Bohater ostatniej książki Mario Vargasa Llosy – ostatniej podwójnie, bo noblista ogłosił koniec kariery literackiej – ma koncepcję, jak połączyć podzielone Peru. Kraj rozdzierany rasizmem, przemocą i biedą. Kraj zdobyty mieczem przez hiszpańskich konkwistadorów, którzy wymordowali Inków. Kraj, którego poszczególne regiony połączono w państwo arbitralną decyzją kolonizatorów, choć ich mieszkańców różni niemal wszystko. Kraj, gdzie przewrót goni przewrót, a maoistyczna partyzantka ściera się z prawicowymi szwadronami śmierci. Ten wieloetniczny i wielojęzyczny kraj połączyć może tylko peruwiański walc, będący syntezą tego, co zachodnie, z tym, co miejscowe. Prawdziwie ludowa muzyka kreolska, przy której tańczą zarówno mieszkańcy zaułków Limy, jak i amazońskiej dżungli. To brzmienie wznieci społeczną rewolucję i uratuje Peru – wywodzi z pasją bohater powieści Llosy „To dla Pani ta cisza”. A co, gdyby to przełożyć na nasze realia? Jakie pytanie należałoby zadać? Czy disco polo może uratować Polskę? Może!