Reklama

„Frendo” – recenzja filmu. Horror na miarę Ostatniego Pokolenia

Niby kino grozy od dekad bazuje na marksistowskich hasłach rewolucji z 1968 r., ale we „Frendo” główny morderca to już wręcz ucieleśnienie lęków Grety Thunberg.
„Frendo”, reż. Eli Craig, dystr. M2 Films

„Frendo”, reż. Eli Craig, dystr. M2 Films

Foto: mat.pras.

Istnieją liczne interpretacje lęków wywołanych przez klauny. Ja uważam, że kanalizują obawy przed nieznanym złem kryjącym się w dziecięcej niewinności i zabawie. Bo klaun w opowieściach grozy jest zawsze rozciągnięty między słodkim jak wata cukrowa cyrkowcem a czarnym jak smoła demonem. Pennywise z Kingowskiego „To” karmił się lękiem nastolatków, którzy musieli strach pokonać najpierw w sobie. Joker z Gotham City reprezentuje nihilizm i chaos, który okiełznać może tylko Mroczny Rycerz w kostiumie Batmana. I możliwe, że to właśnie ten chaos najbardziej przeraża widzów, czego dowodem jest spektakularny sukces niskobudżetowej i ultrabrutalnej serii „Terrifier” Damiena Leonego. Nieprzypadkowo też seryjny morderca i pedofil John Wayne Gacy pracował właśnie jako klaun na przyjęciach dla dzieci, co zaowocowało w kinie wysypem różnych wersji tej historii. Kapitan Spaulding w kreacji Sida Haiga w „Domu 1000 trupów” (2003) Roba Zombiego jest tego najlepszym dowodem.

-50% na pakiet subskrypcji RP.PL z NYT!

Skorzystaj z wiosennej promocji i ciesz się dwoma dostępami do najbardziej zaufanych źródeł informacji.

Promocja dotyczy rocznej subskrypcji pakietu RP.PL z The New York Times.

Kliknij i przejdź do szczegółów

Reklama
Reklama
Promowane treści
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama