To, jak do dziś działa na nas „najkrótsze opowiadanie świata", czyli słynne zdanie: „Na sprzedaż: buciki dziecięce, nieużywane", przez lata przypisywane Hemingwayowi, pokazuje, że w przypadku tego tematu nie ma mocnych.

Debiutantka na rynku literackim postanowiła się zmierzyć z techniką narracyjną, jaką jest nadawanie bajkowych konturów rzeczywistości zbyt strasznej, żeby postawić z nią małego człowieka twarzą w twarz. Najbardziej znany przykład takiej strategii to naturalnie „Życie jest piękne" Roberto Benigniego. Do podobnej konwencji odwoływał się późniejszy o dziesięć lat „Chłopiec w pasiastej piżamie" Marka Hermana, a ze wspomnień z wojen i z powstania znamy dziesiątki snutych przez dobrych dorosłych kojących historii o tym, że czołgi i samoloty zaraz sobie pójdą.

Rozpoczynająca niewielką książkę relacja sześcioletniej Ali o starszej o rok siostrze Mai, która pewnego dnia się przeprowadziła i „ma teraz własny pokój, duży i biały, w którym nie ma nawet zabawek", i „w ogóle nie musi wychodzić z łóżka, bo ma wielu służących, a na twarzy specjalny aparat tlenowy, jak astronauci", wgniata dorosłego czytelnika w krzesło. Podobnie jak ciąg dalszy, kiedy to Ala, siedząc sama na korytarzu dużego budynku, w którym teraz mieszka Maja, tłumaczy sobie całą sytuację tym, że jej siostra już niedługo zostanie „księżycową Księżniczką" i „poszybuje na Księżyc".

Druga połowa książeczki to kolejne plansze pokazujące – w mocno pastelowej tonacji, z przewagą uwielbianych przez większość siedmioletnich księżniczek odcieni pudrowego różu i miętowej zieleni – kolejne przyszłe fantastyczne przygody Mai, spotykającej trochę miłe, a trochę groźne „księżycowe wieloryby", „ryby balonowe" i „robiącej na drutach nowe galaktyki". Kontury rysunków są zatarte, wszystkie postacie mają dziwne, białe, pozbawione źrenic oczy, a całość sprawia wrażenie mocno oniryczne: pytanie, czy to dobry sen.

Niewykluczone, że wbrew pozorom „Maja z Księżyca" nie jest adresowana do dzieci, które stają wobec doświadczenia utraty kogoś z rodzeństwa. Być może to „bajka terapeutyczna" skierowana przede wszystkim do szukających czegoś odpowiedniego w księgarni zrozpaczonych dorosłych. Bajka, która ma im uświadomić, że nie powinni nigdy zostawiać swoich dzieci samych – ani „na korytarzu dużego budynku", ani wobec pytań, dokąd odeszła starsza siostra.