Jan Maciejewski: Dwie ojczyzny Milana Kundery

Kundera bronił ich obydwu – prozy i Europy Środkowej – równolegle. Tego sposobu nie tylko pisania, ale życia, który realizuje się i rozgrywa na poziomie tego, co konkretne i dotykalne, a nie wielkie i niebotyczne.

Publikacja: 21.07.2023 17:00

Milan Kundera był wielokrotnym kandydatem do Nagrody Nobla, godniejszym od wielu laureatów

Milan Kundera był wielokrotnym kandydatem do Nagrody Nobla, godniejszym od wielu laureatów

Foto: AFP

Mur obronny usypany z męskich majtek, środków na przeczyszczenie czy starego, zaczytanego na lewą stronę egzemplarza „Anny Kareniny”. Wieża, zamiast z kości słoniowej to z konkretów, namacalnych, intymnych – ale nie w tym duszno-erotycznym, tylko raczej po dziecinnemu zawstydzonym sensie. To z niej ostrzeliwał się całe życie, a przynajmniej większą jego część, zmarły przed tygodniem Milan Kundera. Robił to w imieniu nie tylko „braci Czechów”, ale nas wszystkich, wspólnego losu, któremu na imię „Europa Środkowa”.

Czytaj więcej

Jan Maciejewski: Czy Francja jest jeszcze krajem cywilizowanym?

Tego dziwnego tworu, będącego wiecznie pomiędzy: Wschodem i Zachodem, barbarzyństwem i cywilizacją, Rosją i Niemcami. Obszaru – obietnicy, regionu – eksperymentu, na który zawsze ktoś ma swój pomysł. I ustala go, konsultuje, bynajmniej nie z nami, którzy tu żyjemy, tylko z autorem konkurencyjnego business planu. Oświeceniowa Europa widziała w nas dzikusów, na których można wypróbować swoją koncepcję cywilizacji; im bardziej byliśmy barbarzyńcami, tym mocniej oni (Zachód, ten mityczny, do którego zawsze tęsknimy i wiecznie nadganiamy) osadzali się w swoim poczuciu wyższości. Paternalizmie, wyrozumiale tworzącym rozwiązania, pomysły i urządzania, jakie mieliśmy zastosować w swoim rezerwacie. Pytając zawsze o zgodę i konsultując każdy krok z Wielkim Innym, Europejczykiem przez gargantuicznych rozmiarów „E”. A z drugiej strony był też on, Wschód, przed którym zawsze uciekamy. I dla którego jesteśmy przyczółkiem, drzwiami, przez które próbuje wejść do Europy, a jeśli zostanie przez nie wyrzucony to możemy być i oknem, przez które będzie i tak próbował przeleźć.

Kundera bronił ich obydwu – prozy i Europy Środkowej – równolegle. Tego sposobu nie tylko pisania, ale życia, który realizuje się i rozgrywa na poziomie tego, co konkretne i dotykalne, a nie wielkie i niebotyczne.

Tak czy inaczej, zawsze ktoś ma na nas pomysł, plan dobry na tyle, na ile potężna jest zabezpieczająca jego realizację siła. Zawsze większa od naszej, miażdżąca gąsienicami nasz własny, autorski pomysł na samych siebie, jak wojska Układu Warszawskiego ulice i chodniki Pragi w 1968 roku. I gdzieś tam kołacze się w związku z tym w środkowoeuropejskiej głowie myśl, a raczej pokusa: może rzeczywiście obstawić któregoś z tych dwóch koni – dzikiego i narowistego ze Wschodu, czy wyniosłego, przeczystej krwi, maszerującego dumnie po zachodnich brukach. Zsiąść ze środkowoeuropejskiej kobyły, odesłać na zasłużony odpoczynek – do rzeźni historii, przerobić na koninę sentymentów i cepelii.

I tu właśnie pojawia się Kundera, autor najtrafniejszej definicji prowincjonalizmu, zawartej w tytule książki „Życie jest gdzie indziej”. Gdzie indziej są gabinety, w których toczone są „te” negocjacje; szpalty gazet, na których pojawiają się myśli i zdania, które my dopiero będziemy musieli przetłumaczyć na nasze. Oryginał jest gdzie indziej, tu, w Europie Środkowej jest tylko miejsce na kopie. Pomysłów, rozwiązań, idei – być może rzeczywiście. Ale majtki możemy mieć swoje własne, środkowoeuropejskie. Wielkość wasza, intymność nasza. Nasz będzie konkret i szczegół, bliskość i dotyk. Wasze, wschodnie lub zachodnie, będą traktaty; nasze – powieści.

Czytaj więcej

Jan Maciejewski: Szkice piórkiem z Tour de France. Przed czym uciekał Andrzej Bobkowski

Kundera bronił ich obydwu, równolegle i pod rękę: prozy i Europy Środkowej. Tego sposobu, nie tylko pisania, ale życia, które realizuje się i rozgrywa nie na poziomie tego, co wielkie i niebotyczne, ale konkretne i dotykalne. Jak egzemplarz książki, której każda strona jest nasiąknięta tęsknotą i namiętnością. Tabletek na przeczyszczenie, które stały się osią najbardziej wzruszającego żartu w historii literatury. Prozy, która nie będąc w stanie przekonać wielkich i możnych, potrafi ich za to wyśmiać. Nadętym gębom przeciwstawia przekorne spojrzenie. Jest mądra, ponieważ stara się być głupią i naiwną. Ilekroć niedomaga, jest silna. Błogosławi tych, którzy płaczą i łakną, zrzuca władców z tronu, głodnych nasyca dobrami. Prowadzi wojnę podjazdową z rzeczywistością, szczypie ją w siedzenie jak podrostek, przypadkiem się o nią ociera, jak nieśmiały zakochany. Jest życiem. Jest tutaj.

Mur obronny usypany z męskich majtek, środków na przeczyszczenie czy starego, zaczytanego na lewą stronę egzemplarza „Anny Kareniny”. Wieża, zamiast z kości słoniowej to z konkretów, namacalnych, intymnych – ale nie w tym duszno-erotycznym, tylko raczej po dziecinnemu zawstydzonym sensie. To z niej ostrzeliwał się całe życie, a przynajmniej większą jego część, zmarły przed tygodniem Milan Kundera. Robił to w imieniu nie tylko „braci Czechów”, ale nas wszystkich, wspólnego losu, któremu na imię „Europa Środkowa”.

Pozostało 90% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Plus Minus
Jan A.P. Kaczmarek: Dobry film może zmienić życie twórcy
Plus Minus
Tomasz P. Terlikowski: Taka debata o aborcji nie jest ok
Plus Minus
Europejskie wybory kota w worku
Plus Minus
Waleczny skorpion
Plus Minus
Gość „Plusa Minusa”, Jacek Kopciński, opowiada o „Diunie”, „Odysei” i Coetzeem