Trzeba to wreszcie powiedzieć wprost: wybory prezydenckie zostały sfałszowane. Argumenty są nie do odparcia. W krakowskiej komisji nr 95 w pierwszej turze wygrał właściwy kandydat, i to z trzykrotną przewagą! A w drugiej ten, który prawdziwemu zwycięzcy ukradł zwycięstwo. Przypadek? Nie sądzę! To nie jest możliwe, żeby właściwemu kandydatowi głosów ubyło. To może być albo pomyłka, albo oszustwo. Materiały zebrane przez najbardziej wiarygodnego z polskich mecenasów, mecenasa Giertycha, i jego sprawdzoną ekipę wskazują, że takich przypadków były tysiące. Zresztą w jednej z komisji członkowie nawet przyznali się do pomyłki. Pozostali ukrywają prawdę, bo boją się kary. Może jakby im zaproponować abolicję, toby się przyznali? Albo lepiej jakieś nagrody? A choćby i posady w spółkach Skarbu Państwa? Każdy ma prawo do błędu. Pod warunkiem, że przejdzie potem na właściwą stronę. A jak nie będą chcieli współpracować? To zajmą się nimi trzy litery (ABW, CBŚ, CBA) i najbardziej dociekliwy z dziennikarzy śledczych Tomasz Piątek. Już on ustali wszystkie powiązania podejrzanych członków komisji wyborczych z Putinem i KGB. Na pewno wypowie się też w tej sprawie najbardziej obiektywny z komentatorów, redaktor Tomasz Lis.