. Adam Wielomski, paleokonserwatysta, jeśli nie monarchista, aby zaoponować. Przecież Maduro to lewicowy nacjonalista, podobno na dokładkę katolik, bo widziano go na uroczystościach koronacji Matki Boskiej na królową Wenezueli.