W ostatnich latach kolejne disneyowskie adaptacje komiksów rozczarowywały i pomimo komercyjnego sukcesu „Strażników galaktyki 3” oraz „Deadpool & Wolverine” mówiło się o kryzysie gatunku. „Thunderbolts*” miał odkupić winy i pokazać widzom, że w Marvel Cinematic Universe wciąż tkwi potencjał.
Producenci postanowili powalczyć o starszego widza, ograniczając liczbę żartów, gościnnych występów gwiazd i spektakularnych demolek, a nawet spowalniając tempo opowiadania. Pozwoliło to na dłuższą i głębszą ekspozycję postaci. W efekcie poznajemy bohaterów bliżej – i dobrze, bo to grupka stosunkowo mało znanych przegrywów walczących z własnymi kompleksami i niedoskonałościami. Samotność, wypalenie zawodowe, depresja towarzyszą im na co dzień.